Samotność czasów transformacji – wywiad z Michałem Węgrzynem, reżyserem filmu Proceder

Proceder to jeden z ciekawszych polskich filmów ubiegłego roku. Przedstawiamy rozmowę Marka Nowaka z Michałem Węgrzynem, który wyreżyserował tę produkcję.


Marek Nowak: „Proceder” to bez wątpienia jeden z najważniejszych polskich filmów 2019 roku. Filmową biografię rapera Tomasza Chady w premierowy weekend obejrzało ponad 200 tys. widzów, a łącznie z pokazami przedpremierowymi niemal 220 tys. Niecały miesiąc po premierze liczba ta wynosiła już do ponad 500 tys. widzów. „Proceder” był pokazywany w kinach w Holandii, Austrii, Niemczech, Belgii, Danii, Szwecji i Wielkiej Brytanii, a 18 marca bieżącego roku pojawił się w bibliotece Netfliksa. Patrząc z perspektywy czasu na swój film i jego społeczny odbiór, co Pana zdaniem zdecydowało o tak dużym sukcesie?

Michał Węgrzyn: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, niemniej, gdy o tym pomyślę, to wielu widzów wchodząc w świat filmu mogło odnaleźć w nim siebie. Przypomnieć sobie świat lat 90., o którym trochę się już zapomniało. Może przejrzeć się  trochę w bohaterach filmu i w ich postawach, lękach i nadziejach, odnaleźć  trochę własnych doświadczeń. Przypomnieć sobie, jak było nam wszystkim wtedy ciężko.

MN: „Proceder” jest nie tylko opowieścią o życiu Tomasza Chady, ale także filmowym hołdem dla ulicznego rapu. Czym dla Pana jest ta muzyka?

MW: Ważnym pokoleniowym doświadczeniem. Hip-hop jako gatunek muzyczny pojawił się w Polsce właśnie w latach 90. Dla mnie i dla mojego pokolenia to była zupełna nowość, w której  bardzo szybko się zakochaliśmy. Można powiedzieć, że stał się naszą formą ekspresji, językiem opisującym ówczesną rzeczywistość. Trzeba pamiętać, że to były bardzo ciężkie czasy. Wielu ludzi na skutek przemian politycznych po 1989 roku z dnia na dzień straciło pracę i środki do życia. Ludzie często musieli, jak to się wtedy mówiło, „kombinować”, by jakoś związać koniec z końcem. Bardzo wzrosła przestępczość, pojawiły się w Polsce pierwsze gangi. Chyba żadna inna muzyka nie nadawała się tak bardzo do opisu ówczesnej rzeczywistości, jak właśnie hip-hop.

MN: Dorastałem w latach 90. i pamiętam podrapane blokowiska warszawskiej Pragi i przygnębiająca atmosferę tamtego okresu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak wiernie zdołał Pan w swoim filmie uchwycić rzeczywistość tamtego okresu. Widać, że to było dla Pana ważne.

MW: To było dla mnie bardzo ważne. Lata 90. to także okres kiedy zaczynała się kształtować moja artystyczna wrażliwość. W tym czasie obejrzałem m.in. dwa ważne dla mnie filmy, czyli „Ojca Chrzestnego” oraz „Chłopców z Ferajny”. Można powiedzieć, że na potęgę chłonąłem amerykańskie kino gangsterskie, które, mimo iż pochodziło z kraju bardzo geograficznie odległego, to w jakiś sposób zdawało mi się korespondować z tym, co widziałem za oknem. Warto zaznaczyć, że hollywoodzkie  kino gangsterskie w ogóle było wtedy w Polsce bardzo popularne. Powodowało to nie tylko to, że polscy gangsterzy z tamtego okresu chcieli być tacy, jak postacie, które oglądali w kinach, ale też to, iż dla wielu młodych ludzi słuchających hip-hopu życie gangsterskie, jakie wyłaniało się z tamtych filmów, było atrakcyjną ofertą subkulturową. To się bardzo odzwierciedlało w tym, jak się ludzie ubierali, jak się zachowywali i jak się do siebie zwracali.

fot. Wojciech Węgrzyn

MN: W filmie wyraźnie wpisuje Pan biografię Tomasza Chady w szerszą opowieść o polskiej transformacji. O czym dla Pana przede wszystkim jest ta opowieść?  

