XIII tom 5 zbiera cztery albumy: Operacja Montecristo, Złoto Maksymiliana (dawniej Skarb Maksymiliana), Wersja irlandzka (dawniej Irlandzka opowieść) i Ostatnia runda. Nasi bohaterowie muszą wydostać się z Costa Verde i dostać do Stanów Zjednoczonych, aby ostatecznie ujawnić prawdę i poznać wszystkie szczegóły konspiracji mającej na celu zabójstwo prezydenta i przejęcie władzy przez skrajną prawicę. Nie będzie to jednak łatwe, bo mają przeciwko sobie wysoko postawionego, umoczonego szefa agencji wywiadowczej, zawodowych płatnych morderców, podwójnych agentów i zwykłych zbirów.

Rozwiązana zostanie także szyta od dłuższego czasu tajemnica zaginionego skarbu i chociaż towarzyszy jej całkiem zgrabna zagadka, to kulminacja tego wątku ma prawo nie spodobać się czytelnikom. Osobiście czułem lekkie rozczarowanie i miałem wrażenie, że nie warto było tyle czekać, chociaż rozumiem też, że wątek fortuny obejmującej monety warte kilkanaście milionów dolarów ostatecznie nie pasował twórcom do wydźwięku historii.
Ciekawe wypada album cofający nas w przeszłość, do czasów, kiedy główne wydarzenia nie miały jeszcze miejsca. Wersja irlandzka przybliża nam prawdziwą tożsamość Jasona i jego rolę w szerzej zakrojonej sytuacji politycznej. Album skupia się na działalności IRA, ale ten delikatny i kontrowersyjny temat został przez Van Hamme’a poprowadzony z odpowiednim wyczuciem. Na ten „specjalny” odcinek na fotelu rysownika Vance’a zastąpił Jean Giraud, znany też jako Moebius (m.in. Blueberry, Incal), legenda komiksu, zdobywca m.in. nagród Eisnera i Harveya. Jego kreska jest spokojniejsza, bardziej malarska, ale dobrze uzupełnia całość i nie wnosi wrażenia niespójności. No ale czego spodziewać się po takim klasyku branży?

Ostatni akt przynosi konkluzję wielu wątków, chociaż nie wszystkich. Zanim konspiracja zostanie ujawniona, naszych bohaterów czeka typowa dla serii akcja – są więc strzelaniny, wybuchy i fabularne wolty, chociaż w mniejszej ilości i już nie tak rozbuchane i wydumane jak wcześniej. Scenariusz robi się bardziej linearny, nawet pomimo chwilowego powrotu do przeszłości, a realistyczna kreska Vance’a i jego obsesyjne przywiązanie do detali pomagają śledzić historią i się w nią wczuć. Podobało mi się także, że większą rolę pełnią tu wreszcie kobiety – do tej pory raczej służące za atrakcyjny, chociaż niezwykle przebiegły dodatek.
Ocena XIII tom 5 powinna być w zasadzie średnią wyciągniętą z całej, trwającej ponad dwie dekady serii, która w szczycie popularności sprzedawała po pół miliona egzemplarzy każdego albumu. Nic dziwnego, bo fabuła aż kipi tu od napięcia i tętniących emocji, licznych nieoczywistości oraz niedopowiedzeń, fundując czytelnikom co i rusz szalony rollercoaster i wymagając skrajnej uwagi i skupienia, by wszystko zrozumieć i poukładać sobie w głowie. Pomaga w tym oczywiście tradycyjnie zamieszczony na końcu tomu dossier omawiający kulisy powstawania i wydawania serii, z których cześć była swojego czasu trzymana w ścisłej tajemnicy.

Na prośbę Vance’a nie mamy w serii definitywnego rozstrzygnięcia, happy-endu i bohaterów odjeżdżających w stronę zachodzącego słońca. Drzwi do kontynuacji fabuły pozostały uchylone, ale kto chciał, mógł już dawno przeczytać kontynuację, inni zaś poprzestali na głównej opowieści, która stała się absolutną klasyką europejskiego komiksu sensacyjnego. I nawet jeśli się odrobinę zestarzał, to wciąż pozycja nie do odpuszczenia.

Tytuł oryginalny: XIII - Integrale 5
Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunki: William Vance, Jean Giraud
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawca: Egmont 2025
Liczba stron: 208
Ocena: 80/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.