Advertisement
Advertisementpixel

Wywiad z Freddiem Highmore’em – gwiazdą Bates Motel i Good Doctor

Freddie Highmore to wschodząca gwiazda telewizji. Znany wcześniej z dziecięcych ról m.in. z Marzyciela z Johnnym Deppem, powrócił z hitową produkcją telewizyjną Bates Motel u boku Very Farmigi, by następnie zagrać w Good Doctor główną rolę. Poniżej nasza rozmowa z tym obiecującym aktorem. Już 2 kwietnia serial Good Doctor zadebiutuje na kanale AXN!


Kiedy skończył się Bates Motel, musiałeś otrzymać wiele scenariuszy od osób, które chciały zobaczyć cię w ich serialach. Dlaczego zgodziłeś się na udział właśnie w The Good Doctor?

To niesamowite, że propozycja padła tak szybko. Chyba trzy dni później. Szaleństwo, prawda? Bawi mnie to za każdym razem, kiedy o tym wspominam. Trzy dni po zakończeniu zdjęć przeczytałem scenariusz i pojechałem do Los Angeles, aby spotkać się z twórcą serialu, Davidem Shorem, oraz z Sethem Gordonem, który wyreżyserował odcinek pilotażowy. Świetnie się nam rozmawiało i wydawało się, że tak szybka propozycja po „Bates Motel” była najlepszym, co mogło mnie spotkać. Moja pierwsza reakcja po przeczytaniu scenariusza? „Hej, musi w tym być jakiś haczyk. Jest świetny. To chyba niemożliwe, żeby tak szybko z jednej wspaniałej roli przejść do drugiej”.

Co tak bardzo ci się spodobało?

Moja postać jest bardzo przekonująca, a poza tym nie widziałem nigdy, żeby w telewizji ktoś zrobił wcześniej coś podobnego. Scenariusz jest naprawdę dobrze napisany. W przeszłości często przedstawiało się ludzi z autyzmem jako osoby do pewnego stopnia wyzute z emocji. Taki panował stereotyp. Moja postać jest złożona i pełna emocji. Oczywiście wyraża się to nieco inaczej, niż w przypadku przeciętej osoby. Shaun to barwna postać pełna życia. W rozmowie z Davidem wspólnie ustaliliśmy, jakie będzie jego poczucie humoru, a także, że w pierwszym sezonie może się zakochać. Zobaczymy bardziej optymistycznego, szczęśliwszego Shauna, choć również mierzącego się z oczywistymi wyzwaniami, jakie autyzm stawia przed nim w życiu. Będzie też musiał stawić czoła nowym doświadczeniom w szpitalu. Nie skupiamy się wyłącznie na samych negatywnych stronach. Pokazujemy też jego wyjątkowość, drobne dziwactwa, a także pewne refleksje, na które może się zdobyć tylko on.

Serial przepełniony jest wieloma skrajnymi emocjami. Czy czytając scenariusz nie czuje się pewnego przesytu?

W każdym scenariuszu są momenty chwytające za serce. To ciekawe… Być może dlatego, że scenariusz serialu czytałem w sposób bardzo osobisty, z punktu widzenia Shauna, nie roztkliwiając się przy tych scenach. Raczej skupiałem się na tym, jak można ulepszyć scenę na papierze, a ostatecznie na ekranie. Do każdej odgrywanej roli ma się pewien dystans, ale z pewnością pamięta się o tych pełnych emocji chwilach. Wydaje mi się, że im więcej ról, tym bardziej zwraca się na nie uwagę. Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo przeżywają je odgrywane postacie właśnie ze względu na ten dystans. Pod koniec odcinka 105 jest świetna scena z Antonią Thomas, która gra Claire, i Richardem Schiffem, czyli dr. Glassmanem. Dowiadujemy się o czymś bardzo ważnym, czego Claire nie powinna była zrobić w taki sposób, jak miało to miejsce. Widzi się ten szok i emocje na jej twarzy z powodu błędu, z którym będzie musiała żyć do końca życia… To przykład emocji, które naprawdę udzielają się widzowi.

Czy wzruszasz się podczas oglądania serialu?

Fakt, oglądam serial. Jestem także jego producentem, więc staram się oglądać napływający po montażu materiał i wspierać Davida jak tylko mogę. Fajnie obserwować ewolucję różnych scen i być na bieżąco z wydarzeniami poza szpitalem, w którym pracuje Shaun.

Fot. Bates Motel

Czy uważasz, że „The Good Doctor” to przełomowa produkcja telewizyjna właśnie ze względu na postać z autyzmem?

Na tym etapie wydaje się to już mniej przełomowe, a bardziej odpowiednie dla tego serialu. Nie chodzi tu o podporządkowanie narracji jakiejś odgórnej koncepcji, czy może temu, co powinno się pokazać. Staramy się pokazać to, co ma sens z punktu widzenia Shauna – opowiedzieć jego historię możliwie jak najbardziej autentycznie, szczerze i ciekawie. Weźmy za przykład scenę, w której Shaun ogląda pornografię. Nie wydawała się ona w żaden sposób „rewolucyjna”. Była bardzo naturalna dla tej postaci.