MW: Wydaje mi się, że „Proceder” jest intymną opowieścią o tym, że każdy  z nas musiał się jakoś odnaleźć w ciężkich czasach i jak wiele to nas, jako jednostki i jako społeczeństwo, kosztowało. Jest to też obraz o samotności ludzi skazanych na indywidualne mierzenie się z rzeczywistością, do której nikt ich nie przygotował. Choć mój film jest opowieścią o pewnej epoce, to nie ukrywam, że zależało mi również na wydobyciu pewnego uniwersalizmu tej historii, bo to opowieść o tym, jak czasem trudne bywa życie i ile trzeba mieć sił, by sobie z nim poradzić.

MN: Czy jest to także opowieść o abdykacji państwa? W jednej ze scen mamy młodych ludzi skarżących się, że choć ciężko pracują, nikt jeszcze nie dostał pensji w ich zakładzie pracy. W innej scenie, w szpitalu, matka Tomasza Chady krzyczy w bezradnej złości: „to szpital czy firma?” Na co pada odpowiedź, że firma. Bohaterowie „Procederu”  są samotni nie tylko dlatego, że nie mogą za bardzo liczyć na innych ludzi, ale także dlatego, że nie mogą liczyć na pomoc państwa. Czy ten wątek społeczno-polityczny filmu był dla Pana ważny?

MW: Dla mnie to przede wszystkim było absolutnie naturalne, że poruszamy także takie wątki, bo tak po prostu było. Dziś się już o tym nie mówi, ale pamiętam, że dla nas były to sprawy, o których często się rozmawiało w domu przy rodzinnym stole. Ludzie z mojego pokolenia, czyli między 35-45 lat albo dorastali słuchając rozmów rodziców na ten temat albo sami takie rozmowy prowadzili.  Póki istniał PRL państwo jakoś się nami opiekowało, każdy miał pracę, za która otrzymywał pieniądze pozwalające żyć na w miarę przyzwoitym poziomie.  Nagle znaleźliśmy się w nowym tzw. „kapitalistycznym” świecie, który polega na tym, że ludzie muszą radzić sobie sami  ze swoimi problemami i nie znajdzie się nikt, kto im pomoże. Okazało się, że nie każdy potrafił sobie z tym poradzić i wiele ludzkich biografii kończyło się albo zakładem karnym albo jeszcze bardziej dramatycznie.

MN: Oglądając „Proceder” przypomniał mi się Pana poprzedni film pt. „Wściekłość”. Opowiadał o cynicznym dziennikarzu, Adamie, biegnącym z telefonem komórkowym przez Warszawę, gdzie z każdym kolejnym wykonanym i odebranym telefonem świat bohatera  ulega coraz większemu rozpadowi. Choć Adama i Tomka na pierwszy rzut oka dzieli wszystko – jeden jest beneficjentem systemu w sensie materialnym oraz symbolicznym, drugi zaś egzystuje na jego marginesie, to jednak mam wrażenie, że te postacie wiele łączy. Obaj pragną w gruncie rzeczy tego samego, jednak są często zbyt niecierpliwi, nieuważni i robią rzeczy złe. Obaj też są w pewnym sensie ofiarami tego systemu.  Czy Pan też widzi podobieństwo między tymi postaciami?

MW: Myślę, że to podobieństwo jest bardzo duże. Z pewnością obie te postacie i obie te historie łączy pewien temat, który jest takim moim tematem przewodnim i z którego będę korzystał do końca życia robiąc filmy. Mianowicie opowieść o ludziach pozbawionych wartości, cierpiących na deficyt rozbudowanego życia wewnętrznego, a przez to czujących pożerającą ich od wewnątrz egzystencjalną pustkę.  W tym wypadku nie ma znaczenia w jakim systemie człowiek żyje oraz to, czy jest tego systemu ofiarą, czy beneficjentem. Wydaje mi się, że jeśli jesteśmy jako ludzie pozbawieni pewnej etyki, wzorców, czy wartości, to nie jesteśmy sobie w stanie poradzić. Zwyczajnie potrzebujemy ich, by być szczęśliwi. Jestem katolikiem i dla mnie takie wartości jak rodzina, odpowiedzialność, ale też solidarność i otwartość na drugiego człowieka są bardzo istotne.

