Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Mars
Cinema City

Dennis Lehane - Ostatnia przysługa - recenzja książki

Autor: Tomasz Drozdowski
7 lipca 2024
Dennis Lehane - Ostatnia przysługa - recenzja książki

W porównaniu do państw Europy Zachodniej czy USA, w Polsce żyjemy w społecznej monokulturze. Imigranci z dalszych stron świata występują w skromnej liczbie, a nieco liczniejsi Ukraińcy to właściwie bratni naród. Ale nawet oni nie mają swoich dzielnic, co tylko potwierdza bliskość Lachów i Kozaków. Tymczasem w Stanach to norma, co ma swoje plusy i minusy, zwłaszcza dla tych społeczności. Dennis Lehane w Ostatniej przysłudze ukazuje emocjonalną walkę samotnej matki z systemem, ale i sam system z całą jego niesprawiedliwością wobec mniejszości. A także same mniejszości z ich wewnętrzną polityką.

Mary Pat Fennessy to kobieta trudniąca się pracą pielęgniarki. Twardo stąpająca po ziemi Irlandka, która sporo przeszła. Klejnotem jej życia jest córka Jules i gdy pewnego dnia nie wraca do domu po wyjściu na imprezę, Mary Pat zaczyna się niepokoić. A niepokój tak hardej kobiety to też niepokój dla innych. Oliwy do ognia dolewa fakt, że w noc zaginięcia Jules na pobliskiej stacji metra ginie czarnoskóry chłopak, August Williamson. Będący zresztą synem koleżanki z pracy bohaterki.

Mary Pat to kobieta ze stali. Nie jakaś tam silna i niezależna kobieta z Cosmo, a wykuta w ogniu pracy fizycznej i niełatwym życiu rodzinnym matka-tytanka. Taka, która uchyli nieba, ale gdy trzeba, to urządzi piekło. Nie jest idealna, a podręczniki o wychowaniu latorośli wywołałyby tylko jej pobłażliwy uśmiech, ale jej typ stanowi sól ziemi rasy ludzkiej. Lehane zilustrował znakomicie ten typ kobiet, które nie miały w życiu farta by leżeć i pachnieć, a nawet jakby miały, to wstałyby i znalazły sobie zajęcie. Mary Pat stanowi paliwo tej powieści. Bez niej społeczne niepokoje, zaginięcie Jules i śmierć Williamsona byłyby przeciętną opowiastką.

Lehane to solidny narracyjnie autor, dobrze żonglujący wieloma wątkami i systematycznie budujący realia irlandzkiej dzielnicy. Świetnie ukazuje lokalny koloryt Southie, gdzie niesprawiedliwość ze strony rządu jest odczuwalna, ale zorganizowanie społeczności daje pewne nadzieje. Nieco słabiej z dialogami. Wulgaryzmy i cała pikanteria mieszczą się w granicach realizmu, ale sam przebieg rozmów miejscami bywa sztywny, niedopasowany do konkretnych postaci. Czy może raczej dopasowany do protagonistki, która swoją obecnością jakby kształtuje zachowania rozmówców. Co niestety zniekształca odmienne od niej postaci.

Na wstępie pisałem o mniejszościach występujących u Wuja Sama. Zagadnienie to jest szerokie i wykracza daleko poza problematykę tej powieści, ale zostało tu ukazane na tyle dobrze, że Ostatnia przysługa to nie tylko powiastka obyczajowa. Są Irlandczycy i Afroamerykanie. Dwie grupy najczęściej ledwo wiążące koniec z końcem, pogardzane przez władze, ale de facto posiadające wspólne cele. Do tego upokorzone busingiem, czyli pokrótce, przewożeniem czarnoskórych uczniów do szkół na terenie irlandzkich dzielnic i na odwrót. Polecam pogłębić wiedzę w tej kwestii, bo na przykładzie busingu widać jasno, jak amerykański sen stał się amerykańskim koszmarem.

Bohaterka i otaczające postacie, jak ich cała społeczność, są w pętli nienawiści. Sfrustrowani swoją sytuacją, zmęczeni pracą i brakiem lepszych perspektyw wyrzucają z siebie wszystkie negatywne uczucia w stronę innych. Najczęściej spoza ich kręgu. Przerażająco ksenofobiczna Dottie, wpływowy, ale i ograniczony Marty czy sama Mary Pat. Wszyscy oni są wciśnięci w słój swego plemienia. Reguła „dziel i rządź” ukazana została w praktyce, ze wszystkimi jej bolesnymi skutkami. Emocje w tej książce są silne, ale Lehane najlepiej ukazuje właśnie szerszy kontekst swej historii.

Ostatnia przysługa to lektura niełatwa. Sprawa Mary Pat jest jedną z tych, w których bohaterka mierzy się z nieskończoną potęgą. Jej walka jest z góry przegrana, a mimo to czytelnik wraz z nią łudzi się, że będzie lepiej. Obok emocjonującej i osobistej opowieści Dennis Lehane pokazuje niepokoje trawiące mniejszościowe środowiska lat 70. Epoki kryzysowej dla USA, w której Wietnam był jątrzącą się raną, a podziały społeczne były równie wielkie, co obecnie. Jednak niebywale pozytywne zaskoczenie utrzymało moją uwagę do końca i skłoniło do pewnych wniosków. To dzieło godne autora Wyspy tajemnic, choć zupełnie inne.

PS: Ciekawostka historyczna. Pojawiający się w książce temat busingu jest mocno związany z obecnym prezydentem i wiceprezydentką USA. Jak? Otóż Kamala Harris odczuła ten system na własnej skórze jako uczennica, a ówczesny senator Joe Biden mocno go wspierał. Swego czasu Harris nawet krytykowała dziadzię Joego za tamte działania, ale czasem trzeba pójść na kompromisy, prawda? Zwłaszcza, jeśli uderzenie serca dzieli kogoś od najwyższego urzędu w państwie.


Tytuł oryginalny: Small Mercies
Autor: Dennis Lehane
Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński
Wydawca: Rebis 2024
Stron : 336
Ocena: 80/100

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.