Code Vein – wrażenia po przedpremierowym pokazie gry Bandai Namco

Miłośnicy ekranowego umierania mogą powstać w tym roku już drugi raz, bo powoli będą mogli rezerwować sobie czas na to, co szykuje dla nich w tym roku Bandai Namco. Code Vein, pobratymiec stajni From Software w klimacie mrocznego anime trafi bowiem na nasze konsole i komputery już pod koniec września, ale my nie dawno mieliśmy okazję sprawdzić grę, na ponad godzinnym fragmencie w akcji. W dodatku dziejącym się w dwóch różnych momentach gry. Czas więc podzielić się wrażeniami.

Podobno ten fragment ograli dziennikarze na targach E3, a jako że my w Los Angeles przyjemności być nie mieliśmy, musieliśmy zrobić to warszawskiej siedzibie Cenegi. Żaden to problem, bo największy polski dystrybutor biuro ma naprawdę imponujące i przyjazne. Nie jesteśmy tu jednak po to, żeby chwalić warszawski biurowiec, a samą grę. A w tym przypadku również jest kilka aspektów, za które zrobić to warto.

Pierwszy ukazany etap to rozpoczęcie rozgrywki, edytor postaci i lekkie wprowadzenie w fabułę. Fabułę, o której z samego fragmentu wiemy niewiele, trzeba się nieco posiłkować opisami i internetem. Dobrze to wygląda, ponieważ fragment pozbawiony jest ton ekspozycyjnej gadki wprowadzającej nas w świat. Trzeba go uratować, na pewno dowiemy się, dlaczego i na pewno będziemy z chęcią odkrywać kolejne jej tajniki. Świat gry to postapokalipsa przesiąknięta krwistym klimatem, w której ludzie nie są ludźmi, a pijącymi krew demonami. Zaczyna się naprawdę intrygująco. Na tyle, że daję twórcom kredyt zaufania, że są w stanie opowiedzieć w tym świecie naprawdę ciekawą historię.

Zobacz również: Death’s Gambit- recenzja gry. Śmierć, śmierć i śmierć… ale tym razem w 2D!

Jeszcze tylko jakieś dobre imię dla przyszłego zbawiciela świata, edytor i możemy ruszać w bój. Ten drugi jest naprawdę rozbudowany, zarówno dla ludzi z bogatą wyobraźnią, jak i leniwych estetyków, którzy chcą dobrać wygląd bohatera z gotowych już schematów i części garderoby. Części od ogromnych masek po hawajskie koszule pozwalają stworzyć naprawdę ciekawe rzeczy. Bohater nazwie się, jak przystało na przyszłego Mesjasza, Czterdzieści i Cztery i rusza siekać swoich wrogów.

Przygoda z mięsem zaczyna się od mało natrętnego i krótkiego tutorialu, który wprowadzi nas w system walki, klas i rozwoju zawarte w grze. Klasy to tak zwane kody krwi, które determinują nie tylko ataki bohatera i styl walki, ale również broń, z jakiej skorzystamy na naszej krwawej drodze. Zmieniać można to dynamicznie, co nadaje walce lepsze tempo i więcej możliwości. Oprócz tego trzeba umiejętnie łączyć umiejętności, ekwipunek i uniki, nie ma miejsca na nieuwagę. Nie wiem dokładnie, na jakim poziomie trudności był ten moment, który ogrywałem, ale już pierwsze walki potrafiły dać w kość. Cierpliwość znowu tu będzie popłacać. W niewiele mniejszym stopniu, niż w produkcjach From Software.

Zobacz również: Heavy Rain – recenzja długo oczekiwanej wersji na PC!

Drugi etap to już późniejsza część gry, mocno rozbudowany build i wyraźnie silniejszy bohater oraz zaprezentowana na koniec walka z bossem. Tu już zaczyna się zabawa, projekty postaci i lokacja zapewnia nam dużo adrenaliny. W tym przypadku chciałbym wyróżnić to, jak dobrze gra, mimo w sumie ograniczonych projektów wrogów, radzi sobie z nich zróżnicowaniem i animacją. Sparingpartnerzy są animowani kapitalnie i choć czasem złapią leciutkiego laga, to breakdance’y niektóry, kocie ruchy drugich a ślimacze jeszcze innych satysfakcjonują. Do tego dochodzi świetna grafika, która podobno jest zdecydowanym progresem w stosunku do tego, co gra prezentowała na wcześniejszych pokazach. Mam nadzieje tylko, że twórcy bardziej zróżnicują walki z bossami, bo ta zaprezentowana wypadała dość sztampowo.

Warto czekać, tymbardziej, że producenci są zorientowani na gracza i przełożyli nieco premierę, aby wprowadzić do produkcji kolejne szlify i wysłuchać uwag zapoznanych z nią wcześniej. Pod koniec epizodu czułem niedosyt, ale i przyjemne zaintrygowanie tematem. Dlatego przy większej ilości wolnego czasu do Code Vein wrócę. Zaczynam mu właśnie kibicować.

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?