Recenzja dwóch odcinków specjalnych brytyjskiego serialu Luther vel 4 sezon

Reinkarnacja

Po dwóch latach absencji serial o nieszablonowym brytyjskim detektywie powrócił w formie dwóch odcinków specjalnych. Tak krótki „czwarty sezon” wydaje się być pochodną dwóch pomysłów na serię: pełnometrażowego filmu oraz kontynuacji w formie odcinkowej. Niezdecydowanie odbiło się czkawką na ogólnej jakości, natomiast mimo że czwarta odsłona przygód Luthera jest najsłabszą z dotychczasowych, to i tak zachowuje poziom nieosiągalny dla wielu seriali.

W finałowych scenach trzeciego sezonu, pamiętamy jak Luther wyrzucając swój płaszcz do Tamizy symbolicznie porzuca pracę detektywa. W pierwszym odcinku spotykamy go więc w nowej odsłonie. Mieszka samotnie w chatce na nadmorskim urwisku i oficjalnie będąc na urlopie żyje z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Nieróbstwo trwa jednak krótko, bo przerywa go policyjna para, która informuje go o szokującym wydarzeniu, przez które Luther postanawia wrócić do Londynu, gdzie zmienia zieloną kurtkę na słynny tweedowy płaszcz i stara się dociec prawdy. W tym samym czasie w brytyjskiej stolicy grasuje nowy seryjny morderca, który ma skłonności do kanibalistycznych rytuałów. Barczysty detektyw nie byłby sobą, gdyby i tą sprawą się nie zajął.

W centrum fabuły stoi oczywiście Luther. Zgodnie z tradycją i w nowych odcinkach nie ma lekko, gdyż  musi prowadzić kilka śledztw jednocześnie, a sprawy prywatne i zawodowe nachodzą na siebie. Nie zmienia się również metodologia londyńskiego detektywa, gdyż wszelkie procedury i własne bezpieczeństwo ma w głębokim poważaniu. Cel uświęca środki, a jest nim rozwiązanie sprawy i powstrzymanie przestępców. Stała jest również warstwa wizualna, w której przeważają depresyjne kolory, a Londyn ukazywany jest z tej mniej reprezentatywnej strony. Nowe dwa odcinki przynoszą za to wzrost intensywności. Oczywiście nie pojmowanej w kategorii pościgów, wybuchów i pojedynków. Wszelkie atrakcje w serialu były i dalej są wyłącznie miłym dodatkiem. W Lutherze wciąż chodzi o systematyczną pracę i mało efektowne rozwiązywanie śledztwa oraz interakcje detektywa z otoczeniem i prawem. Po prostu twórcy zbyt bardzo wzięli sobie do serca zasadę kontynuacji, którą streścić można dwoma słowami – „bardziej i więcej”. Zgodnie z powyższym kłopoty występują w zwiększonej dawce. Luther prowadzi jedno śledztwo oficjalne, dwa nieoficjalne, a na dodatek mafia wyznaczyła cenę za jego głowę. Wszystko to dostarcza ciągłego i odpowiedniego napięcia. Niestety przydługi wstęp zajmujący praktycznie cały pierwszy odcinek zrzucił cały ten galimatias na drugi epizod. A wątki te ściśnięte na tak krótkim odcinku czasowym  nie otrzymują odpowiedniej mocy, aby odpowiednio wybrzmieć i aby widz mógł traktować je jako poważne zagrożenie dla głównego bohatera, co było motorem napędowym poprzednich sezonów i stanowiło o ich sukcesie. Zauważać to wydają się również twórcy, którzy kosztem postaci starają się wyłącznie jak najsprawniej opowiedzieć nam historię, na którą przeznaczali zazwyczaj większą ilości odcinków.

Dalej bolączką serii jest brak porządnych złoczyńców. Na papierze są wymagającymi rywalami i w czwartej serii nie jest inaczej, lecz służą oni bardziej jako psychologiczny skrypt, podstawka pod prezentację błyskotliwego intelektu Luthera, pobieżne przedstawienie większego problemu (tym razem bezpieczeństwa w sieci) i możliwość wykorzystania stylistyki horroru. Twórcy dają szansę występowania w tych rolach mniej znanym aktorom, co powoduje, że kreacje aktorskie są groteskowo przerysowane. Nie wiem również czy tak wyglądają statystyki brytyjskiej policji, na które często bohaterowie się powołują, czy to polityczna poprawność, ale w serialu psychopatami wszelkiej maści są wyłącznie rdzenni przedstawiciele Wysp Brytyjskich.

Idris Elba rolą Johna Luthera zaskarbił sobie przychylność widzów i krytyków. W tej roli raczej nikt nie wyobraża sobie kogoś innego, a w nowych odcinkach aktor potwierdza, że potrafi utrzymać serię na swoich barkach i nie zamierza odcinać kuponów od sławy. Spośród nowych postaci twórcy wprowadzają dwie ważne postaci kobiece. Są nimi policjantka Emma (Rose Leslie z Gry o Tron) i tajemnicza Megan (Laura Haddock z Demonów da Vinci). Część bohaterów zginęła, inni nie powrócą, więc obie wydają się być szykowane jako ich zastępstwa. Natomiast czy zapełnią po nich lukę? Jeszcze za wcześnie, by odpowiedzieć z pełnym przekonaniem, bo ten serial ma to do siebie, że wśród postaci kobiecych występuje dosyć spora rotacja.

Zatem dwa odcinki specjalne Luthera posłużyły jako łącznik między starym a nowym. Śladem grudniowego kinowego odpowiednika w postaci Przebudzenia Mocy dokonano reorganizacji historii, ustawiono fabułę na nowe-stare tory i zbudowano podwaliny pod kontynuację przygody. A Luther zasługuje na ciąg dalszy, bo to jeden z najlepszych seriali kryminalnych. Potrzebne są jednak nowe pomysły, a nie powielanie starych.

Redaktor

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: k.stawinski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?