Pierwsze materiały z Evil Dead Burn wywołały szok na CinemaCon. Twórcy nie tylko wracają do korzeni serii - oni je brutalnie rozrywają na kawałki. To może być jedna z lepszych produkcji z tego uniwersum!
W Las Vegas, gdzie podczas CinemaCon co roku prezentuje się największe filmowe hity, tym razem uwagę skradł jeden tytuł. Evil Dead Burn, czyli kolejna odsłona kultowego uniwersum grozy, zadebiutował fragmentami, które - sądząc po reakcjach - na długo zostaną w pamięci widzów. To nie jest zwykły powrót do znanej marki. To bezkompromisowa deklaracja: horror znów ma boleć.
Materiał zaprezentowany na CinemaCon znacząco różnił się od tego, który trafił później do kin, jednak przekaz pozostał ten sam: to będzie film bez litości. Sceny przemocy zaskakują pomysłowością i bezczelnością - przedmioty codziennego użytku zamieniają się w narzędzia tortur, a ludzkie ciało staje się polem eksperymentów dla opętanych istot. Choć kinowy zwiastun jest nieco bardziej stonowany, nadal buduje atmosferę nieustannego zagrożenia. Historia skupia się na rodzinie uwięzionej w domu, która staje się celem dla sił nie z tego świata. Kolejne sceny ukazują chaos, desperację i brutalne ataki, w których ofiary traktowane są jak bezwładne lalki.
Fabuła skupia się na kobiecie, która po stracie męża szuka schronienia u rodziny swojego partnera. To, co miało być chwilą wytchnienia, szybko przeradza się w piekło. Kolejni członkowie rodziny zostają opętani, a dom zamienia się w zamkniętą pułapkę. Motyw rodziny - obecny w wielu horrorach - tutaj zostaje wykrzywiony do granic możliwości. Bliscy stają się największym zagrożeniem, a emocjonalne więzi tylko potęgują grozę sytuacji. To już nie walka o przetrwanie, ale konfrontacja z czymś znacznie bardziej osobistym.
Źródło: dreadcentral.com / ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe
Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80.