
Zaczyna się jak u Hitchcocka – od trzęsienia ziemi. Może nie dosłownie, bo bohaterka komiksu wybiera się do kina. Jej towarzysz nie dotarł na drugą randkę, więc wystawiona Val zaczyna oglądać na telefonie… pornograficzne filmiki. Chwilę później do sali wpada uzbrojony terrorysta i rozpoczyna krwawą masakrę. I już. Tak po prostu kończy się życie naszej protagonistki. A przynajmniej na ziemskim łez padole, bo chwilę później Val budzi się jako… duch. I nie jest sama.
Fabuła Vaughana zakłada, że po śmierci mamy jeszcze trochę czasu na Ziemi. Dopóki nie zdecydujemy się zniknąć na zawsze, możemy zostać i… obserwować. A co bezmyślni gapie najbardziej lubią podglądać za życia? Ano seks i przemoc. Po śmierci nic się nie zmienia – nadal najbardziej podnieca nas to, co zakazane. To właśnie dlatego wszyscy zwalniają przy samochodowych wypadkach o wypatrują krwi i kończyn. To dlatego istnieją serwisy agregujące nagrania z dekapitacji czy portretujące skutki katastrof. Jesteśmy po prostu ciekawi.

Val, a wkrótce także jej towarzysz Sam, zaczynają swoją metafizyczną przygodę od podglądactwa. Interesuje ją seks, im bardziej wyuzdany tym lepiej, chociaż nie do granic jakiejś kosmicznej przesady. Chciałbym jednak, żeby to głośno wybrzmiało: Obserwatorzy to komiks dla dorosłych odbiorców, bo erotyka zbyt często ociera się tu o pornografię. No i przemoc: brutalność jest tutaj dosadna, nie kryje się za kotarą. Twórcy epatują nią podobnie jak seksem, ale wszystko to ma w założeniach otwierać przestrzeń do dyskusji.
A tej na szczęście nie brakuje, bo bohaterowie zastanawiają się nad kondycją zarówno minionego, jak i teraźniejszego oraz przyszłego świata. Stojąc w obliczy kolejnej wojny światowej wspominają jak na przestrzeni czasu zmieniło się podejście do seksu, przemocy, uczuć. Sprawdzają, co bardzo się różni, a co pozostało takie samo. Nie dochodzą do specjalnie oryginalnych konkluzji, ale za to wnioski są szczere i trafne. Bo czyż nie zamykamy ludziom oczu na seks, podczas gdy ochoczo pozwalamy im oglądać przemoc? Za przykład posłużą Vaughanowi kultowe dzieła popkultury.

Przy komiksie Obserwatorzy scenarzysta pracował z Niko Henrichonem. Być może pamiętacie ten duet z wydanego przez Mucha Comics w prehistorycznym 2008 roku komiksu Lwy z Bagdadu, ale kanadyjski rysownik ma też na koncie tworzony wspólnie z Dareenem Aronofskym komiks Noe, zekranizowany w 2014 roku. W Polsce wydało go wydawnictwo SQN. Jakie są rysunki Henrichona? Realistyczne, dosadne, z malarskim zacięciem. Kiedy trzeba, przerażające, a kiedy wypada – podniecające. Artysta stosuje też ciekawy zabieg: duchy występują tu w kolorze, ale cały świat i obserwowani ludzie są w czerni i bieli. Niczym w starym kinie, które jest ważnym elementem fabuły.

Obserwatorzy są czymś więcej niż albumem nastawionym na tanie szokowanie. To dość trafny komentarz na temat współczesnego społeczeństwa, ludzkiego hedonizmu, hipokryzji, a nawet strachu przed śmiercią. Twórcy stosują kilka intrygujących zabiegów, zarówno na polu formalnym, jak i fabularnym, w kluczowym momencie nie bojąc się nawet zburzyć czwartej ściany. Ale są i wady. Komiks wręcz tonie w niedopowiedzeniach i pomimo dość pokaźne objętości wciąż wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a niektóre postacie pojawiają się i znikają bez większego kontekstu. A szkoda, bo gdyby zrezygnować ze zbyt dużej dawki erotyki i rozwinąć kilka fabularnych motywów, ten dobry komiks stałby się rewelacyjny. Mimo wszystko zachęcam do sięgnięcia po niego – dla mnie to jedno z największych zaskoczeń pierwszej połowy tego roku. Może dlatego, że album naprawdę wziął mnie z zaskoczenia.

Tytuł oryginalny: Spectators
Scenariusz: Brian K. Vaughan
Rysunki: Niko Henrichon
Tłumaczenie: Olga Mysłowska
Wydawca: Nagle Comics 2026
Liczba stron: 344
Ocena: 80/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.