
Daredevil by Chip Zdarsky tom 4 zaczyna się z przytupem. Oto Goldy, kolega Matta ze studiów, okazuje się być kimś więcej, niż się wydawało. I to nie jakimś banalnym łotrzykiem, a osobą realnie wpływającą na losy Murdocka przez lata. W dalszej części Daredevilowie biorą się za faktyczne formowanie Pięści. Mówią, że jeśli chcesz walczyć z potworami, sam musisz się nim stać. Para wzięła sobie to do serca i rekrutuje umiarkowanych łotrów, czym przy okazji Zdarsky komentuje system penitencjarny Marvela. Oto bowiem jednostki, które po daniu im szansy mogłyby wspomóc herosów, są zamykane na cztery spusty. I tylko tacy desperaci jak Daredevil są w stanie to zrozumieć.
Diabeł z Hell's Kitchen to skomplikowany heros. Załamania psychicznego zdarzają się u niego równie często, co debet na koncie Petera Parkera. W Krainie cieni DD przewodniczył Dłoni, będąc święcie przekonanym, że zdoła kierować demoniczną organizacją. I skończyło się to dla niego fatalnie. Tu sytuacja jest zbliżona, co pokazuje, że oprócz neurotycznych i depresyjnych skłonności, Mattowi włącza się czasem syndrom Mesjasza. Zdarsky świetnie pokazuje jego odklejki i jednocześnie cierpiętniczą wiarę w Boga. Sam motyw katolicyzmu Murdocka to rzecz naprawdę warta uwagi.

W uniwersum Marvela mamy dwóch katolików o demonicznych naleciałościach. O ile Nightcrawler ze swoją diabelską buźką jest łagodny niczym pobożny mnich, o tyle Murdockowi bliżej do religijnego reformatora. Nie myślcie sobie, że to jakiś tam konserwatysta. Liczba kobiet, styl życia i inne kwestie szufladkują go raczej jako bezbożnika. Jego największa miłość to nawrócona zabójczyni. A wyskoki takie jak tutejszy ze Stormwynami czy całokształt działalności Pięści pokazują, że najlepiej pasuje do niego określenie Diabeł Boga. W finale tego tomu pięknie objawia się to, gdy schodzi on na chwilę do piekła. Choć nie tego, które znamy z wizyt innych herosów.
Daredevil by Chip Zdarsky tom 4 to kontynuacja tego, co widzieliśmy w poprzednich tomach, również wizualnie. Marco Checchetto i pozostali rysownicy są może tylko bardziej spektakularni, bo walka dwóch grup wojowników i krótka wizyta Avengers wymagały większego widowiska niż przepychanka z Fiskiem. Podoba mi się nowa, ostrzejsza stylówka Matta, pasująca do jego drugiej połówki. Broda, inny strój i bardziej brutalny styl walki - już nie hopsa-hopsa między budynkami, a ciężkie mordobicie bliższe Punisherowi. Swoją drogą Frank się tu pojawia i szkoda, że jego story arc z Dłonią obecny jest tylko w tej serii.

Chipowi Zdarsky'emu udało się odcisnąć ślad w biografii Śmiałka i Hell's Kitchen, sięgając przy tym po sprawdzone motywy z poprzednich runów. Nie zabrakło więc osobistych dramatów, skrajnych czynów i niemalże upadku herosa, który zakończył się jednak w zaskakujący sposób. Ciekaw jestem dalszych losów obu Daredevilów i myślę, że Egmont nie odpuści sobie wydania kontynuacji. DD ma u nas sporo fanów, a popularność serialu tylko to wzmacnia. A może czas na jakąś ciekawą, nie-millerowską klasykę, jeszcze sprzed runu Bendisa?

Tytuł oryginalny: Daredevil & Elektra by Chip Zdarsky Vol.1, Daredevil & Elektra by Chip Zdarsky Vol.2, Daredevil & Elektra by Chip Zdarsky Vol.3
Scenariusz: Chip Zdarsky
Rysunki: Marco Checchetto, Rafael De Latorre, Manuel Garcia
Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 360
Ocena: 80/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.