• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Najnowszy thriller Luisa Prieto może się pochwalić dobrym tempem akcji. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle się go ogląda… jeśli wyłączy się myślenie. Za dużo w nim luk fabularnych i absurdalnych rozwiązań, by traktować go na serio. A zapowiadało się całkiem dobre kino akcji.

Porwany opowiada historię Karly Dyson (Halle Berry) - matki Frankiego. Kobieta ciężko pracuje jako kelnerka i jednocześnie walczy o opiekę nad synem ze swoim byłym mężem. Pewnego dnia wybiera się ze swoją pociechą do parku, gdzie na chwilę traci go z oczu. Gdy tylko dostrzega zniknięcie dziecka, spanikowana zaczyna go szukać. W ostatnim momencie dostrzega, jak obca kobieta wciąga jej syna do auta. Rzuca się w pościg za porywaczami, jednocześnie modląc się do Boga o pomoc.

Thriller ma równe tempo akcji, które ani na moment nie zwalnia. Napięcie budują zbliżenia, które przeplatają się z szerokimi ujęciami. Wszystko to podkreśla muzyka stworzona przez Federica Jusida. Wisienkę na torcie stanowi genialny montaż, który momentami bardziej przypomina teledysk, niż pełnometrażowy film. Wszystko to świetnie buduje klimat produkcji. Mimo tego czegoś tutaj jednak zabrakło… dobrego aktorstwa.

Zobacz również: Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara - recenzja filmu na tle całej serii

Można powiedzieć, że Halle Berry niesie na swoich barkach cały film. W końcu to jej twarz widzimy przez 90% filmu. Niestety, aktorka swoje lata świetności ma za sobą i nie mówię tu wcale o urodzie. Choć stara się jak może, niektóre jej sceny wydają się sztuczne i naciągane. Berry na siłę próbuje wzbudzić w widzu jakieś głębsze emocje, niestety - nieudolnie. Jeszcze gorsi są pozostali aktorzy, których gra bardziej pasuje do paradokumentów emitowanych w polskiej telewizji. Film bardzo na tym traci. Tym bardziej, że sama fabuła nie była znowu taka wymagająca. Jest to historia składająca się w głównej mierze z samych zbiegów okoliczności i zwrotów akcji, w które momentami trudno uwierzyć.

Co tu dużo pisać: Porwany to film, który żeruje na ludzkiej naiwności. Nie tylko trudno uwierzyć w jego fabułę, ale i angaż samej Halle Berry. Jedyne, co go ratuje, to dobry montaż, który tuszuje fatalne aktorstwo i brak dobrego scenariusza, a jednocześnie buduje napięcie i tempo akcji. Akademia powinna dać odpowiedzialnemu za montaż - Aviemu Youabianowi - Oskara za to, że uratował cały film. A Halle Berry należy się Złota Malina.

Ilustracja wprowadzenia: materiały promocyjne 

 

Wiesz, co z tym zrobić


Agnieszka Makowska

Agnieszka Makowska

Stały współpracownik

O mnie:

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

Ilość ocen w tym artykule to : 0
Typ w bazie danych :
Wartość odebrana :

OCENA RECENZENTA

40/100

  • Zdjęcia
  • Montaż budujący napięcie i tempo akcji
  • Muzyka
  • Gra aktorska
  • Naiwny scenariusz


PRODUKCJĘ POLECA:

0%

UŻYTKOWNIKÓW


CZY POLECASZ TEN TYTUŁ?

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.