
Batman ponownie został wygnany ze swego miasta. Błąkając się po pustyni w mistycznej próbie, szykuje się na ostateczną rozgrywkę z Orghamami. Tymczasem upiorna familia wprowadza swoje porządki w Gotham, dość radykalnymi metodami. Bo chodniczki i uliczki wprawdzie czyste, ale ci mniej zamożni i prestiżowi mieszkańcy tajemniczo znikają. Pora, by Mroczny Rycerz powrócił. Ram V i Dan Watters nie zapominają o pozostałych aktorach tej sceny. Two-Face, Question, Jim Gordon czy Catwoman mają tu istotne role, bez których krucjata Mrocznego Rycerza być może zakończyłaby się kilka metrów po ziemią.
Odważna teza. Gothamski nokturn mógł być czymś na miarę Knightfall, gdyby wydawca potraktował serio cały pomysł. Ograniczony do jednej serii, nie rozwija skrzydeł tak jak powinien. Orghamowie mogli stać się tym, czym nie stał się Trybunał Sów, sięgając głębiej do mitologii Batmana i być może na zawsze pozostawiając ślad na Gotham, jak niegdyś uczynił to Bane. Nie ma co jednak lamentować. Twórcy pokazują, że w mainstreamie można omijać kolorowy heroizm szerokim łukiem i dać herosowi wyzwanie, po którym nie wiadomo czy wróci. I jaki wróci.

Batman - Detective Comics: Gothamski nokturn: Akt III opiera się na onirycznej grozie i wwiercaniu się w psychologię tytułowego herosa i samego Gotham. To już nie polowanie na Batmana, a moment, w którym ten powstaje z maty, otrzepuje pelerynę i szykuje się, by odwinąć się upiornej rodzince. Nie jest to na szczęście bezproblemowy powrót do domu, bo i Orghamowie to klasa wyżej niż kolejny łotr tygodnia, ale finał jest oczywisty. Pojawia się kilka przetasowań, ale subtelnych i będących jednocześnie powrotem stałych świata DC i ukłonem dla fanów. Talia potrafi we wskrzeszanie nie gorzej niż jej ojciec, a Jean-Paul Valley wygląda, jakby powróciły lata 90.
Gothamski nokturn to jedna z najciekawszych wizualnie serii, pomimo sporej liczby rysowników. W tym tomie wyróżniają się Stefano Raffaele i Ricardo Federici. Jednak pominięcie takich nazwisk jak Francavilla czy Fornes byłoby grzechem, choć zaszczycają nas oni epizodycznie. Orghamowie, w całej swej orientalno-antycznej stylówce, nieźle dopasowali się do niezmiennie mrocznego Gotham. Nawet oczyszczone przez nich miasto ma w sobie coś niepokojącego i ponowne przyjście Batmana wyciągnęło to na wierzch. Najbardziej widowiskowe wydarzenia dzieją się jednak z dala od niego. Wśród piasków pustyni, gdzie Mroczny Rycerz musi powrócić do żywych. Gothamski nokturn to opowieść z pogranicza horroru, który hamuje wątek superbohaterski i bodajże jedynie Nightwing jest typowym trykociarzem. Krwawe logo Batmana na piersi najlepiej ujmuje charakter cyklu Rama V i Wattersa.

I tak oto panowanie Orghamów dobiegło końca i nie wiem, czy kiedykolwiek usłyszymy więcej mrocznej muzyki nad Gotham. Ram V i Dan Watters mieli dobry run, choć mogli wycisnąć z niego jeszcze więcej. Na pocieszenie Batman – Detective Comics: Gothamski nokturn: Akt III jako finał jest tym, czym być powinien. Powrót herosa mroku do mrocznego miasta, pokonanie obłudnego zła, a i znalazło się nawet miejsce dla szaleńców z Arkham. Nie liczę na to, że przejmujący Batman – Detective Comics Tom Taylor pójdzie tym śladem, ale mam nadzieję, że autorzy jak Ram V będą mieli więcej do powiedzenia w świecie DC. Bo potrzeba mu czegoś więcej niż kliszowego heroizmu, a niniejszą serią indyjski twórca udowodnił, że da się to zrobić bez konieczności wchodzenia w DC Black Label.

Tytuł oryginalny: Batman: Detective Comics Vol.5: Gotham Nocturne: Act III
Scenariusz: Ram V, Dan Watters
Rysunki: Stefano Raffaele, Riccardo Federici, Lee Loughridge, Francesco Francavilla, Jorge Fornes i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 300
Ocena: 80/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.