
Jak wiemy, z tą śmiercią Supermana to nie była do końca prawda. Serce Kal-Ela wprawdzie zamilkło, ale dzięki swoim kryptońskim korzeniom mógł powrócić do świata żywych. Wydawać by się więc mogło, że teraz będzie wszystko w porządku. Doomsday wszak również poległ, więc remis zamienił się w 1:0 dla Kryptona. I tu wkracza komiksowa rzeczywistość. Doomsday wraca zza grobu. I to na Apokolips. Niektórzy zostawiliby go w spokoju, pozwalając wzajemnie wykończyć mu się z Darkseidem. Ale nie Clark. Prędko też okazuje się, że obaj panowie nie starli się w przypadkowej bójce, a kryje się za nią coś znacznie bardziej złożonego…
Superman: Dommsday powraca to potężny, wielowątkowy tom. Obok zderzenia tytanów mamy refleksję Supka nad mocą i odpowiedzialnością oraz czy jako „man” jest taki „super”. Sam Doomsday odarty zostaje wprawdzie z tajemnicy swej genezy, ale wszystko się spina i pozwala na dalszą eksploracje jego wątku. Powagę rozładowuje Mr. Mxyzptlk, w tym bardziej absurdalnym wydaniu, które nie umniejsza jego potędze. To wszystko sprawia, że Doomsday powraca w pełni oddaje ducha swej epoki i poprzednich historii Dana Jurgensa. Choć mamy i pewien współczesny bonus.

Obok klasyki z lat 90. pojawiają się dwa jubileuszowe zeszyty świętujące trzydziestolecie śmierci i powrotu Ostatniego Syna Kryptona. Sporo w tym nostalgii, ale pozytywnie twórczej, nie tylko grającej na emocjach. Autorzy rozszerzają i uzupełniają luki fabularne, robiąc to w sposób szanujący oryginalne opowieści. Weźmy taki wątek Perry'ego White'a, który przypomina o dawnym Daily Planet i wpływie zgonu Kal-Ela na społeczeństwo. W ramach dodatków pojawia się też wywiad, w którym autorzy uśmiercenia herosa opowiadają o okolicznościach powstania tej idei i jej oddziaływaniu na świat DC.
Przy okazji ostatniej części trylogii można więc zadać sobie pytanie: czy śmierć Supermana ma dziś swą pierwotną moc? Jako zjawisko kulturowe - jak najbardziej. Dan Jurgens stworzył trzymającą w napięciu akcję, której rezultaty odbiły się szerokim echem nawet poza świat DC. Niepokonany Superman ponosi śmiertelną porażkę, symbol upada. Późniejsze zmiany w uniwersum sprawiły jednak, że nie trzeba było nawet kolejny raz rzucać na niego Doomsdaya czy innego łotra ostatecznego, by Człowiek ze Stali nieco zardzewiał. Wciąż na szczęście plasuje się on wysoko w rankingu herosów DC, choć zasługuje na więcej. Nie tylko jako jedna z wielu postaci z panteonu wydawnictwa, ale popkulturowa ikona. Choć DC K.O. pokazuje, że jego chwała powraca.

Trylogia rozpoczęta na naszym rynku Śmiercią Supermana to nie tylko zbiór niezłych historii z Ostatnim Synem Kryptona. To przede wszystkim wydawnicze wydarzenie, które pozwoliło Egmontowi na śmielsze wejście z supermanową klasyką. Bo mimo że Obrońca Metropolis jest ikoną, to wyniki sprzedażowe przemawiają na korzyść Batmana. Trzeba było więc trzęsienia ziemi, które skruszyło serca zakochane w Gotham i najwyraźniej to się udało. Wydawca zapowiedział bowiem poprzedzający Śmierć Supermana run Johna Byrne'a. Tymczasem Superman: Doomsday powraca to godny finał jednego z najważniejszych okresów w karierze Supka. To nie tylko dopełnienie legendarnej historii, ale i stosowne jej rozwinięcie. Lektura obowiązkowa, nieśmiertelna klasyka i po prostu solidna opowieść w jednym.

Tytuł oryginalny: Superman: Doomsday
Scenariusz: Dan Jurgens, Jerry Ordway, Louise Simonson
Rysunki: Dan Jurgens, Jon Bogdanove, Tom Grummett
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 568
Ocena: 85/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.