Gun Honey tom 3 – Kurs kolizyjny to kontynuacja wydarzeń, które widzieliśmy w poprzednich dwóch tomach oraz spin-offie Heat Seeker. Joannę oraz Brooka odnajdujemy na Borneo, gdzie ukrywali się od roku, jednak już po kilku stronach akcja przenosi się do Japonii. Tam porwany zostaje syn jednego z wysoko postawionych gangsterów, z którym Tan kiedyś współpracowała. Rozpoczyna się pościg, bo na szali są tajemnice mogące wpływać na całe supermocarstwa.

Charles Ardai i Ang Hor Kheng nawet na chwilę nie ukrywają, że w ich opowieści chodzi o coś więcej niż rozrywkę. Bondowscy łotrowie, seksowne kobiety, dużo wielkich spluw, samochody, helikoptery i parę wybuchów. Wszystko to za sprawą sporej samoświadomości twórców stanowiło do tej pory całkiem zgrabną konwencję, nawet jeśli niebezpiecznie balansowało na granicy pastiszu. Ale mam wrażenie, że wraz z trzecim tomem owa granica została mniej lub bardziej zamierzenie przekroczona. Mamy tu naprawdę przekombinowane akcje, które niestety nie wydają się już tak „fajne” jak wcześniej.
Intryga sprawia wrażenie przejściowej i nieco wybrakowanej, a zwroty akcji nie wbijają już w fotel. Fabularnego sensu jest tu jeszcze mniej niż w poprzednich tomach i jest to po prostu bardziej widoczne. Oczywiście nie spodziewałem się po Gun Honey głębokiej psychologii (ani żadnej innej), ale pierwsze dwa tomy naprawdę bardzo, ale to bardzo mi się podobały. Przy Kursie kolizyjnym mocno odczułem zmęczenie materiału i niespecjalnie dałem się wciągnąć.

Pulpowy rodowód Gun Honey tom 3 – Kurs kolizyjny był największym wyróżnikiem serii, ale może też stać się gwoździem do jej trumny. Wcześniej sprawę ratowały fabularne twisty, ale kiedy zaczęło ich brakować, na wierzch wyszło to, co w serii najgorsze - kicz. Sprawę wyraźnie ratują rysunki Khenga, który lubi efektowne sceny akcji, a jeszcze bardziej uwielbia eksponować ponętne wdzięki Joanny Tan. I robi to zdecydowanie częściej, niż wymagałaby tego jakakolwiek fabularna logika.
Na ten komiks patrzy się bardzo przyjemnie, szczególnie, jeśli jest się facetem (dorosłym lub dorastającym), ale coraz trudniej mi się go czyta. Częste zmiany lokacji przypominają skakanie po kolejnych planszach jakiejś gry akcji, sceny akcji wyglądają jak mokry sen nastolatka oglądającego wieczorem filmy dla dorosłych w ukryciu przed rodzicami, a erotyka nie ma nic wspólnego ze zmysłowością.

Ponarzekałem, ale Gun Honey tom 3 – Kurs kolizyjny przeczytałem za jednym posiedzeniem. Owszem – to najgorsza odsłona serii, która wyraźnie obniża loty, jakby twórcom zabrakło pomysłów. Mam jednak ogromną nadzieję, że to zaledwie chwilowa zadyszka i w kolejnych odsłonach opowieść powróci na właściwe tory. Bo to nie jest tak, że ja nie lubię takich komiksów, że należę do jakiejś intelektualnej elity, która oburza się, gdy seks i przemoc biorą górę. Nic z tych rzeczy. Ale niech to wszystko po prostu trzyma się kupy.

Tytuł oryginalny: Gun Honey: Collision Course
Scenariusz: Charles Ardai
Rysunki: Ang Hor Kheng
Tłumaczenie: Mateusz Lis
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 112
Ocena: 55/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.