Zbliżają się walentynki. Część z was będzie kąpała się w miłości, czekoladzie, plastiku i kwiatach. Inni sięgną po maratony antywaletynkowych filmów czy seanse w domowym zaciszu. Bo przecież nie samą słodyczą żyje człowiek. Stąd ciekawa propozycja – książka Łukasza Karasia Video nasties: zakazane filmy.
Cofnijmy się na początku w czasie. W latach 80. w Wielkiej Brytanii wierzono, że brutalne horrory na kasetach VHS mogą zrujnować umysły całego pokolenia. Filmy trafiały na czarne listy, były konfiskowane przez policję i stawały się obiektem medialnej nagonki. Dziś, w przeciwieństwie do tamtego okresu, wiele z tych produkcji uznaje się za kultowe klasyki kina grozy.
Autor zabiera czytelnika w podróż do czasów paniki moralnej, kiedy horror przestał być tylko rozrywką, a stał się społecznym zagrożeniem. Karaś nie ogranicza się jednak do suchego opisu faktów. Omawia kilkadziesiąt tytułów uznanych za szczególnie niebezpieczne, przedstawiając ich fabuły, kulisy powstawania oraz to, jak były odbierane przez cenzorów i widzów. Całość tworzy coś w rodzaju przewodnika po najbardziej kontrowersyjnych produkcjach w historii kina gatunkowego. Wśród tytułów znalazło się Opętanie Andrzeja Żuławskiego czy Martwe zło Sama Raimiego.
Największą siłą książki jest jej styl. Karaś pisze z pasją fana horroru, ale jednocześnie potrafi zachować dystans i krytyczne spojrzenie. Dzięki temu lektura jest dynamiczna i wciągająca. Nie przypomina encyklopedycznego zestawienia faktów. Autor sprawnie łączy kontekst historyczny z anegdotami i ciekawostkami. Pokazuje absurd niektórych decyzji cenzorskich, a jednocześnie wyjaśnia, skąd brał się społeczny lęk przed brutalnymi obrazami.

fot. materiały promocyjne Video nasties
Na plus działa także przystępność książki. Nawet osoby, które nie widziały większości opisywanych filmów, bez problemu odnajdą się w narracji. Karaś jasno tłumaczy, dlaczego konkretne produkcje wzbudzały kontrowersje i jak wpisywały się w realia epoki VHS. To nie tylko opowieść o horrorach, ale też o mechanizmach strachu, mediów i politycznej presji.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Momentami natłok tytułów i szczegółowych opisów może przytłoczyć czytelnika mniej zainteresowanego kinem eksploatacji. Osoby oczekujące głębokiej, akademickiej analizy kulturowej mogą poczuć niedosyt — autor stawia raczej na popularyzatorskie podejście niż naukowy wywód. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych pewne ograniczenie.
Video nasties: zakazane filmy najlepiej sprawdzi się jako lektura dla fanów horroru, miłośników popkultury lat 80. oraz wszystkich zainteresowanych tematem cenzury i społecznych lęków. To także dobra propozycja dla czytelników, którzy chcą zrozumieć, jak łatwo fikcja może stać się kozłem ofiarnym dla realnych problemów.
W ostatecznym rozrachunku książka Karasia to fascynujący zapis epoki, w której kasety VHS budziły większy strach niż prawdziwa przemoc. Autor udowadnia, że „zakazane filmy” mówią często więcej o społeczeństwie, które je potępia, niż o samej brutalności na ekranie. To lektura wciągająca, pouczająca i momentami zaskakująco aktualna — bo mechanizmy moralnej paniki wcale nie zniknęły wraz z magnetowidami. Dalej czają się w zakamarkach i czekają na właściwy moment do ataku.
Studentka dziennikarstwa, miłośniczka szeroko pojętej popkultury. Fanka filmów Marvela, krwawych horrorów i Szekspira. Od niedawna zapalona widzka dokumentów. Członkini Zespołu Edukatorów Filmowych. W wolnej chwili czyta książki, robi zdjęcia i chodzi na koncerty.