Wanderlust – recenzja 1. sezonu

Wanderlust to miniseria krótka, ale przyjemna. Nie dzieją się tu rzeczy nadzwyczajne, które niektórych mogą znudzić. Ja jednak twierdzę, że w tej normalności tkwi unikatowość tej produkcji.

Generalnie Wanderlust opowiada o terapeutce, Joy (Toni Colette), która próbuje dojść do siebie po wypadku rowerowym. To, co dotyczy jej samej jakoś jej wychodzi. Gorzej sprawa wygląda z jej małżeństwem. Ona i jej mąż, Alan (Steven Mackintosh), oddalają się od siebie z powodu wypadku i późniejszej rekonwalescencji Joy. Nie ma pomiędzy nimi intymności, nie uprawiają seksu, a to rodzi frustrację i kolejne problemy. To z czasem prowadzi do zdrady obu stron i podjęcia zaskakującej decyzji, która ma na celu uratowanie małżeństwa głównych bohaterów.

Zobacz również: Szkoła dla elity – recenzja 1. sezonu!

fot. BBC

Na początku ich pomysł nawet wydaje się działać, ale dzieje się coś, co nawet można oczekiwać w takiej sytuacji – Alan zakochuje się w nowej kobiecie. Drugą sprawą jest brak akceptacji tego, co Joy i jej mąż robią ze strony lokalnej społeczności. Tego wybiegu scenarzystów nie potrafię zrozumieć. Przecież to, co każdy robi w zaciszu własnej lub cudzej sypialni to jego sprawa. Na szczęście ten wątek skończył się, zanim zdążył się rozkręcić.

Wanderlust jest trochę przewidywalny, a to wyłącznie za sprawą swojej obyczajowości. Jako serial, który opowiada o zwyczajnym życiu zwyczajnych ludzi staje się po części obrazem tego, co może lub przydarzyło się każdemu z nas. Może jest to troszeczkę przygnębiające, ale jak najbardziej prawdziwe. I to jest właśnie w Wanderlust szczególne. Nie opowiada o pięknym życiu na siłę, nie stara się nic koloryzować, ani zmieniać. Można odetchnąć z ulgą, że komuś jeszcze chce się robić seriale bez wampirów, zombie, seryjnych morderców, wiedźm lub lekarzach, a o zwykłych ludziach. Bo takie też są nam potrzebne.

wanderlust

fot. BBC

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 3. sezon Riverdale

Takie i ze znakomitą grą aktorską. Cała obsada zasługuje na ogrom pochwał za to, co pokazali na ekranie. Z Toni Colette na czele sprawili, że całość wypada bardzo autentycznie, jest niewymuszona, momentami smutna, a kiedy powinna radosna. Wybory bohaterów równie dobrze, mogłyby być naszymi wyborami i to właśnie jest tu najważniejsze.

ilustracja wprowadzenia: BBC

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

asaas napisał(a):

To tutaj gra nowa Yennefer?

Katarzyna Janicka napisał(a):

tak, ale jej rola jest stosunkowo mała.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?