Tematyką rosyjskiej rzeczywistości interesowałem się na długo przed niniejszą książką Michała Gołkowskiego, regularnie śledząc choćby działalność Arlety Bojke, Michała Strzyżewskiego i kilku rosyjskich antysystemowców. I zawsze towarzyszył mi wtedy niepokój. Nie tylko dlatego, że ten kolos na gównianych nogach ma w zasobach atomówki. Wyobraźcie sobie, że z odległej planety przybywają kosmici. Poznajemy ich obyczaje i szybko stwierdzamy, że w sumie niewiele nas różni. A potem zerkamy na Rosję, zdając sobie sprawę, że obca planeta cały czas była na Ziemi.
Co znajdziecie w książce Gołkowskiego? Autor znakomitych Stalowych szczurów opisuje w niej zbiór zjawisk występujących za wschodnią granicą. Bez politykowania i nienawiści wobec szarych Rosjan, próbując nawet zrozumieć ich postawy i wybory. Bez emocjonalnej stronniczości, choć o to niełatwo, widząc ostatnie lata działalności kraju Putina. Russkij Mir to opowieść o systemie i ludziach, których ukształtował. O władzy, której mentalność nie zmieniła się wiele od wieków i o tym, dlaczego to wszystko jeszcze się nie rozsypało.
Skoro Rosja, to i wojna w Ukrainie. I reszta wojen, w których walczył dzielny sołdat napędzany gorzałką i barbarzyńskim poczuciem bezkarności. Ktoś powie, że takie USA też atakuje, kogo chce. Ale pojawienie się US Army to zupełnie inna sprawa niż najazd Rosjan, przypominający te sprzed wieków, gdzie ludobójstwo było nieodłączną oznaką zwycięstwa. A nawet jeśli jakimś cudem dzielni sołdaci powstrzymywali się od masowych mordów, to popełniali inne zbrodnie. War, war never changes... W przypadku Rosji to hasło brutalnie dosłowne, aktualne od wczesnych rządów Rurykowiczów. Gołkowski przedstawia rosyjską psychologię wojny i jej prowadzenia. Sam zresztą rozmawiał z rosyjskimi jeńcami w Ukrainie i wnioski z tego wynikające są ciekawe z punktu widzenia socjologii i psychopatologii.
Fabryka Słów w ostatnich latach wydała kilka niezłych nie-fantastycznych książek i dzieło Gołkowskiego to właśnie jedna z nich. Choć chciałoby się, aby Rosja taka, jaka jest, była krainą nierealną jak Mordor, a Putin należał do fikcyjnego panteonu zamordystów pokroju Palpatine'a. Niestety codzienne wieści z ukraińskiego frontu i nie tylko przypominają nam, że na wschodzie bez zmian i niedźwiedź moskiewski warczy coraz głośniej. Russkij Mir to pakiet niezbędnych informacji na temat kraju carów, ale i pewne ostrzeżenie. Zwłaszcza dla tych, którzy ulegają małpiej nienawiści do Ukrainy, ośmielającej się stać na drodze ambicji pewnego szalonego prezydenta.
Russkij Mir nie jest rusofobicznym traktatem. Nie oczernia Rosjan, rosyjskich władz i całego porządku tego państwa. Gołkowski przedstawia po prostu fakty porażające dla człowieka Zachodu i to nie jako egzotyczną ciekawostkę, a wielopłaszczyznowe studium największego terytorialnie kraju na świecie. Miałem pewien okres w życiu, gdy zaczytywałem się dziełami Łukjanienki i słuchałem Kipelova. Wydawało mi się, że może istnieć jakaś słowiańska wspólnota między Polakami i Rosjanami. Urosłem i zrozumiałem, że jedyne, co może nas łączyć, to trauma. Z której my powoli się leczymy, a Rosjanie niestety nie mają na to szans. Russkij Mir momentami w przerażający sposób pokazuje na czym ona polega i czym się objawia. Michał Gołkowski pokazał z kolei, że nie tylko beletrystyka jest jego mocną stroną.

Autor: Michał Gołkowski
Wydawca: Fabryka Słów 2025
Stron : 752
Ocena: 90/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.