Beata Tyszkiewicz, która w 1968 roku wcieliła się w postać Izabeli Łęckiej w ówczesnej adaptacji Lalki wypowiedziała się bardzo kontrowersyjnie na temat najnowszej adaptacji.
Lalka nie schodzi z ust internautów. Produkcja wywołuje spory szum, głównie za sprawą castingu Marcina Dorocińskiego jako Stanisława Wokulskiego, a także wielu głupot wokół, jedynie powierzchownie związanych z nową adaptacją. Niemniej jednak Beata Tyszkiewicz dolała oliwy do ognia swoją ostatnią wypowiedzią na temat nowej Lalki.
Beata Tyszkiewicz, niezapomniana odtwórczyni roli Izabeli Łęckiej w kultowej ekranizacji Lalki z 1968 roku, zabrała głos w sprawie nowej adaptacji powieści Bolesława Prusa. Jej komentarz okazał się daleki od entuzjazmu. Aktorka nie tylko nie wyraziła poparcia dla najnowszej produkcji, ale wręcz skrytykowała samą ideę ponownego przenoszenia tej historii na ekran. Tyszkiewicz otwarcie stwierdziła, że kolejna adaptacja Lalki jest całkowicie zbędna, sugerując, że wcześniejsze wersje – a zwłaszcza ta z jej udziałem – w pełni oddały ducha powieści i nie wymagają nowych interpretacji. Dla serwisu Pudelek powiedziała:
Ja nie kibicuję, bo nie znam na tyle młodych aktorów. Poza tym wersja Hasa była na tyle wierna, że nie wiem, czy jest potrzeba ekranizowania znowu Lalki.
Kupiec galanteryjny Stanisław Wokulski dzięki majątkowi zdobytemu na wojnie rosyjsko-tureckiej wkrada się w łaski warszawskiej arystokracji. Ale to nie próżność pcha go na salony, a obezwładniająca miłość do zubożałej arystokratki Izabeli Łęckiej. Od kiedy po raz pierwszy ujrzał ją w teatrze, wszystkie jego działania podporządkowane są jednemu celowi: zdobyciu serca ukochanej i pozyskaniu względów jej ojca.
Źródło: Pudelek.pl / ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe
Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80.