Czy słyszeliście o pozytywnych reakcjach na postać Shauna ze strony środowisk związanych z autyzmem?

To źródło inspiracji dla nas wszystkich. To właśnie sprawia, że serial wydaje się ważny – jest czymś, czemu warto się poświęcić. Wspaniale jest poznać reakcje osób, które same są autystyczne lub znają takie osoby. Reakcje tej społeczności były wspaniałe.

Czy jakieś reakcje szczególnie przychodzą ci na myśl?

W ten weekend w Los Angeles odbyła się gala Autism Speaks. Organizacja przyznała nagrodę serialowi i myślę, że to właśnie był ten moment, gdy zrozumiałem, jak wielki wpływ mamy na innych i jak ludzie związali się z Shaunem. Oczywiście naszym celem nie było po prostu to, aby ludzie związali się z nim poprzez osobiste doświadczenia z autyzmem. To postać, która przemawia do każdego, kto czuje się nieco inny – do osób, które czują, że nie dostały takich samych szans w życiu, co inne osoby, które był dyskryminowane w pracy czy ogólnie w życiu. Mam nadzieję, że problemy, które poruszamy, odbiją się szerszym echem.

Jak ważne było to, by możliwie realistycznie przedstawić osobę autystyczną?

Według mnie było bardzo ważne, aby autyzm postaci przedstawić jak najbardziej autentycznie. Jednak ku irytacji osób związanych z medycyną sceny operacji pokazane w telewizji nigdy nie są w stanie w pełni odtworzyć rzeczywistych warunków panujących w szpitalach. Dziewięciogodzinną operację pokazuje się w pięć minut. W przeciwnym razie efekt końcowy mógłby nie być tak atrakcyjny dla widza, jak zdają się uważać chirurdzy. Jeżeli chodzi o medyczną warstwę serialu, po prostu trzeba było trochę pooszukiwać – tak jak w przypadku wszystkich seriali medycznych. Biorąc pod uwagę samą postać Shauna, nie można było postąpić inaczej. Musiała to być postać autentyczna, dlatego dużo czasu poświęciłem na odpowiednie przygotowanie się do roli.

Good Doctor

kadr z serialu The Good Doctor

Jak to robiłeś?

Rozmawiałem z osobami autystycznymi, które znam osobiście. Oglądałem filmy dokumentalne i czytałem książki. W pracy nad serialem brał udział konsultant, który zawsze czytał scenariusz i dzielił się uwagami. Postać Shauna powstała jako wypadkowa tego wszystkiego, ale też i wkładu innych osób. Nie da się pokazać każdej postaci autyzmu. Nie wszyscy, którzy mają autyzm, będą tacy, jak Shaun. A w zasadzie większość taka nie będzie. Chcieliśmy podkreślić, że Shaun nie reprezentuje każdej osoby z autyzmem – tak samo, jak typowy bohater serialu nie reprezentuje każdej osoby na świecie.

Czy podczas przygotowań do roli dowiedziałeś się czegoś zaskakującego?

Interesujące było badanie wizualnej strony umysłu Shauna. Oczywiście widzimy to w jego serialowych wyobrażeniach, które obrazują różne zjawiska medyczne. Ważne, aby zrozumieć, dlaczego tak jest i na czym polega różnica w sposobie myślenia Shauna.

Aktorzy grający lekarzy często skarżą się, że trudno im opanować medyczny żargon. Czy miałeś z nim problemy?

Da się do niego przyzwyczaić. Przygotowania wymagają trochę wysiłku, ale to ważne dla postaci. Dialogi zdają się pasować do Shauna. Wie tak dużo o medycynie, że specjalistycznymi terminami musi się posługiwać bardzo swobodnie. Nie posługuje się nimi po raz pierwszy. Jestem pewien, że większość lekarzy od czasu do czasu ma trudności z wymówieniem jakiejś niewiarygodnie długiej nazwy. W przypadku Shauna urzeka to, że całkowicie płynnie posługuje się żargonem, czuje się w nim jak ryba w wodzie.

Gdy opanowałeś już tak świetnie terminologię medyczną – nie żałujesz czasem, że nie wybrałeś kariery lekarskiej?

Nigdy nie zamierzałem zostać lekarzem, ale może powinienem zastanowić się nad zrobieniem dyplomu po godzinach? A tak serio – nigdy o tym nie marzyłem. Wystarczy mi, że mogę pobawić się w medycynę dzięki tej roli.

Gdybyś jednak miał zostać lekarzem, to jaki chciałbyś być?

Myślę, że wszyscy chcieliby być miłymi i współczującymi lekarzami, a nie nadętym chirurgiem, którego nikt nie lubi. Fajnie byłoby być lubianym, ale i dobrym lekarzem – kimś, kto sam z siebie zaczeka, aby się upewnić, że operacja będzie przeprowadzona prawidłowo. Kimś, kto nie powie: „Sorry, mam teraz partyjkę golfa. Zajrzę jutro”. Serial sprawia, że zaczyna się naprawdę doceniać pracę chirurgów, lekarzy i pielęgniarek, którzy z wielkim poświęceniem codziennie zajmują się ludźmi w różnych, niejednokrotnie nadzwyczaj trudnych sytuacjach.

kadr z serialu The Good Doctor

Aktorzy występujący w serialach medycznych często mówią, że ludzie zaczynają przychodzić do nich po porady medyczne. Czy tobie też się to już przytrafiło?

