Outlander – recenzja 3. sezonu!

Outlander to serial, który zawsze każe na siebie długo czekać. Po pojawieniu się nowych odcinków te kilka tygodni mija w ogromnym tempie. Jest to serial magiczny, który ogląda się z wypiekami na twarzy. Nie inaczej było w przypadku trzeciego sezonu, w którym zabrano nas w dalekie i egzotyczne krainy.

Dla przypomnienia, drugi sezon kończy się, kiedy Jamie (Sam Heughan) przygotowuje się do bitwy pod Culloden. Wtedy też dochodzi do ponownego przejścia Claire (Caitriona Balfe) przez magiczne kamienie. Trzeci sezon serialu oparty jest na książce Podróżniczka, która rozpoczyna się, kiedy Claire przenosi się do 1948 roku. W pierwszej połowie skupia się przede wszystkim na tym, jak kobieta radzi sobie z otaczającą ją rzeczywistością, byciem w ciąży i życiem z pierwszym mężem, Frankiem (Tobias Menzies). W tym samym czasie, w XVIII wieku, Jamie mierzy się ze skutkami bitwy pod Culloden i stratą Claire. Fani książek Diany Gabaldon wiedzą, że w końcu dojdzie do ponownego spotkania państwa Frasier, ale co bardziej interesujące, mogliśmy zobaczyć jak wygląda ich życie, kiedy nie są razem. Co więcej, myślą, że się więcej nie zobaczą.

Można powiedzieć, że Claire w XX wieku radzi sobie zdecydowanie lepiej niż Jamie. Początki oczywiście były trudne, ale kobieta w końcu wychodzi na prostą. Postanawia zostać lekarzem i ku zaskoczeniu swoich kolegów jest jedyną kobietą na zajęciach. Próbuje ułożyć sobie życie z Frankiem, przede wszystkim dla dobra córki, ale niestety starania te nie przynoszą efektu. Jamie dochodzi do siebie zdecydowanie dłużej. Musi się ukrywać przed angielskimi żołnierzami, ale w końcu trafia pod skrzydła starego znajomego, który daje mu szansę na rozpoczęcie wszystkiego od zera.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 3. sezon serialu Outlander

Do tej pory Outlander skupiał się przede wszystkim na Szkocji, bitwie pod Culloden, zwyczajach Szkotów i ich tradycjach oraz przeszłości. Teraz wybiegamy sporo poza ten obszar. Po pierwsze Ameryka i tamtejsze społeczeństwo. Niezależna Claire, która uciera nosa mężczyznom w epoce, kiedy kobiety nie miały jeszcze tak silnych przedstawicielek, jak teraz. Ma silne poglądy, których nie boi się wyrażać, co momentami nie podoba się Frankowi i jego kolegom z pracy. Jeżeli porównać oba wątki, Claire i Jamiego, to ten z Claire wypada zdecydowanie lepiej. Może nie ze względu na ilość stawianych przed nią wyzwań, bo Jamie wcale nie miał lekko. Ale był po prostu bardziej interesujący.

Trzeba też poświęcić czas na Briannę (Sophie Skelton). Mimo, że dziewczyna dorastała pod okiem Franka, nie może wyprzeć się porywczości biologicznego ojca. Nie odziedziczyła po nim jedynie koloru swoich włosów. Bri jest idealną mieszanką Claire i Jamiego. Jest inteligentna, piękna, uparta, wrażliwa i właśnie porywcza. Nie podporządkowuje się woli nikogo i zawsze stawia na swoim. Może to właśnie z jej powodu pierwsza połowa sezonu wypadała ciekawiej po stronie Claire. Szkoda, że zabrakło jej w kolejnych odcinkach.

No właśnie, Outlander jednak najlepiej wypada kiedy Jamie i Claire są razem. Sezon ten oparty jest na tomie Podróżniczka, więc założyć trzeba, że ktoś podróżować będzie. Po pierwsze główna bohaterka, która wróci do XVIII wieku, a po drugie już razem, kiedy wyruszą na drugi koniec świata w poszukiwaniu siostrzeńca Jamiego. Fantastyczne jest to, że Outlander otwiera się na nowy świat, kulturę, religię i zwyczaje. Do tej pory oglądaliśmy szarą, ale piękną Szkocję. Teraz chyba nikt nie będzie narzekał na egzotykę w pełnym wymiarze, soczyste kolory i piękny ocean. Aż do teraz cel Outlandera był jasny – bitwa pod Culloden. Teraz tak naprawdę nie wiemy, co stoi przed Claire i Jamiem.

Zobacz również: Belfer – recenzja 2. sezonu hitu Canal+

Trzeci sezon zatacza swego rodzaju koło pierwszym i ostatnim odcinkiem. Premierę rozpoczyna Jamie swoim monologiem, kiedy leży na polu bitwy i jest przekonany o tym, że zginął. W finale natomiast ten sam motyw wykorzystano z Claire. Outlander potrafi zaskoczyć widza, potrafi go zachwycić i sprawić, że fani czekają na kolejne odcinki z zapartym tchem. Każdy kolejny sezon udowadnia, że jest to serial naprawdę dobry, a kreacje aktorskie zasługują na najwyższe pochwały. Trochę szkoda, że niektórych bohaterów już nie zobaczymy.

ilustracja wprowadzenia: Starz

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?