Tu pojawia się Rick Remender, bardzo znany amerykański scenarzysta, którego liczne komiksy mogliśmy przeczytać po polsku. Dla Marvela pisał między innymi przygody Uncanny X-Force, Kapitana Ameryki, Uncanny Avengers czy Venoma. Kiedy Remender przejął przygody Pogromcy, od razu zaczął z wysokiego C: Frank podejmuje próbę zamordowania Osborna, ale zostaje powstrzymany przez Sentry’ego. Tak zaczyna się otwierająca tom Punisher tom 1, pięciozeszytowa przygoda, do której rysunki stworzył Jerome Opeńa. Frank zdobywa nowego sojusznika (który zupełnie przypadkowo okazuje się być spokrewniony z jednym z jego najbardziej zaprzysięgłych wrogów) i rozpoczyna kolejną krucjatę przeciwko zbrodni. To zdecydowanie najlepszy moment tego albumu, utrzymany w klasycznym, punisherowym tonie.

No dobrze, dowiedzieliśmy się, że Rick Remender potrafi pisać klasyczne przygody Punishera. Jednak im dalej w las, tym bardziej u autora górę zaczęły brać zabawy formą. Story arc Martwy sezon pozwolił Hoodowi wskrzesić nieżyjących już kryminalistów, co może prowadzić tylko do jednego – gigantycznej rozpierduchy. Rysunki w zeszytach 6-10 stworzył Tan Eng Huat i niestety wypadł w tym gorzej niż Opena. A szkoda, bo potencjał był tutaj spory.
Punisher tom 1 to także ciekawe opowieści poboczne, które z jednej strony wplecione są w główną linię fabularną, a z drugiej stanowią osobne historie. W Punisher Annual #1 zobaczymy dwie seksowne złolki w strojach wrestlerek, ale campowy wygląd to jedno, a umiejętność władania umysłami, która nawet największego twardziela powali na kolana i zmusi do całowania stóp, to drugie. Na dodatek twórcy ponownie na drodze Franka stawiają Spider-Mana, a spotkania tych dwóch dżentelmenów to zawsze dobra rozrywka. Rysuje Jason Pearson znany z Deadpool: Wojna Wade'a Wilsona.

Z kolei w Dark Reign: The List – Punisher #1 dochodzi do przełomowego wydarzenia, które od numeru jedenastego niemal kompletnie zmieni oblicze nie tylko tej serii, ale i postaci Franka. Pogromca mierzy się z Dakenem, brutalnym i bezwzględnym synem Wolverine’a, a z takiej potyczki mało kto mógłby ujść z życiem. Castle ginie, a jego ciało zostaje wręcz poćwiartowane, co swoimi rysunkami dosadnie oddaje John Romita Jr. Czy to koniec Punishera w uniwersum Marvela? Nic bardziej mylnego, bo Remender ma jeden z najbardziej kuriozalnych pomysłów, jakie widziałem w Marvelu w XXI wieku.
W Punisher tom 1 będziemy świadkami, jak ciało Punishera zostaje pozyskane przez Legion of Monsters – zespół powstały jeszcze w 1976 roku. W jego skład wchodzili wtedy między innymi Morbius, Ghost Rider, Man-Thing czy Werewolf by Night, a tu jego szeregi zasilają jeszcze N’Kantu – żywa mumia czy Manphibian. To za ich sprawą Pogromca wraca do życia. No, „życia”, bo aktualnie nasz bohater jest pozszywany niczym potwór Frankensteina. Co prowadzi do cudownej gry słów – seria od zeszytu 17 została bowiem przemianowana na… Frankencastle.

Czy to dobry pomysł? Nie, ale jest tak absurdalny i kuriozalny, że po prostu musicie przeczytać tę historię. Punisher jako Frankencastle jest jeszcze bardziej brutalny i skuteczny, ale musi zmagać się z pewnymi… niedostatkami intelektualnymi. Rozpoczyna się nieustanna groteskowa rozpierducha, pełna makabry i niczym nieskrępowanego czarnego humoru. I generalnie większość Punisher tom 1 właśnie tak wygląda, nie licząc może otwierającego story arcu oraz kilku bardziej dramatycznych momentów związanych z rodziną Franka.
Z jednej strony nie różni się to aż tak bardzo od innych, bardziej tradycyjnych opowieści z Pogromcą. Z drugiej… no jednak się różni, bo bardziej magiczny, nadnaturalny horror nie jest środowiskiem, w którym Castle wypada najlepiej. Niemniej jednak naprawdę warto docenić próbę stworzenia czegoś nowego, nietypowego, odmiennego od powielanego przez dekady standardu. Szczerze? Wiem, że i tak sprawdzicie ten album. Chociażby z czystej ciekawości.

Tytuł oryginalny: Punisher by Rick Remender Omnibus
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Jerome Opeńa, Tan Eng Huat, Jason Pearson, John Romita Jr., Tony Moore, Roland Boschi, Mike Hawthorne, Dan Brereton
Tłumaczenie: Mateusz Lis
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 444
Ocena: 70/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.