
Poprzedni tom zakończył się kilkoma mocnymi zwrotami akcji. Ekipa Grovesa została pojmana przez generała Westmorelanda i sprzyjające mu siły. Tymczasem w głowie Oppenheimera narasta wewnętrzny, bliźniaczy bunt, a w cieniach czai się jeszcze jeden Einstein... Jest jeszcze dziwniej i nienaukowo, choć wszystko kręci się wokół wielkich jajogłowych XX stulecia. Projekty Mahattan tom 2: Pseudonauka zaskakuje w równym stopniu co pierwszy tom i nie ma tu miejsca na akademicki savoir-vivre.
Jonathan Hickman pokazuje, że potrafi stworzyć nie tylko śmiałe i monumentalne dzieło, ale przy tym burzyć pomniki i bawić się absurdalnym humorem. Weźmy kwestię podwójnych Oppenheimerów i Einsteinów. W przypadku tego pierwszego to konflikt w rodzinnym i bardzo wewnętrznym środowisku. Twórca bomby atomowej to zresztą postać moralnie żarłoczna, poszerzająca wiedzę na kanibalistyczną modłę. Równie ciekawie jest z Albertem i Albrechtem. Ojciec teorii względności nie jest tak genialny, jak mu się wydaje, co wcale nie przeszkadza mu stworzyć sojusz ze swoim alternatywnym, bardziej okrutnym odpowiednikiem. Jest jeszcze kwestia pozaziemska, dotyczącą Gagarina i Łajki, ale to już opowieść w space operowych klimatach. Hickman nie powziął sobie za cel stworzenie ultra-naukowego high SF, ale i tak dał nam rozrywkę, która wymaga pewnego zrozumienia. Może nie od razu znajomości biografii każdego z bohaterów i jego dokonań, ale pewnego dystansu do spraw poważnych.

Motorem Projektów Manhattan jest saj-fajowa dziwaczność i łamanie schematów, ale niektórym może doskwierać czasem całkowita zmiana charakterów postaci. Dla twardogłowych fanów nauki, którym wyobraźnia i poczucie humoru wypadły wraz z mleczakami, taka wizja ich ukochanych geniuszy może być bolesna. Projekty Manhattan pokazują, że nauka nie jest nienaruszalną świętością, a dziedziną, która może być pozbawiona reguł moralnych. W naszym świecie Oppenheimer zdał sobie sprawę z tego, co stworzył. Nawet von Braun pod pewnymi względami przeszedł na jasną stronę mocy, choć to sprawa moooocno dyskusyjna. Tutejsi geniusze nie mają sumienia, a całe przedsięwzięcie Grovesa jest dla nich przy okazji okrutną grą. Ale nie tylko oni są gorszymi wersjami samych siebie.
Tytuł komiksu zobowiązuje, więc pojawia się i polityka, zwłaszcza ta związana z Zimną Wojną. Mieliśmy okultystycznego sekciarza Trumana, wirtualnego Roosevelta, teraz przyszedł czas na Kennedy'ego. Jack ukazany jest tu równie kontrowersyjnie co jego poprzednicy. Nie od dziś wiadomo, że JFK podejrzewany był o miłość do pięknych kobiet i mocnych „leków”. Istotny jest tu Leslie Groves - z militarnego nadzorcy oryginalnego Projektu Manhattan, stał się demiurgiem naukowego tygla, a Westmoreland mógłby zmierzyć się z samym Rambo. Na płaszczyźnie historyczno-politycznej twórca Black Monday Murders również sobie folguje i sporo pomagają mu w tym rysunki Nicka Pitarry. Swoją drogą... Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich tygodni, zwłaszcza w kontekście lokatora Białego Domu, Hickman miałby poważny problem jak bardziej ośmieszyć sytuację na świecie.

Projekty Manhattan tom 2: Pseudonauka to brutalna opowieść o szalonych naukowcach, w której autor niemal co krok szokuje. Do tego stopnia, że Rick Sanchez czułby się w tym uniwersum jak w domu, choć miałby mocną konkurencję. Cała historia to jednak nie absurdalna parodia, a odważny projekt, który do końca pozostaje spójny, choć pełen groteski i niepoprawności. Finalnie pozostaje refleksja na temat człowieka i jego rozwoju. Zwłaszcza technologii, które powoli zaczynają być szkodliwe i niebezpieczne dla człowieka jako jednostki, ale korzystne dla chłodnego pędu do dominacji gatunkowej. Do tego tytułowa pseudonauka, która ma coraz szersze grono zwolenników, również we władzach. Komiks Hickmana i Pitarry wymaga by sięgnąć głębiej i dokonać analizy pozornie tylko karykaturalnych elementów historii.

Tytuł oryginalny: The Manhattan Projects #16-25, The Manhattan Projects: TheSun Beyond The Stars #1-4
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Nick Pitarra, Ryan Browne
Tłumaczenie: Arek Wróblewski
Wydawca: Mucha Comics 2025
Liczba stron: 448
Ocena: 80/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.