Jeszcze nikt mnie o nic nie prosił, ale jestem pewien, że prędzej czy później to się stanie. „Coś mnie tu boli… Co to może być?” Udzielanie porad to śliska sprawa. Pewnie coś tam bym wymyślił. Albo po prostu trzymał się efektu placebo i miał nadzieję, że zadziała. „Będzie dobrze. Proszę, zjedz miętówkę. Zaraz poczujesz się lepiej”.

„The Good Doctor” jest bardzo ciepłą i szczerą produkcją, w przeciwieństwie do wielu, które są bardzo cyniczne. Czy uważasz, że przyczyniło się to do jego sukcesu?

Myślę, że brak cynizmu w serialu jest ważny. Główny bohater to z pewnością nie cyniczny House. To przemawia do ludzi. Shaun to osoba, której losy chcesz śledzić. To ktoś, do kogo chcesz się przywiązać. Na co dzień nie oglądam za dużo telewizji, ale doceniam serial za optymizm Shauna, za jego pełne nadziei podejście do życia i to, że stara się dostrzec w ludziach dobro. To coś rzadko spotykanego w tym szpitalu, w którym na co dzień jest tyle żalu i smutku. Smutne chwile rozjaśnia jego optymizm i pełne nadziei spojrzenie na świat.

Seriale medyczne od dawna są stałym elementem ramówki. Czy domyślasz się, dlaczego tak uwielbiamy oglądać telewizyjnych lekarzy?

Seriale medyczne mogą dać nadzieję. Myślę, że to ważne dla nas wszystkich. Gdy zewsząd docierają do nas informacje o bólu i cierpieniu, miło jest obejrzeć serial, który przypomina o ludzkim dobru.

„The Good Doctor” stał się hitem od pierwszego odcinka. Czy fani już się do ciebie odzywają?

W Vancouver jest trochę jak w takiej małej bańce – nie dociera do ciebie zbyt dużo wieści o odbiorze serialu. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że nie doceniamy widzów. To dość zabawne, że przy pracy nad serialem wszystko wydaje się takie… małe. W opowiadanych historiach nie ma eksplozji. Przedstawiamy losy bohaterów, którzy codziennie wchodzą w interakcje między sobą w tym samym gronie – w hali magazynowej na przedmieściach Vancouver, w której zbudowaliśmy plan szpitala. Tutaj świat wydaje się mały i ograniczony, więc dziwnie jest wyjechać do Los Angeles i zdać sobie sprawę z popularności serialu.

kadr z serialu The Good Doctor

Co przytrafi się Shaunowi w dalszej części pierwszego sezonu? Na co liczysz?

Chciałbym, żeby wróciły pewne postacie przedstawione na samym początku. Sąsiadka Shauna z trzeciego i czwartego odcinka również pojawi się ponownie w dalszej części sezonu. Ciekawe będzie zobaczyć rozwój związku z Shaunem oraz to, jak go pociąga. Z biegiem czasu Shaun stara się też zrozumieć siebie i swoje nowe otoczenie. Osoby, które go otaczają, zmuszają go do próby poszukania odpowiedzi na pytania i refleksji nad tym, kim jest. Bohater stara się to zrozumieć, a to wdzięczny temat do prowadzenia fabuły.

Czy usłyszałeś już od krewnych: „Wreszcie mamy lekarza w rodzinie?”

Nie, ale tata i brat Nicka Gonzaleza, który gra Melendeza, są chirurgami. Wydaje mi się, że bardziej niż ktokolwiek czuje presję, aby od strony medycznej wszystko się zgadzało, ponieważ wie, że co tydzień jego rodzina będzie bacznie śledzić serial, myśląc: „To nie tak, Nick. Musisz nad tym popracować”. Na szczęście nie jestem związany z medycyną, więc odczuwam mniejszą presję ze strony przyjaciół i rodziny. Mimo wszystko brat Nicka jest dla nas najważniejszym doradcą. Po prostu zakładamy, że wie wszystko. Korzystamy z jego wiedzy. „Dobra, robimy tak, jak on mówi…”.

Jakim lekarzem byłby twój poprzedni serialowy bohater, Norman Bates?

Zawsze uważałem, że Norman jest troskliwy. Wiem, że ludzie uznali go za seryjnego mordercę. Jasne, jego osobowość miała również tę stronę. Do samego końca miałem nadzieję, że widzowie będą go lubić. Mam nadzieję, że gdyby miał zostać lekarzem, zrobiłby wszystko, aby być jak najlepszy. Mogłoby mu się to nie udać, ale z pewnością zrobiłby wszystko, co w jego mocy.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?