
Finał poprzedniego tomu mógł zaskoczyć fanów klasycznych Transformers. Oto bohaterski Optimus, widząc powstałego niemal z popiołów Megatrona, bierze nogi za pas. I nie jest to taktyczny odwrót, a podszyte strachem wycofanie się po angielsku z pola walki. Epicki pojedynek między legendarnymi przeciwnikami nie może jednak się nie odbyć, ale wcześniej Optimus musi wyruszyć w głąb siebie i zwalczyć wewnętrzne demony. Tymczasem z Cybertronu przybywają niespodziewane posiłki…
Transformers tom 4: Podbić i podporządkować zdradza nieco więcej z przeszłości Megatrona. Przywódca Decepticonów gra tu zresztą ogromną rolę, pozostając dobrze znanym łotrem, ale w znacznie dojrzalszych barwach. Johnson nie unika też filozoficznych przemyśleń. Począwszy od muzyczno-egzystencjalnych rozkminek Jazza, aż po wewnętrzną odyseję Prime'a. Równoważy to tempo widowiskowej akcji, a wręcz nadaje jej sens. Roboty z Cybertronu w scenariuszu DWJ mają głębię i nie chodzi wcale o skomplikowanie ich obwodów.

Popkultura potrzebuje wyżej wspomnianego tła. Batman z jarmarcznego herosa stał się postacią niemal literacką, a Spider-Man z nastoletniego bohatera wyrósł na pechowego, czasem nadmiernie refleksyjnego mężczyznę. Dorosłość musiała też w końcu zapukać do świata Transformers i DWJ zaprosił ją do środka. Optimus, Starscream czy Megatron to nie nakreślone grubą kreską blaszaki, archetypiczne wręcz w swych rolach, a istoty bardziej ludzkie niż ludzie. Na drugim planie również dzieje się ciekawie. Gigantyczni Bruticus i Devastator konkurują o względy, niczym fanatyczni akolici, a Elita nie potrafi wyrwać się z wojennego amoku. Są i ludzie, którzy, choć malutcy i słabi, potrafią poruszyć dusze znacznie większych Cybertronian. I sprawić im nie lada kłopot, gdy stają przeciw nim.
Rysunkami zajmują się tu trzej panwie. Do Johnsona i Corony dołącza Ludo Lullabi i nie musicie się obawiać gwałtownego spadku jakości. Lullabi świetnie rozumie estetykę tej wersji Transformers, gdzie klasyczna forma bohaterów spotyka niestandardowe rozwiązania fabularne. Pojawia się kilka kadrów, które zasługują na znacznie większy format, choć tutaj i tak powalają. Starcie dwóch przywódców, nagłe zwroty akcji podczas walk czy przemyślane w swym tempie refleksje sprawiają, że ponownie zamarzyłem o filmie opartym o projekty z epoki G1.

Transformers tom 4: Podbić i podporządkować to akcja na najwyższych obrotach. Obie strony wiedzą, że muszą pozbyć się tej drugiej, ale daleko im do dawnej chwały. Jednocześnie wszystkie te skazy i niezagojone rany sprawiają, że sytuacja nie jest czarno-biała. Nie tylko przywódcy, ale i pozostałe postaci mają tu należyte miejsce. Transformers to dla mnie nadal najlepszy tytuł z Energon Universe i jestem ciekaw, w jakim punkcie bohaterowie wszystkich serii w końcu się spotkają...

Tytuł oryginalny: Transformers vol.4: Conquer and Control
Scenariusz: Daniel Warren Johnson
Rysunki: Jorge Corona, Daniel Warren Johnson, Ludo Lullabi
Tłumaczenie: Tomasz Kupczyk
Wydawca: Nagle Comics 2026
Liczba stron: 144
Ocena: 85/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.