
Pralnia to w gruncie rzeczy bardzo prosta, ale na pewno nie prostacka opowieść. Poznajemy Francois, typowego niezbyt szczęśliwego everymena, którego życie naznaczone jest powtarzalnością, monotonią i pechem. Wypruwa sobie żyły w pralni, zarabiając psie pieniądze, o podwyżce od lat mogąc jedynie pomarzyć. Highlightem jego dnia jest wieczorne piwko w pubie albo wizyty w kiosku niejakiej Maryvonne, gdzie codziennie od lat obstawia w lotto te same numery, licząc na wygraną. Fortuna jednak jakoś nie jest w stanie dogonić naszego bohatera.
Francois to niezbyt złożona postać. Raz mamy ochotę go przytulić, kiedy po raz kolejny jego roztargnienie sprawia, że moknie w nieustającym deszczu, innym razem spoglądamy na niego i dostrzegamy, że może zdarza mu się też bywać nieco antypatycznym. Pewnego dnia kapryśmy los daje mu szansę sięgnięcia po łatwe pieniądze. Pieniądze, które nie należą do niego. Nasz bohater jest bezbronny, bo szara, smutna egzystencja nie dała mu nigdy niczego więcej. A przecież ciągle wpaja się nam, żeby wykorzystywać szanse i brać los we własne ręce. Kiedy Francois to robi, jego przeznaczenie wydaje się być przesądzone.

Pralnia niespecjalnie zaskakuje fabułą. Jeśli już, to warto zwrócić uwagę na filmowe rysunki Jorisa Mertensa, który kreśli ciemne, smutne, ponure i zalane deszczem niesprecyzowane miasto. Ludzie tacy jak Francois stoją w nim we wiecznych korkach i ledwo wiążą koniec z końcem, ale wystarczy zerknąć za wybudowany za rogiem luksusowy hotel, by zrozumieć jak rozwarstwione jest tu społeczeństwo. Scenarzysta i rysownik zarazem jest bardzo oszczędny w dialogach, na wielu panelach nie pada ani jedno słowo, a inne zachwycają swoich architekturalnym rozmachem, by czytelnik rozumiał jak malutki wydaje się w tym wszystkim nasz bohater.
Pralnia to gorzka, egzystencjalna opowieść o człowieku próbującym odmienić swój los na lepsze, ale jak to zwykle bywa, los okazuje się być górą. Nie chodzi tu o zwroty akcji, fabularne wolty, efektowne rozwiązania, ale o powolne budowanie melancholijnego klimatu pełnego z jednej strony beznadziei, a z drugiej swoistego napięcia. To bowiem lektura spod znaku „wiemy, że za chwilę coś się wydarzy”, ale jeszcze nie wiemy co.

Najgorszy chyba jest w tym komiksie brak jakiejś pozytywnej puenty, iskierki nadziei, czegoś, czego można by się chwycić. Zamiast tego dostajemy raczej szarobury i pesymistyczny morał pasujący do opowieści noir. Co tak naprawdę chciał nam przekazać twórca Pralni? Że nie można wykonywać gwałtownych ruchów i należy uzbroić się w cierpliwość? Czy może, że czego byśmy nie zrobili, nasz los i tak znajdzie sposób, by kopnąć nas w zadek? A może, że wszystko, co życie nam przynosi trzeba przyjmować z godnością, godząc się nieraz na hiobowe cierpienie? Sprawdźcie sami, w końcu nie wszystkie albumy musimy czytać dla czystej rozrywki. Czasem warto dać się też przemoczyć.

Tytuł oryginalny: Nettoyage a sec
Scenariusz: Joris Mertens
Rysunki: Joris Mertens
Tłumaczenie: Ernest Kacperski
Wydawca: Egmont 2025
Liczba stron: 144
Ocena: 70/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.