Advertisement
banner

Artykuł: Dlaczego lubimy sięgać po horrory?

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego człowiek z własnej, nieprzymuszonej woli sięga po horrory? Nie ma chyba miesiąca, żeby na ekrany kin nie wszedł nowy, lepszy lub gorszy film grozy, a na księgarskich półkach nie pojawiła się powieść mająca wrzucić nam ciarki na plecy, albo wznowienie jakiegoś klasyka Grahama Mastertona czy Stephena Kinga. Mało, że płacimy grube pieniądze żeby horror obejrzeć lub przeczytać, to jeszcze z uśmiechem na ustach rozpowiadamy potem na prawo i lewo, że nam się podobało, że było nam dobrze, bo w gruncie rzeczy lubimy się bać.

horror001

Spróbujcie powiedzieć ofiarom degeneratów pokroju Josepha Fritzla, że dobrowolne sięgnięcie po „Sadystę”, „Blady strach”, „Frontieres” czy nawet obie wersje „Funny Games” to dobry pomysł. Przecież to rozrywka w najczystszej postaci, prawda? Ale ktoś, kto stanął oko w oko z realnym zagrożeniem, nie będzie czuł potrzeby aby stymulować się strachem wylewającym się z kart książek. Czy to oznacza, że na horrory do kina chadzają tylko ludzie z niedoborem emocji w życiu codziennym?

Wywodzę się ze środowiska, gdzie książek czyta się równie dużo, co ogląda filmów. I jakoś tak się składa, że większość osób sięga właśnie po horrory. Zanim oskarżycie mnie o posiadanie w szeregach znajomych bandy psycholi i zwyrodnialców, muszę zapewnić Was, że zazwyczaj są to ludzie niezwykle spokojni, cisi, sympatyczni, pomocni i inteligentni. Oni nie mają w głowie widoku ciał przebitych ostrzami, chcą po prostu przeżyć chwilę adrenalinowego uniesienia. Zgodnie z zasadą chińskiego znaku równowagi, każdy człowiek składa się w połowie z emocji pozytywnych i w połowie negatywnych i mrocznych. Jeśli prowadzimy raczej spokojne życie, niedobór tych drugich musimy sobie jakoś uzupełnić, Może właśnie dlatego faszerujemy się literaturą i kinem grozy? Pierwsza powieść gotycka, która wedle ogólnie przyjętego przekonania zapoczątkowała nurt, który miał się następnie przekształcić w horror, powstała w 1764 roku. „Zamczysko w Otranto” Horace’a Walpole’a charakteryzowało się dusznym, klaustrofobicznym klimatem, zagęszczoną atmosferą grozy i atrybutami pokroju ciemnej nocy, błyskawic i deszczu. Ponad 250 lat temu owa książka przerażała. Jeśli rzeczywiście powieść grozy pełni funkcję oczyszczającego „katharsis”, a czytelnik zaspokaja lekturą swoje mordercze ego, to co było przed rokiem 1764? Czy wszyscy byli wtedy mordercami, bo nikt nie zaspokajał swoich żądz poprzez rozrywkę?

