Coraz więcej wskazuje na to, że spełnią się życzenia części fanów Gwiezdnych Wojen i przyjdzie nam jeszcze zobaczyć w tym uniwersum postać Finna, granego przez Johna Boyegę.
Najnowsza trylogia Star Wars spotkała się z mieszanymi odczuciami miłośników franczyzy na całym świecie. Jednym z zarzutów wobec filmów była spłycona rola Finna, który wbrew oczekiwaniom wielu widzów, nie został Jedi. Być może coś jednak zmieni się w tym temacie. Wcielający się w bohatera John Boyega udzielił bowiem optymistycznej odpowiedzi na temat potencjalnego powrotu do roli.
Wygląda na to, że fani Star Wars nie widzieli jeszcze ostatniego występu John Boyega w roli Finna. Aktor osobiście potwierdził, że przeprowadził rozmowy na temat jego potencjalnego powrotu do serii. Boyega niedawno pojawił się na MEGACON w Orlando. Podczas panelu, aktor został zapytany o możliwość ponownego wcielenia się w Finna w uniwersum Star Wars. Gdy jeden z fanów krzyknął, by „zadzwonił do Dave’a [Filoniego]”, Boyega odpowiedział: „Właściwie to już to zrobiłem”.
Aktor nie zdradził szczegółów swoich rozmów z Dave Filoni, co nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę poziom tajemnicy, jakiego wymagają Disney i Lucasfilm. Warto zauważyć, że Filoni pełni obecnie funkcję prezesa i dyrektora kreatywnego Lucasfilm, co czyni go właściwą osobą do rozmów o powrocie Boyegi do franczyzy. Sam fakt, że aktor potwierdził takie rozmowy, znacząco zwiększa szanse na powrót Finna, choć nadal nie wiadomo, czy i kiedy faktycznie do niego dojdzie.
Choć trylogia sequeli Star Wars nie była wolna od krytyki, wielu fanów od dawna domaga się powrotu Boyegi do tej roli. Chociaż postać miała duże znaczenie w Przebudzeniu mocy została w dużej mierze zepchnięta na dalszy plan w Ostatnim Jedi i Skywalker. Odrodzenie. Wciąż pozostaje wiele do odkrycia w historii Finna, a ten potencjał nie został jeszcze w pełni wykorzystany pod kierownictwem Filoniego.
Sam Boyega przyznał również, że był niezadowolony z kierunku rozwoju swojej postaci po debiucie w Przebudzeniu mocy o czym opowiedział w rozmowiwe z British GQ w 2020 roku.
To, co powiedziałbym Disneyowi, to: nie wprowadzajcie czarnoskórej postaci, nie promujcie jej jako znacznie ważniejszej dla franczyzy, niż jest w rzeczywistości, a potem nie spychajcie jej na bok. To nie jest dobre. Powiem to wprost. Wiedzieliście, co zrobić z Daisy Ridley, wiedzieliście, co zrobić z Adam Driver. Ale jeśli chodzi o Kelly Marie Tran i Johna Boyegę, to nie mieliście żadnego pomysłu.
Źródło: CBR / ilustracja wprowadzająca: materialy prasowe
Miłośnik filmów, kultury japońskiej, Marvela i wszelkiej maści science-fiction. Autor bloga Z innego świata.