
Pewnie czytaliście już recenzje poprzednich tomów i dobrze wiecie, że w tej serii próżno szukać dramatycznych pojedynków ze złolami, wysadzających z kapci zwrotów akcji i szeroko zakrojonych inwazji z kosmosu. Wszystko jest tu raczej uroczo… rodzinne i kameralne. To na łamach tej serii możecie zobaczyć, jak Bruce, Jason, Dick czy Damian walczą ze sobą na śnieżki, jakby to była najlepiej zaplanowana tajna operacja. To tu Superman uczy Jona golić się laserowym wzrokiem, bo włosy na jego podbródku są zbyt twarde. I tu zerkniemy na najbardziej przypałowe kostiumy Mrocznego Rycerza, wyciągnięte z najgłębszych zakamarków uniwersum.
Humoru jest sporo, ale nie myślcie, że nie ma tu momentów bardziej wzruszających. Bohaterowie, chociaż trzymani w ryzach komediowej, sitcomowej konwencji, bywają tutaj bardziej ludzcy niż gdziekolwiek indziej. Zdarza im się wątpić w swoje umiejętności i heroizm. Próbują dorównać swoim mentorom. Wspominają swoje sukcesy i porażki z przeszłości, a także momenty, które ich zrodziły. Wzruszyły mnie szczególnie rozdziały poświęcone Nightwingowi, który widząc właśnie osieroconą dziewczynkę przypomina sobie moment, kiedy sam został pozbawiony rodziców. A potem postanawia… przytulić Batmana, który częściej niż kiedykolwiek wcześniej sprawdza się w roli ojca i opiekuna. Gdzie indziej moglibyśmy podziwiać takie widoki?

Oczywiście nie jest idealnie, bo koncept Batman – Przygody rodziny Wayne’ów tom 4 zaczyna być już powtarzalny i zużyty. Na szczęście twórcy postanawiają dorzucić trochę akcji (oczywiście lekkostrawnej) i parę gościnnych występów, między innymi członków Ligi Sprawiedliwości, ale i łotrów pokroju Szalonego Kapelusznika. Mimo to serii wcześniej zdarzało się wyciągać bohaterów ze swoich mocno ugruntowanych wizerunków, co powodowało pewien dysonans. W czwartym tomie jest tego mniej, ale formuła powoli przestaje być już tak świeża.
Ponieważ Batman – Przygody rodziny Wayne’ów to komiks internetowy rodem z platformy Webtoon, ma swoje ograniczenia – zarówno fabularne, jak i techniczne. Kreska i kolory są urocze i miłe dla oka, z pewnością przyswajalne dla młodszych odbiorców, ale są pozbawione detali i uproszczone. Kilkustronicowe fabułki na dłuższą metę zaczynają nieco nudzić. Mamy tu do czynienia z efektem gazetowych pasków – jest fajnie i śmiesznie, kiedy czyta się jeden dziennie. 200 stron potrafi zmęczyć. Wyjątkiem jest chyba tylko Garfield.

Batman – Przygody rodziny Wayne’ów tom 4 to pozycja, która może stanowić odskocznię od codziennej „cięższej” i bardziej dramatycznej oraz wyładowanej akcją superbohaterki, albo służyć jako narzędzie do wciągnięcia w komiksowe hobby dzieci, bratanków czy siostrzenice. To opowieści ciepłe i napisane z sercem i miłością do uniwersum (czego przykładem są chociażby nawiązania do batmanowej klasyki z lat 60.), czasem wzruszające, innym razem niezbyt mądre, ale przeważnie zabawne. I może tylko… przy innej serii bym tego nie powiedział, ale chyba dobrze zrobiłoby tu zmniejszenie wydawniczej częstotliwości.

Tytuł oryginalny: Batman: Wayne Family Adventures vol. 4
Scenariusz: CRC Payne
Rysunki: Starbite, Geoniya Acuna, Lan Ma, Suzi Blake
Tłumaczenie: Paulina Walenia
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 200
Ocena: 70/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.