
Zestawienie postaci tak fascynującej, a zarazem odpychającej z harcerzykiem pokroju Człowieka ze Stali wydawało się trafionym pomysłem. Wystarczyło dobrać odważnego scenarzystę i bezkompromisowych artystów ołówka i powinniśmy mieć gotową receptę na sukces. Padło na Tima Seeleya, autora skądinąd dobrych i mocnych historii jak Odrodzenie (Revival) czy Local Man. Wszak to człowiek, który zarówno horrorową masakrę, jak i superbohaterszczyznę już dawno opanował. No i tu pierwszy zgrzyt, bo historia o Supku i Lobo, wysłanych przez pomyłkę na swoje odrodzone rodzime planety, jest zaskakująco… płytka, bezpłciowa i miałka.
Tego typu opowieści może uratować albo przemoc wyrażona przez atrakcyjną warstwę wizualną albo dosadny, napisany z błyskotliwością humor. O dziwo żadnej z tych rzeczy nie znajdziecie w Superman kontra Lobo. Starć obu bohaterów praktycznie tu nie uświadczymy (a jeśli nawet, na pewno nie będzie to oczekiwana, wyniszczająca młócka). Niewiele jest tu zapadających w pamięć bezkompromisowych scen, bo wybrana do stworzenia warstwy graficznej Mirka Andolfo dobrze sprawdza się w lekkich, komediowych erotykach typu Sweet Paprika czy Wbrew naturze, ale jej cartoonowy, pasujący do pastelowych kolorów styl nijak ma się do mroku i brudu, w których często skąpany był Ważniak.

Twórcy nie mają pomysłu na fabułę. Niby wprowadzają na scenę nową postać, potężnego kosmitę Numena, który wygląda jak krzyżówka ziemniaka z niesporczakiem, ale jego udział w historii jest w sumie znikomy. Wszyscy błąkają się po kadrach bez ładu i składu, a motyw podróży Supka i Lobo kolejno na Czarnię i Kryptona pozostaje niewykorzystany. W ogóle wszystko jest tu zarówno zachowawcze, jak i generyczne. Trudno po lekturze zapamiętać chociaż jeden wyrazisty szczegół, o jakimś dobrym żarcie nawet nie wspominając.
Lubię i Lobo i Supermana, wydawało mi się więc, że ich wspólna przygoda będzie dobrym wybuchowym koktajlem. Ale nie ma w tej historii ani sensu, ani logiki, ani nawet czytelnego i dobrze przyswajalnego absurdu, a walory rozrywkowe są bardzo, ale to bardzo wątpliwe. W kart wieje nudą do tego stopnia, że lektura zaledwie 140-stronicowego komiksu niemiłosiernie mi się dłużyła i nie dałem rady jej odbyć za jednym posiedzeniem.

Trudno mi się pogodzić z tym, jak złagodzona i wykastrowana ze wszystkich swoich najlepszych i najbardziej charakterystycznych cech została w Superman kontra Lobo postać tego drugiego, co zostało jeszcze bardziej podkreślone rysunkami Andolfo. A to przecież miał być album „Tylko dla dorosłych”!. Fani Ważniaka i tak nie mają lekko, ale jeśli miałbym już zarekomendować jakąś lekturę, to lepiej kolejny raz sięgnąć po wydany niedawno w kieszonkowym DC Compact Portret bękarta i przeczytać go po raz enty.

Tytuł oryginalny: Superman vs Lobo
Scenariusz: Tim Seeley, Sarah Beattie
Rysunki: Mirka Andolfo
Tłumaczenie: Magda Gamrot
Wydawca: Egmont 2025
Liczba stron: 144
Ocena: 35/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.