horror

Wydaje mi się, że to nie my sami jesteśmy winni naszej fascynacji horrorem. Po grozę sięgają coraz młodsi widzowie i czytelnicy. Nie wierzycie? Idźcie w piątek do kina na pierwszy lepszy slasher z USA i omiećcie wzrokiem salę. Większość widzów to grupki w wieku 14-16 lat, z obowiązkowym karmelowym popcornem i nachosami, którym imprezowy cug akurat się znudził i ktoś rzucił „hej, chodźmy się pośmiać w kinie”. Mimo wszystko wybierają horror, a nie film przygodowy czy sensacyjny. Dlaczego tak jest? Moim zdaniem powód jest dość prosty: od dziecka wpaja się nam, że horrory to krwawe zło, które może jedynie wypaczyć psychikę i w efekcie zrobić nas Kemperem, Jasonem czy innym Kubą Rozpruwaczem. Najbardziej kręci przecież zakazany owoc, więc pierwsze filmy grozy oglądamy z przyciszoną fonią, co by matka nie wpadła do pokoju i nie rozpoczęła kazania, a książki czytamy pod kołdrą z latarką czy też smartphonem. I to już tak zostaje: horror od początku jest zakazany, więc wydaje się modny. Byle był krwawy, no bo komu będzie się chciało trochę pomyśleć przy „Drabinie Jakubowej”? Po co? Lepiej obejrzeć sieczkę. W 2008 roku na premierze „Mgły” Franka Darabonta sala przepełniona była dzie… no dobra, młodzieżą. Najbardziej dramatyczne sceny, które w założeniu powinny dać do myślenia i wstrząsnąć widzem (ostatnie kilka minut, wiecie o co mi chodzi), powitane zostały szczeniackim chichotem. Czyżby się nie podobało? No nie, bo nie było Jigsawa. Ani flaków. Ani mokrej, czarnowłosej dziewczynki wychodzącej z telewizora.

Inną sprawą jest adrenalina, którą wszyscy lubimy czuć. To napędzające uczucie, kiedy faktycznie coś nam grozi i możemy wtedy osiągnąć na 100 metrów lepszy wynik niż Ato Boldon. Bać lubią się wszyscy, pod warunkiem że na fotelu, w kapciach, ze szklanką ciepłej herbaty małą lampką nad głową. Graham Masterton oparł nawet fabułę jednego ze swoich horrorów na potrzebie zasmakowania adrenaliny. W powieści przedstawiciele tajemniczej sekty wysysali adrenalinę z nadnerczy swoich ofiar, uprzednio powodując jej nagromadzenie poprzez brutalne tortury. Generalnie mili i sympatyczni ludzie, chcieli się przecież tylko rozerwać. No i my też chcemy, więc idziemy do kina na horror. A może przy okazji nasza sympatia będzie się bała i wtuli się w nasze ramię?

axn-horrorfilm-7

Pominę podszyte Freudem teorie na temat tego, że wyobrażanie sobie ataku wampira to wielka tęsknota za fellatio. Symbolikę seksu proponuję oddzielić od naszych rozważań. Znacznie ciekawszym motywem, który pcha nas do sięgnięcia po horrory jest zwykła ludzka ciekawość. Dokładnie ta sama, która każe nam włączyć „Big Brothera”, albo lecieć do judasza, kiedy gdzieś na korytarzu trzasną drzwi, słychać szczekanie psa albo podniesiony głos sąsiadów. Ta sama, która sprawia, że dookoła miejsca wypadku zawsze zbiera się tłum gapiów. Ta sama, przez którą wiadomości przeładowane są informacjami wyłącznie na temat wojen, morderstw i katastrof. Wszyscy lubimy to oglądać, no dalej, przyznajcie się! Lubimy też tajemnice, więc duchy, potwory, czy kosmici zawsze będą w cenie. Ponieważ wypadki na ulicach nie zawsze zdarzają się obok nas, to musi nam wystarczyć lizanie lizaka przez papierek – czyli kino, albo książka.

Ciężko generalizować i obstawać przy jednej teorii dla całej ludzkości, prawdziwy powód naszej miłości do grozy jest zapewne wypadkową wszystkich powyższych czynników. Głód makabry jest prosty do opanowania, kiedy się odzywa, rzucamy mu na pożarcie jakieś opasłe tomiszcze, albo celuloidową taśmę. Nikt z nas nie zabija, a przynajmniej się nie przyznaje. Zaryzykuję stwierdzenie, że większość miłośników horroru to introwertycy, niezdolni skrzywdzić nawet muchy.

14-35-42-773_640

Zajrzyjcie więc głęboko w swoją duszę i zróbcie rachunek sumienia. Odpowiedzcie sobie na pytanie „czemu JA sięgam po horror?”, przypomnijcie sobie jak się to wszystko zaczęło i dlaczego zostało tak do dzisiaj. Wyniki tej wiwisekcji mogą być zaskakujące, dlatego też zapraszamy do dyskusji w komentarzach.

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?