
Jessica i jej podopieczna trafiają do Domu na Górze Valmont, odizolowanego ośrodka gdzieś na amerykańskim wygwizdowie, gdzie jak na tamtejsze warunki trup ściele się gęsto. Na dodatek zgony następują nietypowo dla sennej mieściny, bo brutalnie i tajemniczo. Wszystko wskazuje, że to działalność kolejnego potwora, ale sednem tego tomu wcale nie jest próba jego ukatrupienia. James Tynion IV jeszcze lepiej przedstawia nam relację Jessici i Eriki oraz sporo informacji z dziecięcych lat tej pierwszej.
Jessica to kobieta z charakterem. Nieskrępowana więzami zasad Domu Slaughterów, charyzmatyczna, ale też dekadencka. Typ tej fajnej ciotki, z którą nastolatka może pogadać o emocjach, chłopach i która w razie potrzeby rozwiąże kłopoty, których rodzicom rozwiązywać nie wypada. Ale jak to bywa w tym przypadku, ma to swoje konsekwencje. Można się domyślić, dlaczego Cecilia tak uparcie wzięła na cel Erikę.

W Coś zabija dzieciaki tom 9 na drugim planie autor przedstawia nam wewnętrzne rozgrywki Domu Slaughterów. Poznajemy wiekową już i częściowo niepełnosprawną Addę, dawną nauczycielkę Jessici i Cecilii i kilka informacji na temat ich wspólnej przeszłości. Dom na Górze Valmont to ich wspólny punkt, równie intrygujący, co gierki wewnątrz Domu Slaughterów. Tytuł serii jednak zobowiązuje i obok hermetycznej polityki swoistej gildii zabójców istotną rolę odgrywają tu dzieciaki. Tynion IV buduje postać Eriki realistycznie. Małoletnia Erica może nie jest rozpieszczonym dzieciaczkiem, lecz daleko jej również do zimnej zabójczyni. Jej relacja z Jessiką nie przebiega na typowej linii mistrz-uczeń, a idzie zgodnie z prawidłami wizji scenarzysty.
Świat Coś zabija dzieciaki nigdy nie opierał się wyłącznie na krwawej akcji. Ważniejsze od niej było zakulisowe napięcie i ten trudny do uchwycenia przez wielu autorów realizm. Codzienny, szary i bezlitosny. Ot Dom Slaughterów. Zamiast organizacji o twardych strukturach, przypomina raczej zbiór pomniejszych grupek wpływu, a co bardziej znaczący jego członkowie byliby niezdolni do stworzenia drużyny wspólnie tępiącej potwory. I chyba o to w tym chodzi. Dziel i rządź. Dom Slaughterów to nie komiksowa tajna grupa. Z czasem przekonałem się, że bliżej mu do rządowych organizacji, niż wiedźmińskich szkół.

Coś zabija dzieciaki tom 9 to album w całości retrospektywny. Niezbędny jednak, by zrozumieć dalsze losy Eriki i system, na jakim opierają się jej niegdysiejsi mocodawcy. To również mały powrót do początków całej historii: małe miasteczko, potworne morderstwa i dwie łowczynie. Dziewiąty tom zwalnia tempo, czy raczej zmienia charakter narracji i buduje napięcie przed dalszymi wydarzeniami. W chwili pisania tej recenzji polskie wydanie jest równoległe do oryginalnego, więc chwilę poczekamy na dalszy ciąg. Na pocieszenie dostaniemy niebawem kolejny tom Domu Slaughterów, gdzie dowiemy się co nieco o Lazurowych Maskach...

Tytuł oryginalny: Something Is Killing The Children Vol. 9
Scenariusz: James Tynion IV
Rysunki: Werther Dell'Edera
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Wydawca: Non Stop Comics 2026
Liczba stron: 144
Ocena: 80/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.