
Najpierw krótka lekcja historii. „Satanic panic” opanowało amerykańskie społeczeństwo po publikacji książki pt. Michelle Remembers, która zresztą na chwilę pojawia się w komiksie. Napisana przez kanadyjskiego psychiatrę pozycja analizowała wspomnienia dziewczynki, która rzekomo padła ofiarą okrutnych satanistycznych rytuałów wypełnionych gwałtem i torturami. Z czasem okazało się, że wspomnienia o czcicielach diabła składających ofiary z noworodków od początku były zmyślone, ale było już za późno. Na Amerykanów padł blady strach, który w kolejnych latach i dekadach objawiał się podsycaną przez media paniką, a ostatecznie rozlał się też na kolejne kontynenty. Echa tego zjawiska jakieś 30 lat temu były odczuwalne również w Polsce.

Bohaterka komiksu Domy potępionych nie tyle padła ofiarą „satanic panic”, co sama przyczyniła się do podsycenia tego zjawiska będąc zaledwie jeszcze dzieckiem. Natalie Burns wraz z grupką innych dzieciaków opowiadała o diabolicznych rytuałach, dokładając swoją cegiełkę do niszczącego życia mitu. Społeczeństwo uwierzyło, oskarżające spojrzenia zostały rzucone, a winnych wskazano palcem. Niektórzy odebrali sobie życie. Inni musieli uciekać i zmienić tożsamość, by odciąć się od niesłusznych oskarżeń i publicznego potępienia. Natalie również próbowała, ale przeszłość się o nią upomina.

Zaczynają ginąć ludzie, a śledztwo prowadzi naznaczony własną tragedią agent West z FBI. Wspólnie z Natalie chce odnaleźć pozostałe osoby zamieszane w sprawę w latach 80., zanim one również staną się ofiarami brutalnych zbrodni. Trop zahacza i o koleżankę, która ustatkowała się i została prawniczką i o brata Natalie, który nieco za mocno wsiąkł w internet i przyswoił sobie niejedną teorię spiskową. Jak to zwykle u Brubakera i Philipsa bywa, nic nie jest tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka.

Paradoksalnie wszyscy fani twórczości Bru wiedzą, że scenarzysta jak zawsze będzie starał się nas zaskoczyć. Domy potępionych nie mogły być wyjątkiem, więc czytelnik niemal od początku próbuje sam rozwikłać zagadkę, a że fabuła nie jest rozpisana na zbyt wielką grupę bohaterów, części rozwiązań dość łatwo się domyślić. Ale autorowi i tak w kilku miejscach udaje się wyskoczyć z jakąś nieprzewidywalną niespodzianką, za co jak zwykle należą mu się brawa. Ten komiks to po prostu solidnie napisany i poprowadzony kryminał – wręcz gotowy pomysł na film.

Ponownie nie zawiódł mnie też Sean Phillips, który znów wykonał świetną pracę, tworząc duszny, ponury, ale realistyczny i przerażający krajobraz zdarzeń, zarówno przybliżając fabułę osadzoną w latach 80., jak i we współczesności. Duża w tym zasługa również kolorów nałożonych przez jego syna – Jacoba. Kadry raz skąpane są w ponurym, nieco wyblakłym błękicie, innym razem we wściekłej czerwieni. Wizualnie mamy więc bardzo dobry poziom, do którego ta drużyna artystów zdążyła nas przyzwyczaić.
Domy potępionych to nie jest długa, skomplikowana ani rozwleczona opowieść i to właśnie cenię sobie w niej najbardziej. Dzieło Brubakera i Phillipsa jest niczym zaskakująco dobry film, który wybrało się trochę przypadkiem podczas przewijania oferty platformy streamingowej, a potem usiadło się do seansu i obejrzało jednym tchem. Nie ma tu nudnych czy przegadanych momentów – chociaż niektóre rozwiązania fabularne wydają się być napędzane przez deus ex machina, a zakończenie pozostawia pewien niedosyt. Tak, są skazy na diamencie. Ale to nadal piękny diament.

Tytuł oryginalny: Houses of the Unholy
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Sean Phillips
Tłumaczenie: Maria Lengren
Wydawca: Mucha Comics 2026
Liczba stron: 144
Ocena: 85/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.