Tytułowy „lodziarz” pojawia się wszędzie tam, gdzie dzieje się coś przerażającego. Można wręcz odnieść wrażenie, że to on sam jest katalizatorem tych wydarzeń. Maska z pozoru normalnego sprzedawcy zimnych smakołyków znika jednak w Ice Cream Man tom 2, a naszym oczom objawia się raczej stwór rodem z największych koszmarów. Potwór ten ma na imię Riccardus, a jego tropem podąża odziany na czarno, wyglądający jak żywcem wyjęty z westernu Caleb. Czy to klasyczna potyczka dobra ze złem czy może coś bardziej skomplikowanego? Na odpowiedzi przyjdzie jeszcze czas, teraz ich nie otrzymamy.

W zamian znów poznamy cztery historie, które w założeniach powinny mrozić krew w żyłach. W Balladzie o spadającym człowieku mężczyzna rzuca się z wysokiego wieżowca i lecąc ku swej zgubie podgląda co dzieje się na poszczególnych piętrach. A tam – klasyczne weird fiction: myszołów wydłubujący oczy uczestnikom korpospotkania, wyrwane flaki i odcięte głowy. Oprócz gore znajdzie się też na szczęście chwila refleksji nad ludzkim życiem. Druga opowieść bez żadnych słów pokazuje trzy różne warianty życia młodego człowieka, który kupił od naszego antybohatera Wykręcone neapolitańskie. Pomysł rewelacyjny, ale wykonanie wydało mi się nieco nieczytelne.
Moim faworytem w Ice Cream Man tom 2 jest z kolei Mój mały poltergeist – opowieść o małej dziewczynce, której najlepsza przyjaciółka umiera na raka kości w wielu zaledwie 9 lat. Problem polega na tym, że mała bohaterka wciąż widzi swoją koleżankę, a nawet z nią rozmawia, co doprowadza do przerażenia i szału jej rodziców. Nagłe wypadki odkrywają zaś nieco więcej tej podstawowej, regularnej fabuły, przedstawiając załogę pewnej karetki, dla której branie prochów jest ważniejsze niż ludzkie życie. To jednak wciąż trochę za mało.

Podobnie jak w pierwszym tomie, tak i zawarte tutaj cztery historie są różne w swojej wymowie. Postać samego lodziarza schodzi jakby na drugi plan – podczas lektury miałem nawet momenty, że w ogóle nim zapomniałem. Dałem się za to porwać nieco absurdalnemu klimatowi poszczególnych opowiastek, pojawiły się też momenty refleksji, chociaż nie było ich tyle co w poprzedniej odsłonie.
Nie będę ukrywał, że lektura po raz kolejny pozostawiła pewnego rodzaju uczucie niedosytu, a całość podobała mi się odrobinę mniej. Przyznam, że liczyłem po prostu na większe rozwinięcie tytułowej postaci i podsunięcie czytelnikom jakichś tropów co do jej roli w całej opowieści. Tymczasem Ice Cream Man tom 2 bardzo oszczędnie dawkuje nowe informacje, a poszczególne historie wydają się być oderwane od większej całości.

Z kolei znów świetnie sprawdzają się rysunki Martina Morazzo, znakomicie oddając małomiasteczkową atmosferę i nostalgicznie przywodząc na myśl minione dekady. To twórca doskonale pasujący do balansującej na granicy realizmu i koszmarnego snu atmosfery całej serii. Jakbym miał wymyślić jakąś współczesną analogię, byłby to chyba serial From – on również ma w sobie coś przerażającego i przyciągającego uwagę, ale jednocześnie frustruje dużą ilością pytań i brakiem odpowiedzi. Twórcy Ice Cream Man odważnie podążają własną ścieżką, starając się łamać utarte gatunkowe schematy. Jednak szlifowanie formy tym razem dominuje rozwój treści. Mimo to, wciąż jestem zaintrygowany i nadal czekam na więcej.

Tytuł oryginalny: Ice Cream Man Volume 2: Strange Neapolitan
Scenariusz: W. Maxwell Prince
Rysunki: Martin Morazzo
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Wydawca: Shock Comics 2026
Liczba stron: 128
Ocena: 70/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.