Antologia polskiego cyberpunka – recenzja książki

Cyberpunk 2077 od premiery pierwszego trailera kilka lat temu wzbudzał spore zainteresowanie, które przerodziło się w niecierpliwe wyczekiwanie i wreszcie w zamieszanie spowodowane mankamentami tej gry na konsolach. Wychodząc poza świat gier można było zobaczyć, jak wydawcy prześcigają się w cyberpunkowych bądź cyberpunko-podobnych tytułach ukazujących się „przypadkowo” w okolicach premiery gry CDP. A że była ona przenoszona kilkukrotnie, to i owoców narosło jeszcze więcej… Jednym z nich jest zbiór opowiadań kilku znanych polskich autorów fantastyki, którzy pod auspicjami Empiku stworzyli Antologię polskiego cyberpunka. Sam tytuł nieco zgrzyta, ale sądzę, że dalej nie ma na co narzekać.

Serce strzygi to sprawne połączenie słowiańskiej mitologii z cyberpunkową wersją Ghostbusters. Zamiast zjaw mamy wirusy, które opisywane są nazewnictwem rodem z dawnych wierzeń i Robertowi M. Wegnerowi udało się tu uniknąć naciągania ich pod nieodległą przyszłość. Do tego odrobina sentymentalizmu i romantyzmu robią swoje. Przy okazji, ciekawa przestroga dla fanów inteligentnych domostw i podobnych udogodnień.

Opowiadanie 1990 Łukasza Orbitowskiego ortodoksom gatunku może wydać się na początku czymś nie na miejscu. Jak sam tytuł wskazuje, akcja ma miejsce na początku lat 90, w których powszechny internet był snem przyszłości, a żywot młodzieży był nader analogowy. Widzimy nastoletniego Kubę i jego grupę kumpli, którzy odstają od wyidealizowanego stereotypu chłopaków w tym wieku. Nie są aniołami, a zwyczajnymi młokosami, co to lubią sprzedać kuksańca nerdowatym rówieśnikom, a zwłaszcza jednemu „wybrańcowi”. I na tych prześladowaniach upłynęłyby całe wakacje niejakiego Mokrego, gdyby nagle nie zyskał cudownych zdolności. Oto ofiara staje się katem i wymierza srogi łomot swym prześladowcom. Przypływ cudownych mocy czy może coś zupełnie innego? Orbitowski pokazuje ponownie, że niebanalna fantastyka to jego żywioł.

Jakby w opozycji do jego dzieło stoi Pastuch Pawła Majki. Tu również widzimy Kraków, lecz będący polem bitwy zaawansowanych technologicznie bojówek i organizacji, wśród których sporą sławą cieszy się Smocza Husaria – nawiązująca do Sarmacji grupa awanturników, która umie fechtować szablą. Muszę przyznać, że Majka pomysłowo przeniósł szlachecki etos w hi-techowe realia i choć trochę tu przerysowania, to bez niego nie mogło się obejść. Nazwa tytułowej grupy i przetransmitowanie szlacheckiej fantazji musiały być obarczone pewnymi przekoloryzowaniami. Ale właśnie dla takich opowieści sięgamy po fantastykę z nutką historii.

Kopia śmierci Łucznika to opowieść dystopijnie korporacyjna osadzona w Radomiu. Miasto słynące z lotniska-widmo jest tu czymś zupełnie innym i Tobiasz Piątkowski wchodzi na poziomy ukrytych świadomości, wielu ciał i posthumanizmu w czystej postaci. Całość kończy się jednak, zanim na dobre się rozkręca, co boli, bo narracja prowadzona przez autora to pokaz wzorowej dynamiki, która nawet w większej ilości nie znudziłaby odbiorcy.

Ostatnie opowiadanie, Śmierć to nie koniec, napisane przez Roberta J. Szmidta, trąci klimatem Blade Runnera i nawet zaprezentowany tu Wrocław ma w sobie coś z Los Angeles z filmu Scotta. Czego zresztą autor się nie wstydzi i puszcza oko do fanów obrazu. Oto na miejskim śmietniku znaleziony zostaje android z kopią umysłu realnej osoby. Wszystkie tropy zahaczają o potężne korporacje, o wpływach większych niż może sobie wyobrazić współczesny BigTech. W to wszystko wpada policjantka na co dzień zajmująca się raczej bezpośrednimi interwencjami, niż żmudnymi śledztwami.

Antologie opowiadań, poza różnym, nieraz skrajnym, poziomem tekstów, cierpią też na inną przypadłość. O ile tu poziom historii jest w porządku, o tyle ich długość to kwestia naganna i widać to zwłaszcza w opowiadaniach Pawła Majki i Tobiasza Piątkowskiego. Zapewne autorzy byli w jakiś sposób ograniczeni, bo ich wizje światów aż proszą się o rozbudowanie do rozmiarów obszerniejszych powieści. Wydawca mógł nawet z korzyścią dla siebie i czytelnika zaryzykować wydanie serii książek zebranych tu autorów i byłaby to dobra inicjatywa na naszym rynku fantastyki. Dlatego też najdłuższa Śmierć to nie koniec byłaby najlepszą opowieścią, gdyby nie zwięzła, lecz treściwa historia Orbitowskiego, który pokazuje, że dobry cyberpunk wcale nie musi być nieskazitelnie cyberpunkowy…

Antologia polskiego cyberpunka nie jest kamieniem milowym dla rodzimej gałęzi SF, choć na zresetowanie zasługuje ten, kto twierdzi, że to skok na kasę. Moda na cyberpunk, nawet jeśli spowodowana grą, a nie coraz bardziej przypominającą te realia rzeczywistością, to dobre zjawisko. Gatunek ten pozwala poruszać aktualne problemy i jest jedną z najbardziej strawnych dla przeciętnego odbiorcy odsłoną szeroko rozumianej fantastyki naukowej. Zbiór szybko wchłanialny i godny polecenia nie tylko osobom, które chcą poczuć się na czasie, a nie czują się gotowe oberwać klasyką gatunku, często bliską ciężkiemu SF. Byłoby piękniej, gdyby Empik pozwolił sobie na więcej w tym dziale literatury i z równie utalentowanymi autorami.


Okładka książki Antologia polskiego cyberpunka

Autorzy: Paweł Majka, Robert J. Szmidt, Łukasz Orbitowski, Tobiasz Piątkowski, Robert M. Wegner
Wydawca: Empik Go
Stron : 278
Ocena: 70/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?