
W Spider-Man/Deadpool tom 3 – Wycieczka scenariuszowe stery przejmuje Robbie Thompson (Star Wars - Vader na celowniku), co wzbudzało pewne moje wątpliwości, na szczęście okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Autor ma ogromne poczucie humoru, doskonale czuje obie postacie i podchodzi do nich z serduchem największego fana. Co więcej, odważnie wykorzystuje dostępne mu triki by bawić czytelników. Przykłady? Liczne nawiązania do popkultury, chociażby filmów takich jak Jurassic Park czy Ghostbusters oraz notoryczne burzenie czwartej ściany (które w pewnym momencie staje się nawet centralnym punktem fabuły). A efekt? Więcej niż zadowalający.
Jak zwykle w tej serii dzieje się sporo. Zabawy liniami czasowymi i podróżowanie po różnych uniwersach przejadło mi się już lata temu i nie ukrywam, że te wątki nie należą do moich ulubionych. Ale Thompsonowi udało się przykuć uwagę wszędobylskim humorem i nieobliczalnymi zwrotami akcji. Scenarzysta wykuwa złoto nawet z trzecioligowych postaci Marvela, które pojawiają się na drugim planie. Znajdziemy tu między innymi konkluzję wątku ze starszymi wersjami naszych bohaterów, wizytę w Savage Landzie i naprawdę długą wycieczkę pełną kosmicznych niebezpieczeństw.

Spider-Man/Deadpool tom 3 – Wycieczka wygląda dobrze za sprawą rysunków Matta Horaka i Jima Towe. To poziom, do którego przyzwyczaiły nas serie wydawane w Marvel Now i Marvel Fresh – jest więc dynamicznie, kolorowo, ale wszystko w granicach rozsądku, bez przekraczania granic dobrego smaku. Osobiście bardzo mnie to cieszy, bo z jednej strony lubię kreskę tego typu, z drugiej żenujący żart zaczął mnie trochę mierzić – najwyraźniej nie osiągnąłem jeszcze levelu wąsatego wujka Piotrka z wesela. Na szczęście Thompson wie, gdzie przebiega granica i stara jej się nie przekraczać. Wychodzi to komiksowi na dobre.
Seria Spider-Man/Deadpool jedzie przede wszystkim na chemii między Wilsonem i Parkerem, ale dynamika między tymi postaciami to materiał na znacznie dłuższą serię, która pewnie wielu czytelnikom nigdy by się nie znudziła. Jako miłośnik obu postaci jestem wniebowzięty, bo chociaż zdarzają się tu nieco nudniejsze momenty, a poprzednim twórcom zdarzało się uciekać w słowotok, to Thompson jakby lepiej poradził sobie z proporcjami. Nie ma tu nieskończenie długich i niezbyt zrozumiałych dialogów, a kwintesencją jest finał, w którym scenarzysta umieścił… samego siebie. Ale w jakiej roli, tego już Wam nie zdradzę – polecam, żebyście sami do odkryli.

Spider-Man/Deadpool tom 3 – Wycieczka to znakomity superbohaterski komiks rozrywkowy – istny list miłosny do złączonych tu postaci. Finałowy tom jest bardziej spójny, czego czasami brakowało jego poprzednikowi, ale też stanowi całkiem trafną i bystrą satyrę na eventy, czy „kolejne wielkie wydarzenia”, które w świecie Marvela i DC „zmieniają wszystko”, a jednocześnie jakoś i tak utrzymują status quo. Jednak pomiędzy Wilsonem i Parkerem jest wyjątkowa więź i energia, która sprawia, że ich wspólne przygody to nie tylko głupkowata, żartobliwa nawalanka, ale też coś więcej: emocjonalny rdzeń, na który nawinięte są takie hasła jak odpowiedzialność, przyjaźń, zaufanie i drugie szanse. Jak dla mnie komiks obowiązkowy.

Tytuł oryginalny: Spider-Man/Deadpool Modern Era Epic Collection: Road Trip
Scenariusz: Robbie Thompson
Rysunki: Matt Horak, Jim Towe, Nick Roche, Scott Hepburn, Flaviano
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 408
Ocena: 85/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.