Zacznijmy od pozytywów, żeby nie brzmiało, że w 2025 wszyscy w branży FPS faworyzują jednych “na siłę”, jednocześnie podkładając kłody innym wydawcom. Trzeba przyznać - oprawa graficzna w Black Ops 7 to najmocniejszy element.Modele postaci dostały więcej detalu, a sama optymalizacja przy 300GB danych jest odczuwalna. Widać sporo dodatków, poprawek w lokacjach, broniach i animacjach. Ruchy płynne, celowanie znacznie bardziej wyczuwalne i intuicyjne. Istnieje szansa, że sobie to wmawiam, ale ja wyczuwam ulepszenie. W trybie Multi te zmiany również widać, szczególnie jeśli porównać to z poprzednią odsłoną. I w tych właśnie chwilach - kiedy widzisz te ulepszenia, te drobne szlify, te małe sukcesy, zaczyna rodzić się potencjał.

Piszę to z ciężkim sercem, bo nawet w becie wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę. Oficjalna premiera potrafi być czasem gorsza. Strzelanie w Black Ops 7, tak samo jak wersja Call of Duty free to play, zmieniły sposób strzelania na taki, który nie jest dla mnie do zaakceptowania. Nie ma tej masy, tej energii, , która powinna wychodzić z każdego naciśnięcia spustu. Zamiast tego mamy wrażenie, jakby pociski były “lasower” w stylu taniego sci-fi, który bardziej nadałby się do gry w laser tag w galerii handlowej niż w wojenne starcie. TTK potrafi wprowadzać w błąd, hitreg raz działa, a raz decyduje się iść chwilowo zrobić przerwę. Być może to była wina połączenia, gdyż to nie zdarza się często. Czasem aż spoglądasz na monitor, zastanawiając się, czy przypadkiem nie teleportowałeś się na serwer o trzykrotnie wyższym pingu. Imersja przy celowaniu jest poprawiona i czuć i mprovement. Broni słucha się trochę przyjemniej, a animacje przeładowania i odrzutu wyglądają naprawdę dobrze. Wszystko jednak traci znaczenie, kiedy sama istota strzelania sprawia wrażenie nienamacalnej. Przypomnę tylko, że to FPS.

W multi widać, że twórcy chcieli wrócić do korzeni. Proste mapy, szybka akcja, klasyczne tempo. Tyle tylko, że świat już nie jest jak w 2012 - gracze oczekują czegoś nowego, pomysłów, rotacji zawartości, a przede wszystkim różnorodności. Tymczasem Black Ops 7 serwuje nam zestaw trybów, który jest wyraźnie mniejszy niż u konkurencji. Nie chodzi tylko o liczbę - brakuje tu sporo. Brakuje eksperymentów, czegoś, co sprawiłoby, że chcesz wrócić wieczorem po pracy, żeby rozegrać jeszcze 2–3 mecze. No, chyba że zależy Ci na skórkach, kolorach i innych bzdurach. Spuścili sporo z tonu, ale dalej czuć, że trzymają się kurczowo tej koncepcji. Problemem jest również to, że gdy już wybierzesz tryb, który Cię interesuje, okazuje się, że liczba graczy nie zawsze pozwala na pełnię zabawy. Zdarzały się mecze, w których drużyny były tak połatane, że multi wyglądało bardziej jak prywatne lobby niż jak światowy FPS od giganta branży. Co gorsza - mam nieodparte wrażenie, że beta działała stabilniej. Lepiej. Pewniej. A pełna wersja to jakiś dziwny patchwork decyzji, które nie zawsze wyszły grze na dobre. Nie zdarzało się to jednak w każdym przypadku.

Dostępne mamy następujące tryby:

Największym ciosem w całe multiplayerowe doświadczenie Black Ops 7 jest to, czego w tej odsłonie zwyczajnie brakuje. I to nie są jakieś fanaberie graczy, tylko tryby, które dziś stanowią absolutny standard u konkurencji. Przede wszystkim boli nieobecność dużych bitew pokroju Ground War, w których można było poczuć prawdziwe pole walki – chaos, pojazdy, ogromne mapy i to uczucie, że faktycznie bierzesz udział w czymś większym niż klasyczne 6v6. Battlefield 6 wykorzystał to idealnie, a tutaj pusto. Brakuje również War Mode, świetnego patentu z wcześniejszych odsłon, który łączył narrację i multi w jedną dynamiczną ofensywę pełną etapowych celów. Wielkim zgrzytem jest także brak Ranked na premierę - w 2025 roku to absolutny obowiązek, bo bez trybu rankingowego trudno o jakąkolwiek długowieczność i rywalizację na poważnie. Nie ma też nawet Hardcore’ów, czyli bardziej taktycznych wariantów, gdzie każdy błąd kosztuje, a rozgrywka nabiera ciężaru. Gracze od lat traktują to jak integralną część Call of Duty, więc ich wycięcie na premierę brzmi jak żart, ale niestety nim nie jest. Wisienką na torcie jest brak bardziej rozbudowanego PvE, czegoś między Zombie a kooperacyjną mini-kampanią, oraz brak jakichkolwiek eksperymentalnych trybów, które mogłyby wprowadzić trochę świeżości. W efekcie multiplayer w Black Ops 7 sprawia wrażenie nie tyle niedokończonego, co celowo odchudzonego - i właśnie tego najbardziej tu brakuje.

Jednym z największych atutów poprzednich odsłon było to, że Black Ops miało klimat. Atmosferę tajnych operacji, manipulacji, niepokojącej narracji. Były momenty, które zapadały w pamięć, dialogi, których się nie zapominało, misje, które na stałe zapisały się w historii serii. A w Black Ops 7… Dostaliśmy coś, co nie tylko nie przypomina poprzedników, ale wręcz wygląda, jakby fabuła została napisana na szybko. Stanę jednak w obronie, gdyż rynek dostosował się do potrzeb, z jakiegoś powodu dla wszystkich liczy się bardziej tryb multi, chociaż seria Black Ops zasłynęła głównie z opowiadanych historii. Tutaj jedna misje są chaotyczne, tempo przerywane, brak tu spójności fabularnej, a postacie wracają nie po to, by rozwinąć swoje wątki, ale by zapewnić szybki strzał nostalgii. Tylko że nostalgia działa wtedy, kiedy jest uzasadniona. Sama treść niech zostanie dla Ciebie do oceny, ja uważam, że którykolwiek element mógł wpłynąć pozytywnie na tę premierę, a wszystko jest po prostu średnie, a samo Call of Duty ma już to samo do zaoferowania, nawet bezpłatnie.
Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe
Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...