Projekt Standstill powstawał przez ponad dekadę – proces rozpoczął się ok. 2013 roku i dopiero w 2024, za sprawą Ricka Remendera, twórcy nabrali wiatru w żagle by dokończyć swoją opowieść. To zrozumiałe, jeśli właśnie włączyła Wam się lampka ostrzegawcza, bo tak rozciągnięte projekty rzadko okazują się hitami. Jedna z najnowszych pozycji od Nagle Comics broni się jednak solidnym tempem i bezkompromisowością akcji, chociaż nie pozbawiona jest istotnych wad.

Colin Shaw jest naukowcem, który wynalazł bransoletę pozwalającą zatrzymać czas. Oczywiście jej nosiciel może w tym czasie normalnie funkcjonować. Niestety, blondwłosy geniusz zakończył współpracę z organizacją-zleceniodawcą, a krótko potem mocarne narzędzie znika. W tym samym czasie w różnych miejscach globy zaczynają dziać się tajemnicze rzeczy. Ktoś brutalnie morduje gang motocyklistów, napada próżną gwiazdę kina czy unicestwia cały oddział terrorystów.

Szybko okazuje się, że tym kimś jest Ryker Ruel, który chce dokonać zemsty na wszystkich, którzy przyczynili się do wykorzystania i zamordowania jego żony. Normalnie kibicowalibyśmy komuś takiemu, ale jeden z dwóch głównych bohaterów Projekt Standstill to łobuz. Serio, trudno o bardziej antypatycznego typa i chociaż jego motywacja jest dla czytelników zrozumiała, to chamowaty Ryker nie jest kimś, z kim łatwo się utożsamiać.

Dzieło Loughridge’a i Robinsona ocieka brutalną i dynamiczną akcją. Trudno szukać tu nawet jakiegoś głębszego podbudowania fabuły – to Ruel i Shaw na którymś etapie łączą siły, a ich tropem rusza nasłany, nieco kuriozalny morderca. Sporo tu krwawych scen i zabaw z manipulacją czasu, ale akcja urywa się nagle i bez wyraźnej konkluzji, pozostawiając pewnego rodzaju niedosyt, a zarazem otwartą furtkę na kontynuację.

Warto zaznaczyć, że komiks wydany został w niecodziennym, poziomym formacie 270x180 mm, co wciąż jest rzadkością. Robinson robi co może, by to wykorzystać, ale próżno szukać w Projekt Standstill jakichś niezapomnianych kadrów. Rysownik to mistrz dynamicznej, energicznej kreski, potrafi też tworzyć klimatyczne, może nawet nieco filmowe sceny akcji, szczególnie, że fabuła pozwala mu tu zaszaleć. Ale na niezapomniane panoramy raczej nie liczcie.
Mam mieszane uczucia co do tego albumu – z jednej strony prosta historia jest łatwo przyswajalna i przez lekturę przeleciałem prędko i bez bólu, z drugiej jednak trudno tu o coś oryginalnego, wyróżniającego opowieść na tle innych jej podobnych. To taki odpowiednik blockbustera na piątkowy wieczór – wszystko się ładnie wali i pali, ale jak włączycie myślenie, to możecie się co najwyżej beznamiętnie podrapać po głowie.

Skłamałbym jednak, że męczyłem się z Projekt Standstill. Bawiłem się nieźle, chociaż żal mi niewykorzystanego potencjału, bo wyjściowy pomysł – chociaż sztampowy – mógł zmusić autorów do wykrzesania z historii większej głębi, jakiegoś porywającego twistu, czegoś godnego zapamiętania i dyskutowania. A tak to mamy prostego akcyjniaka, którego wyróżnia głównie format wydania i całkiem spora ilość dodatków na końcu albumu.

Tytuł oryginalny: Standstill
Scenariusz: Lee Loughridge
Rysunki: Andrew Robinson, Alex Riegel
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca : Nagle Comics 2025
Stron : 216
Ocena: 65/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.