
Tommy Taylor coraz lepiej włada magią. Odczuwają to jego przeciwnicy, ale przydałby mu się wuj Ben z jego wielką mocą i odpowiedzialnością. Po drugiej stronie barykady wciąż stoi Pullman i organizacja, która nie siłą, a opowieścią próbuje wywrócić rosnącą potęgę bohatera. Obok tego mamy kilka pobocznych historii, bez których Niepisane nie byłoby tak złożonym tytułem. Jest jeszcze niebezpieczna sekta i zapowiedź nadchodzącej apokalipsy. Ale na razie kilka słów o samym Pullmanie.
Mike Carey stworzył antagonistę, który ma coś w sobie z Fenrisa z Lucyfera. Barczysty, nieprzejednany, ale przy tym inteligentny osobnik pamiętający czasy sprzed pisanej historii ludzkości, który ma wobec Taylora osobiste plany. To jeden z tych czarnych charakterów, który intryguje i zadaje pytanie o granice dobra i zła. Albo o ich brak, bo sam Pullman zdaje się wyrastać poza moralne granice, które przez eony jego bytności na tym łez padole wydają się zbyt wąskie pojęciowo wobec jego działań.

Niepisane tom 4 to opowieść nie tylko o samym Taylorze i jego przeciwnikach. Pojawiają się tu historie o ludziach potrafiących przekuć słowa w rzeczywistość. I jakby mimochodem Carey daje nam kilka naprawdę dobrze rozpisanych historii odbiegających tematyką od głównego wątku. Widzimy powstanie sekty, która nawet nie próbuje maskować swojej złowieszczości, a jej lider mógłby uczyć Jonesa i Mansona jak prowadzić tego typu organizację. Swoją drogą, Lucas Filby jest łudząco podobny do pewnego komiksowego arcymistrza parającego się magią…
Peter Gross to naczelny rysownik Niepisane, ale jak w niemal każdej serii DC Vertigo, pojawiają się też inni, równie uzdolnieni autorzy. Dean Ormston, Gabriel Hernandez Walta czy Vince Locke pozwalają na pogłębienie złożoności świata Careya i lepsze ukazanie tych wątków, których kreska Grossa nie oddałaby w pełni. Mityczna historia Pullmana czy losy pewnego niepozornego absolwenta filologii odstają od reszty, uzupełniając główny wątek.

Niepisane tom 4 to punkt przełomu w serii, ale do finału jeszcze daleko. Pewne postaci schodzą ze sceny, choć podejrzanie lekko, jakby za chwilę miały wrócić, a sam Tom/Tommy Taylor nadal pozostaje bohaterem skomplikowanym, targanym przez narastające wokół niego opowieści i wiarę. Fikcyjne postaci i magia łączą się z medialnym szumem, a Carey nie pokazuje nam jednoznacznej drogi, którą będzie biegła seria. I to podoba mi się najbardziej. Niepisane nie da się łatwo zaszufladkować, a gdy w poprzednim tomie wydawało się, że sytuacja jest w miarę klarowna, twórcy dokładają do fabularnego kotła i solidnie w nim mieszają.

Tytuł oryginalny: Unwritten #31-41
Scenariusz: Mike Carey
Rysunki: Peter Gross, Dean Ormston, Gabriel Hernandez Walta, Vince Locke
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 384
Ocena: 85/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.