the old guard background Advertisement

Harley Quinn – recenzja 1. sezonu serialu dla dorosłych od DC Universe, który zawstydza Ptaki Nocy

W kinach mogą sobie rządzić i dzielić filmy z MCU (przynajmniej na razie). Ale pod względem animacji rzadko kiedy w swojej historii przenoszone na duży lub mały ekran Warner Bros. nie ma sobie równych. Ostatnio jednak nie było za dużo tytułów, które mogłyby konkurować z chociażby znakomitym Justice League z 2001 roku. No to teraz fani mają małe święto, bo oprócz filmowej animowanej adaptacji Czerwonego Syna pojawia się ten właśnie serial.

Harley Quinn ma dość zbliżony punkt wyjścia do filmowych Ptaków Nocy: uwolnienie się spod psychologicznego wpływu Jokera i osiągnięcie niezależności. Ale na tym co bardziej uderzające podobieństwa się kończą. W filmie z Margot Robbie rozstanie polegało na tym, że klaun po prostu porzucił Quinn off screen (trochę z konieczności, w końcu po tych wszystkich aferach Jared Leto nigdy nie powróciłby na plan, ponownie grając mały epizodzik). Animacja ma nieco większy sens, ustawiając Jokera w naturalnej dla niego pozycji toksycznego chłopaka, który wykorzystuje daną osobę, nie dając nic w zamian i zostawiając, kiedy tylko mu pasuje. Gdy po kolejnej nieudanej akcji Batman zamyka Harley w Arkham, a jej Puddin’ nie przychodzi, wyrwać pomaga jej się nieoczekiwanie Poison Ivy. Teraz, już na wolności, nasza bohaterka musi jeszcze wyswobodzić się z wpływu swojego byłego.

Harley Quinn

Fot. Materiały prasowe

Uniwersum wykreowane w Harley Quinn jest doprawdy urocze. Niby mamy tu Justice League, a złoczyńcy zostają wtrącani do więzienia. Ci ostatni posiadają jednak status swojego rodzaju celebrytów, o których romansach i występkach rozmawia się najczęściej w mediach, a nawet zaprasza na talk-show. Tego typu sytuacja generuje różne zabawne paradoksy, sprawiające, że chwilami serialowi bliżej jest do konwencji rodem z South Park czy BoJacka Horsemana niż innych animacji ze stajni DC Comics. Humor jest niegrzeczny, nierzadko wulgarny, krew leje się gęsto i nie brakuje poruszania nieco trudniejszych tematów. Zdecydowanie nie jest to pozycja przeznaczona dla młodszych widzów.

Dawno w świecie komiksów nie mieliśmy tak autentycznego podejścia do patologicznej relacji. Harley – jak na podręcznikową ofiarę syndromu sztokholmskiego przystało – miota się ze swoim uzależnieniem od Jokera tak bardzo, że nawet po tym, jak staje przeciwko niemu, gorąco potrzebuje od niego aprobaty. Duet idealny tworzy z nią Poison Ivy. Wielki plus dla twórców, że odważnie odeszli od często zbytnio przesiąkniętej erotyzmem postaci, zastępując ten element sarkastyczną kumpelą Harley po przejściach, która stara się być normalną osobą (na tyle, na ile jest to w jej przypadku możliwe, rzecz jasna – to nadal śmiertelnie groźna osóbka potrafiąca poderżnąć komuś gardło… liściem).

Ukłony należą się zresztą każdej postaci. Psycho – mizoginistyczny członek ekipy Harley z parapsychicznymi zdolnościami – jest w jednym kadrze z wrażliwym King Sharkiem czy Bane’em (brawa za parodiowanie głosu Toma Hardy’ego z Dark Knight Rises). Mamy także wyjątkowo neurotycznego komisarza Gordona i Batmana, który… jest Batmanem (zapewniam, że dodanie go w takiej ilości na ekranie to strzał w dziesiątkę). Mógłbym jeszcze trochę powyliczać, ale jako wisienkę na torcie dodam jeszcze Alana Tudyka. Kaley Cuoco (Harley) i Lake Bell (Ivy) poradziły sobie wyjątkowo, ale ten facet jest po prostu niesamowity. Niezastąpiony Mr. Nobody z Doom Patrol dał kolejny popis, dubbingując kilka postaci, w tym Jokera (Mark Hamill ma prawo pokiwać głową z uznaniem), a nawet teatralnego Clayface’a (!).

Harley Quinn

kadr z serialu Harley Quinn

Zobacz również: Harley Quinn już niedługo powróci z 2. sezonem!

Harley Quinn to dość specyficzna rozrywka, która dla wielu może się okazać daniem zbyt ostrym. Nie zmienia to faktu, że trudno dziś o tak przemyślany projekt związany z postacią absolutnie mainstreamową w komiksach (bo taką się stała od pierwszego występu Margot Robbie we wcieleniu Quinzel). Tam, gdzie Ptaki Nocy nachalnie machają przed oczami toporną wersją girl power, animacja DC Universe porusza zbliżone tematy poprzez bezpretensjonalną i świetnie napisaną parodię. Dosłownie wszystko, co najważniejsze tam gra. Od realizacji podstawowych założeń fabularnych, poprzez postacie poboczne aż po szaloną, sprowadzaną do absurdu konwencję. I choć finał nie należy do najlepszych elementów tego show, wyjściowa pozycja dla 2. sezonu jest po prostu wyborna.

Ilustracja wprowadzenia: DC Universe

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?