Jest to o tyle trudne, że cała heca z Zur-En-Arrhem oraz transferem świadomości na przestrzeni tych pięciu tomów wydawała się często niezrozumiała i chaotyczna. Spróbuję to podsumować najprościej jak potrafię. Swego czasu młody Bruce Wayne pobierał nauki u doktora Daniela Captio, genialnego psychologa, który uczył go technik wykształcania alternatywnych osobowości, mających służyć konkretnym celom. To samo szkolenie odbył u niego Joker, co po części wyjaśnia, czemu przez całe lata w bolesny sposób uprzykrzał on życie Batmanowi. Wątek ten niespecjalnie pasuje jednak do całości i w sumie nieco się urywa.

Zur-En-Arrh to z kolei taka skopiowana, zapasowa osobowość, która wymknęła się spod kontroli. To esencja Batmana, ale pozbawiona moralności i ograniczeń Bruce’a Wayne’a. Efekt głębokiej medytacji, traum, zakamarków osobowości, ale i działania technologii. Nastawiony wyłącznie na swoją misję, bez wad i słabości, czyli tego, co powstrzymywało Bruce’a przed pójściem na całość. Zur zbudował Failsafe’a – androida, który miał zostać aktywowany, gdyby Batman odebrał komuś życie. Robot jest przepotężny – potrafi stawić czoło różnym wersjom Batmana, batrodzinie, a nawet członkom Ligi Sprawiedliwości, a Zur-En-Arrhowi udaje się przenieść do niego swoją osobowość. Pokonuje Batmana i zaczyna rządzić Gotham… nomen omen żelazną ręką.
Batman tom 5 – Mroczne więzienia opowiada właśnie o tym, jak Failsafe wyłapuje kolejnych przestępców, wzbudzając trwogę również w zwykłych mieszkańcach Gotham. Do jego krucjaty przeciw zbrodni dołącza nawet Damian, ale reszta batrodziny nie może uwierzyć, że wciąż ma do czynienia z tym samym Batmanem. Bruce, osadzony w więzieniu obok Jokera, musi zaplanować ucieczkę, odzyskać sojuszników i stawić czoła praktycznie niepokonanemu przeciwnikowi. A co z tym wszystkim ma wspólnego Władza absolutna?

Amanda Waller bierze Failsafe’a na celownik. Robot pozbawiony empatii i nastawiony tylko na misję wydaje się idealnie pasować do kampanii mającej na celu wyplenienie wszystkich superbohaterów z powierzchni Ziemi. Przebiegła kobieta planuje go przeprogramować i stworzyć armię kolejnych projektów opartych na technologii Amazo. Tak powstały zespół Task Force VII ma wyssać moc nadludzi raz na zawsze. Ale o tych wydarzeniach przeczytacie więcej w recenzji pierwszego tomu Absolute Power.
Mam parę zarzutów do sposobu, w jaki Zdarsky prowadzi fabułę, bo nie zawsze wydawała się czytelna i spójna. Na szczęście Batman tom 5 – Mroczne więzienia rzuca nieco więcej światła na całą opowieść i pozwala w pewnym stopniu wybronić rozłożony na wiele zeszytów pomysł scenarzysty. Chociaż twórca często stawia na akcje oraz futurystyczne technologie (za czym osobiście – delikatnie mówiąc – nie przepadam), to nie zapomina też o kameralnych momentach pomiędzy członkami ciągle rozrastającej się batrodziny. I to właśnie te spokojniejsze fragmenty robią lepsze wrażenie.

Fabularny chaos, wypełniony duszną i klimatyczną walką o przetrwanie i własne zdrowie psychiczne, niezmordowanie ilustruje Jorge Jimenez. Jego prace nie zawsze są czytelne, ale to rozedrganie zaczęło coraz lepiej pasować do scenariusza, chociaż wymaga też od czytelnika uwagi, a w skrajnych przypadkach również wracania do poprzednich albumów. Szczególnie, że dzieje się tu bardzo dużo, może nawet za dużo. Niektóre sceny aż kipią intensywnością, nawet jeśli w moim odczuciu wcale nie wymagały aż tak podkręconego „powera” i „speeda”.
Batman tom 5 – Mroczne więzienia to jednocześnie podbudówka pod event, ale i zalążki kolejnego „nowego początku”. Bruce odzyskuje fortunę, batrodzina szykuje sobie nową siedzibę, ale po Władzy absolutnej dostaniemy jeszcze jeden tom pod batutą Zdarsky’ego. Moim skromnym zdaniem scenarzysta w Marvelu radzi sobie jednak lepiej, chociaż trudno odmówić mu zapału, entuzjazmu i konsekwencji w realizacji swoich pomysłów. Warto dać tej serii szansę, nawet jeśli była tak nierówna.

Tytuł oryginalny: Batman vol. 4: Dark Prisons
Scenariusz: Chip Zdarsky
Rysunki: Jorge Jimenez, Michele Bandini, Miguel Mendonca, Steve Lieber
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 180
Ocena: 70/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.