MN: Pana film podobnie jak  „Parasite” Bonga Joon-ho czy „Joker” Todda Phillipsa wpisuje się w nurt współczesnych autorskich filmów poruszających kwestie nierówności społecznych. Z tym drugim filmem ”Proceder” łączą także pewne podobne kontrowersje. O ile twórcy „Jokera” niektórzy amerykańscy dziennikarze zarzucają promowanie przemocy, tak niektórzy polscy dziennikarze zarzucają Panu, że gloryfikuje Pan gangstera. Jak Pan odpowie na te zarzut?

MW: Jest mi na pewno blisko do obu wymienionych przez Pana filmów- uważam je za znakomite obrazy, które za pomocą pewnych filmowych kostiumów próbują przekazać wartości bliskie mi jako twórcy. Jeśli chodzi o to, czy gloryfikuje gangsterów, to nie zgadzam się z tym zarzutem. Jak już Panu mówiłem, od dziecka pasjonowałem się kinem gangsterskim, a jednym z moich ulubionych reżyserów jest Martin Scorsese.  Można też powiedzieć, że w pewien sposób fascynują mnie również sami gangsterzy. Powiem więcej, nie widzę w tym nic złego. Tak, jak można się fascynować świętymi w kościele katolickim, sportowcami, malarzami, czy dynastami królewskimi, tak można ludźmi wyjętymi spod prawa. Kino bardzo często się takimi osobami fascynuje, ale to wcale nie musi oznaczać ich gloryfikacji.

MN: Czy czuje się Pan twórcą społecznie zaangażowanym?

MW: Myślę, że tak nazywać mnie mogą moi widzowie, ewentualnie krytycy filmowi.

MN: Ja na pewno bym Pana tak nazwał. Pytanie, czy Pan tak sam siebie postrzega.

MW: Określenie „twórca zaangażowany społecznie” wydaje mi się bardzo pozytywne i jeśli ktoś by mnie tak nazwał, to byłoby mi bardzo miło, natomiast wydaje mi się, że jeśli ktokolwiek sam w stosunku do siebie kieruje jakiekolwiek pozytywne oceny to znaczy, że jest idiotą. Ja po prostu jestem człowiekiem, który chce robić filmy i chce opowiadać ludziom różne historie po to, by pomóc im zastanowić się nad tym, po co żyjemy. Jeśli w jakiś sposób moje filmy skłaniają do takich refleksji, to jestem szczęśliwy.

MN: Pracuje Pan może aktualnie nad jakimś ciekawym projektem? Może uchyli Pan nieco rąbka tajemnicy czytelnikom Movies Room?

MW: Aktualnie kończymy produkcje „Krime Story. Love Story”, który 9 października ma wejść do kin. To będzie również gangsterka historia, ale inna niż „Proceder” – myślę, że troszkę lżejsza, a miejscami trochę straszniejsza. Bliższa „Parasite” niż „Proceder”.

MN: Brzmi zachęcająco.

MW: Jest jeszcze jeden projekt. Niedawno zaczęliśmy dokumentacje do filmu pt „Gierek”

MN: Pasjonat gangsterskiego kina będzie robił film o Edwardzie Gierku? Muszę to zobaczyć.

MW: Sądzę, że film wywoła w naszym kraju kontrowersje, ale wierzę też, że znajdzie swoich odbiorców. Chcemy pokazać historię Edwarda Gierka od 1970 do 1981 roku, czyli okres od momentu jak został pierwszym sekretarzem do momentu swojego upadku. Skupimy się głównie na samej postaci i na tym, jak trudne było rządzenie krajem, zwłaszcza w sytuacji, gdy sugerowano, że był amerykańskim agentem.

MN: Dziękuję za rozmowę i życzę dużo zdrowia i wielu inspirujących filmów.

MW: Dziękuję.

Ilustracja wprowadzenia: Wojciech Węgrzyn

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytelniczka pisze:

Świetnie przeprowadzony wywiad z niezwykle ważną osobą dla naszego kina. Jakże ważne są głosy, które z dystansu starają się nam pomóc uporać się z obiektywnym spojrzeniem na czasy, które powinny być radosnym zachłystywaniem się odzyskaną wolnością, a jednak dla bardzo wielu ludzi wiążą się wręcz z czarnymi barwami w ich życiu.

Gratuluję tak przeprowadzonego wywiadu.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?