Paleta bohaterów, których stworzył Cronin, jest tak bogata, że aż mieni się w oczach, ale najwyraźniej autor nie potrafi nad nią zapanować. W pewnym momencie orientujemy się, że niemal każda z postaci jest taka sama: ich emocje są wyrażane podobnie, reakcje są zbliżone, sposób myślenia również, ostatecznie mylą nam się i nie zwracamy uwagi na ich akcje czy nawet tragedie. Całość prezentuje się przez to dość płasko. Nie pomaga też niezbyt rozbudowany świat przedstawiony - owszem, Cronin zaczął go opisywać sprawnie, ale chyba szybko się zbudził. Dostajemy zaledwie naparstek informacji o funkcjonowaniu życia po apokalipsie, przez co w wielu wydarzeniach po prostu nie widać sensu i mamy ochotę kartkować zamiast czytać.
Szkoda. Przejście wyraźnie inspirowane jest bardzo dobrymi książkami - jak Bastion Kinga czy nawet Pacjent Zero Maberry’ego - i podparte niezłym pomysłem, jednak Croninowi zabrakło talentu, żeby zbudować na tym naprawdę wciągającą powieść. Jego dzieło jest za długie - można by je spokojnie skrócić o ⅓ - i usiłuje być na siłę głębokie, co skutkuje raczej spłaszczeniem całości. Mimo to, dzięki zgrabnie prowadzonej narracji i podrzucanym tu i tam kąskom wiedzy o świecie “po zagładzie”, czytelnik nadal ma ochotę sięgnąć po kolejny tom i sprawdzić, co tam się, do kroćset, wydarzyło. Można więc zakwalifikować książkę Cronina do kategorii “obiecujących średniaków” - może następna część będzie lepsza?
Autor: Justin Cronin
Tytuł oryginalny: The Passage
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Stron: 832
Ocena: 55/100
Interesuję się literaturą, z dużym naciskiem na fantastykę. Robiłam konwenty, dłubię na portalach. I dużo piszę o dinozaurach. Możecie mnie poczytać w różnych miejscach, ostatnio na blogu MatkaPrzełożona.wordpress.com