No więc tak, Więzy matczynej krwi to western z krwi i kości, a zarazem klasyczna krwawa opowieść o zemście, która wymusza przedwczesne dorastanie. Nie ma tu wiele miejsca na dobro, sprawiedliwość nadzieję czy romantyzm. Wszyscy wydają się tu być moralnie zepsuci, owładnięci żądzą zabijania, gromadzenia pieniędzy czy folgowania popędom. Mnie opowieść autorów 100 naboi przypomniała serie takie jak Skalp czy Bękarty z południa. Jest więc surowo, krwiście i bezwzględnie.

W tym brutalnym świecie przedwcześnie dorosnąć musi trzech chłopców: dwunastoletni Daniel, dziewięcioletni Simon i siedmioletni Jack. Wychowywani przez kaznodzieję, który kiedyś zbyt często pociągał za cyngiel, oraz przez matkę skrywającą mroczną tajemnicę, pewnego dnia stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Ich dom nawiedza trzech bandytów, ojca mordują, a matkę porywają ze względu na łączącą ich z nią trudną przeszłość. W tym miejscu dla dzieciaków bezpowrotnie kończy się niewinność, a pojęcia jak „śmierć” i „zemsta” nabierają realnych kształtów.
Nasi bohaterowie będą musieli odbyć bardzo trudną podróż pełną niebezpieczeństw, a widoki, na jakie się narażą, co wrażliwszych czytelników mogą nawet przyprawić o mdłości. Brutalne zabójstwa, rozkładające się zwłoki rozszarpywane przez zwierzęta, wszędobylska krew i przemoc. Azzarello niczego nie łagodzi, nie cenzuruje, nie robi niczego dla łagodzenia sumień, nie stroni od brutalności ani wobec dzieci, ani wobec zwierząt. Risso jakby mu wtóruje, z lubością serwując kilka momentów budzących dyskomfort nawet u bardziej wyrobionych czytelników.

Wszystko to zostało skąpane w bardzo wyrazistych barwach, przez co niektóre kadry wyglądają wręcz jak obrazy. Palące słońce, bezkresny step, fiolet roślinności – wszystko to tworzy klimat z jednej strony fascynujący, ale z drugiej też przytłaczający i duszny. Jest w tej dzikiej, nieokiełznanej scenerii coś pięknego, ale dzięki temu jeszcze mocniej kontrastują z nią bohaterowie: niejednokrotnie zaniedbani, poorani, obleśni, noszący blizny fizyczne i psychiczne.
Co więcej, finał komiksu Więzy matczynej krwi nie przynosi też upragnionej satysfakcji, odkupienia, oddechu. Nie ma tu kawalerii czy nawet samotnego szeryfa walczącego o sprawiedliwość. Jest za to bandyterka pełną gębą, a kulkę łatwo zarobić w plecy, szczególnie jeśli jest się celem łowców nagród. Co ważne, nie patrzy się na dzieło Azzarello i Risso jak na tani „shocker”, bo narracja jest głęboka, przemyślana i dobrze wpisana w mity o wielkiej Ameryce.

Więzy matczynej krwi to kolejna udana pozycja od Mucha Comics. Chociaż nie poraża rozbudowaniem i nie wiadomo jakim rozmachem, serwuje kawałek mocnej opowieści odrywającej na chwilę od kolesi w rajtuzach i z supermocami. Wydanie uzupełnia wycięta scena (bardzo zgrabnie rozpisana i rozrysowana) oraz pokaźna galeria okładek i szkiców koncepcyjnych. Jeśli lubicie westerny, możecie śmiało sięgnąć po tę pozycję. Pamiętajcie jednak, że to komiks wyłącznie dla dorosłych odbiorców.

Tytuł oryginalny: The Blood Brothers Mother
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Eduardo Risso
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawca: Mucha Comics 2025
Liczba stron: 224
Ocena: 75/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.