Kino azjatyckie od lat mistrzowsko operuje motywem rodziny – jako miejscem, gdzie rodzą się największe traumy, ale i gdzie szukamy zrozumienia i wybaczenia. O ile jednak w innych dramatach z Pięciu Smaków oglądaliśmy często surowe kino milczenia, tak singapurski film Dobre dziecko (A Good Child) bierze na warsztat obowiązek wynikający z opieki nad rodzicami i... ubiera go w cekiny, perukę i wysokie obcasy. Reżyser Ong Kuo Sin serwuje nam słodko-gorzki koktajl, który choć momentami niebezpiecznie balansuje na granicy melodramatu, ostatecznie skutecznie uderza w odpowiednie tony.
Punkt wyjścia może wydawać się dość odrealniony, ale podszewka tej historii jest już mocno przytwierdzona do ziemi. Jia Hao (w tej roli fantastyczny Richie Koh) to drag queen, która po latach wraca do rodzinnego gniazda. Powód jest prozaiczny i bolesny: demencja matki (Hong Huifang). Kobieta, tracąca kontakt z rzeczywistością, nie rozpoznaje w dorosłym mężczyźnie swojego syna. Reaguje na niego agresją, lękiem, odrzuceniem. Przełom następuje w najmniej oczekiwanym momencie – gdy Jia Hao pojawia się w pełnym ubiorze scenicznym. W umyśle chorej kobiety drag queen staje się jej córką. Bohater podejmuje więc ryzykowną grę: zaczyna odgrywać rolę idealnego dziecka, którego matka zawsze pragnęła, byle tylko zapewnić jej spokój.

To, co w rękach mniej wprawnego twórcy mogłoby zmienić się w tanią komedię pomyłek w stylu Mrs. Doubtfire, tutaj staje się pretekstem do głębszej analizy tożsamości. Ong Kuo Sin zadaje pytanie: czy kłamstwo może być najwyższą formą miłości? Czy maska, którą zakładamy (dosłownie i w przenośni), paradoksalnie nie pozwala nam być bardziej „sobą” w relacji z najbliższymi? No i co takiego kryje się u podstaw tej bolesnej relacji matka-syn?
Sercem filmu jest bez wątpienia duet aktorski. Richie Koh wypada bezbłędnie. Jego postać Jia Hao nie jest karykaturą; to postać pełna skaz i uraz. Sceny, w których jako „córka” doświadcza czułości, której nigdy nie zaznał jako syn, są emocjonalnie dewastujące. Partneruje mu równie świetna Hong Huifang, która portretuje demencję bez znieczulenia. W jej oczach widzimy ten przerażający moment, gdy rzeczywistość staje się obca, a tak ważne wspomnienia bezpowrotnie zanikają. Szczególnie poruszyła mnie scena, gdy matka namiętnie robiła synowi zdjęcia, tylko po to, by go nigdy nie zapomnieć. Chemia między tą dwójką niesie cały film, sprawiając, że nawet najbardziej naciągane fabularnie momenty nabierają psychologicznej wiarygodności.

Film nie jest jednak pozbawiony wad. Twórcom zdarza się też zbyt mocno dociskać pedał melodramatyzmu. W trzecim akcie muzyka zbyt nachalnie dyktuje nam, co mamy czuć. To kino, które nie boi się sentymentalizmu – co dla jednych będzie zaletą (przygotujcie chusteczki), dla innych dowodem na brak subtelności. Ja jednak nigdy nie gardzę porządnym wyciskaczem łez, a tu nie poczułem się „zmuszany” do współczucia.
Ostatecznie Dobre dziecko to kino, które pomimo swoich gatunkowych klisz, broni się szczerością. To opowieść o tym, że czasem trzeba stać się kimś innym, by zostać w końcu zauważonym. Może nie jest to dzieło, które wywróci do góry nogami wasze postrzeganie kina queerowego, ale jako intymny portret relacji matka-syn sprawdza się znakomicie. A sam temat demencji może skutecznie przerazić.
Jeśli szukacie filmu, który łączy humor z autentycznym wzruszeniem i nie obraża inteligencji widza, warto dać szansę tej singapurskiej produkcji. To solidne kino z wielkim sercem.
Ten film [LINK] oraz wiele innych można obejrzeć do 30 listopada w odsłonie online 19. Festiwalu Filmów Azjatyckich Pięć Smaków.
Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe
Gra więcej, niż powinien. Od czasu do czasu obejrzy jakiś film, ale częściej sięgnie po serial w domowym zaciszu. Niepoprawny fanatyk wszystkiego, co pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni. | [email protected]