Ansby to miejscowość w rejonie Lincolnshire. Włada nią waleczny sir Roger de Tourneville, posiłkujący się wiedzą i pobożnością brata Parvusa. Oprócz nich siłą Ansby są waleczni rycerze i sprytne chłopstwo. Gdy statek Wersegorczyków ląduje na Ziemi, kosmici nie spodziewają się, że przywitani zostaną gradem strzał. I że wypuszczające je prymitywy w blaszanych zbrojach wybiją większość załogi i przejmą okręt. A to dopiero początek szalonej przygody poddanych Edwarda III.
Humor w fantastyce to rzecz wspaniała i pośród naukowego zadęcia czy prób prześcigania się w skali opowieści. Anderson daje nam scenariusz, który mógłby wyjść spod ręki dżentelmenów z grupy Monty Pythona i choć może absurd opowieści nie jest tak wyrazisty, to przewodnia koncepcja nosi w sobie ślady humoru Gilliama i Jonesa. Pojawiają się też ślady zderzenia cywilizacji, przywołujące serię filmów Goście, goście, ale znów w bardziej racjonalnym, ale też bitewnym tonie. Jakim cudem średniowieczna kompania zbrojnych radzi sobie z siłami międzygalaktycznego imperium? Opatrzność boża, a może tylko zbieg sprzyjających okoliczności...?
Poul Anderson gra stereotypami gatunkowymi, również tymi dotyczącymi wieków średnich. Jego rycerze to nie nadnaturalni herosi, a po prostu sprawni wojownicy, odpowiednio stosujący zapomniane przez kosmicznych najeźdźców taktyki. Do tego dochodzi zwykła bezczelność i pewność siebie, podbudowana niemal szaloną wiarą. Sir Roger to szczwany lis, który nie lęka się Wersegorczyków, a traktuje ich jak kolejną bandę do złojenia, obok Francuzów czy Saracenów. W efekcie mamy niewiarygodną, ale logiczną opowieść o starciu angielskiego rycerstwa z cywilizacją pozaziemską, w której ta druga musi ugiąć się z pokorą.
Historia w niesprawnych bądź zbyt łasych na pieniążki rękach rozrosłaby się pewnie w niekończącą się i dziwaczejącą z czasem sagę SF i może chwilami ta wizja byłaby kusząca, ale Anderson wie, kiedy się zatrzymać. Nie tylko pod względem skali swej historii, ale i jej charakteru. Sir Roger czy brat Parvus nie są przerysowani, jak niektóre postaci Pratchetta czy Hubert de Montmirail. Skoro już mowa o filmach, powieść została zekranizowana w 1994 i choć to cień oryginału, warto ją poznać.
Podniebna krucjata to jeden z tych lżejszych tytułów wydanych w ramach Wehikułu czasu. Obśmiewa schematy gatunku i bawi się historycznymi kliszami, ale robi to inteligentnie i bez parcia wyłącznie na humorek. Poul Anderson zasługuje tu na iście królewski ukłon za samą ideę. Autor zatrzymał się w punkcie, który przekroczyli twórcy komedii poruszających się w podobnych tonach. Absurd jest tu logiczny, pozostawiając sporo miejsca na średniowiecznie idealizowany heroizm i wątek zderzenia cywilizacji. Jeśli chcecie przeczytać jakieś nieszablonowe SF, ale bez wchodzenia w silnie naukowe tematy, Podniebna krucjata to lektura dla Was.

Tytuł oryginalny: The High Crusade
Autor: Poul Anderson
Tłumaczenie: Jarosław Kotarski
Wydawca: Rebis 2026
Stron : 192
Ocena: 85/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.