Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Cinema City

Wyrwa - recenzja filmowej adaptacji powieści Wojciecha Chmielarza. Pół żartem, pół serio?

Autor: Konrad Stawiński
15 marca 2023
Wyrwa - recenzja filmowej adaptacji powieści Wojciecha Chmielarza. Pół żartem, pół serio?

Tysiące twarzy, setki miraży, to człowiek tworzy metamorfozy”. Nie bez powodu we wstępie recenzji przywołuję refren słynnej piosenki „Szare miraże” zespołu Maanam. Nie tylko jest ona jednym z powracających motywów w nowym filmie Bartosza Konopki, ale i dobrze podsumowuje całość kinowej adaptacji powieści Wojciecha Chmielarza. Bo „Wyrwa” zmienna jest. Raz przybiera minę poważnego thrillera, innym razem Gangu Olsena.

Takiego nieoczekiwanego obrotu spraw nie zapowiadał ani zwiastun, ani pobieżnie przejrzane wcześniej materiały prasowe. Z ciekawości zerknąłem na nie ponownie i utwierdziłem się w przekonaniu, że miał być „mroczny thriller”, ale i „napięcie, mrok, trochę strachu”. Zauważyłem też, że najbliższa prawdzie była wypowiedź wcielającego się w głównego bohatera Tomasza Kota, który wspomniał, że znajdziemy tu „coenowski sznyt (…). Bohaterowie wystawieni na ekstremalne wręcz doznania co raz pakują się w komiczne sytuacje, które pozwalają rozładować to napięcie.”

Zobacz również: Masz ci los – recenzja polskiej komedii. Rozprawa między trupem, rodziną i plebanem

Zgodzę się, że „Wyrwa” posiada elementy thrillera, że zawiera również dawkę absurdalnego humoru, przemocy, nieporadnych ruchów bohaterów. Problem w tym, że na pewno nie sprawdza się jako thriller, gdyż mrok, strach, napięcie, jeśli były, to pozostały na kartkach scenariusza. Myślę też, że sala na publicznych seansach, podobnie jak ta w czasie pokazu prasowego, będzie się śmiała na niektórych scenach, lecz rozbawienie to będzie rodem z seansów „The Room” Tommy’ego Wiseau, czyli z powodu złych dialogów i inscenizacyjnych pomysłów odgrywanych na poważnie.
wyrwa tomasz kot
fot. Robert Pałka
Z początku „Wyrwa” pozuje na zrobioną na serio thrillero-obyczajówkę o sztywnym korpoludku Maćku (Tomasz Kot), ojcu małoletnich córek i mężu, który próbuje poradzić sobie z traumą po śmierci bliskiej osoby i kawałek po kawałku odkrywa sekrety zmarłej w wypadku drogowym żony (Karolina Gruszka), co więcej, z biegiem fabuły zahaczającą o temat przemocy seksualnej wobec kobiet. Sytuacja ta każdorazowo zmienia się wraz z pojawieniem postaci Wojnara (Grzegorz Damięcki), powiązanego z kobietą gwiazdorem-alkoholikiem, który dołącza do krucjaty Maćka i tworzy z nim niedobrany duet rodem z hollywoodzkich buddy movies. Przy dobrej woli ekscesy Maćka i Wojnara można uznać za naigrywanie się z maczystowskiego kina zemsty, w którym tzw. everymani - tu bankowiec i aktor - biorą sprawy w swoje ręce walcząc z powiatową sitwą, ale w „Wyrwie” ogranicza się to wyłącznie do dawania niezręcznej uciechy z przebieranek i pozostawieniu bez puenty w dosyć mrocznym moralnie miejscu.

Zobacz również: Samarytanin – recenzja filmu Prime Video, w którym Stallone ma supermoce

Po filmie od nominowanego do Oscara twórcy, który zaprosił do udziału znakomitą obsadę w postaci Tomasza Kota, Karoliny Gruszki czy Grzegorza Damięckiego, można wymagać więcej. Niestety otrzymaliśmy produkcję, w której aktorzy głównie pielęgnują swoje manieryzmy. Może to pech, może to déjà vu, ale Karolina Gruszka znowu otrzymuje rolę nazbyt emocjonalnej kobiety z tajemnicą, która umiera, a wszyscy podejrzewają samobójstwo. Jej rola to w sumie sceny kłótni i przytulaski w introspekcyjnych przebłyskach. Serio nie ma w Polsce innych pomysłów na tę aktorkę? Nie mniej zdumiewające jest to, że Tomasz Kot, chociaż przewija się przez większość czasu ekranowego, to nie próbuje zostawić na filmie żadnego piętna i stanowi wyłącznie niezbyt elektryzującą figurę popychającą fabułę do przodu. W pamięć bardziej zapadają przerysowana rola Grzegorza Damięckiego, psychopatyczny Konrad Eleryk czy pojawiająca się na drugim planie Marta Stalmierska. Konopka przedstawia film dosyć schizofreniczny, który swoim nastrojem żongluje w mało zręczny sposób. Brakuje poczucia koherentności atmosfery, sensu postaci, dostajemy coś w rodzaju słabego zblendowania gryzących się ze sobą pomysłów. Całość wychodzi topornie i niezamierzenie komicznie. Nie pomaga również fakt, że ekranowe postaci obwiniają się o śmierć Janiny z powodu rozmowy telefonicznej czy wysłania SMSa, a autorzy milczeniem pomijają sprawę, że w czasie jazdy samochodem nie wolno korzystać z telefonu. Szczególnie, że film wchodzi do kin po ">głośnej sprawie pewnej polskiej streamerki.

Zobacz również: Wyrwa już 17 marca w kinach! Nowa adaptacja CANAL+ ORIGINAL książki Wojciecha Chmielarza


ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe
Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Konrad Stawiński

Zastępca Redaktora Naczelnego
Konrad Stawiński

Kontakt: [email protected] Twitter: @KonStar18

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.