Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Zabójczo dobre seriale w BBC First

Doda – fenomen królowej. Jej muzyka nas wychowała, dziś oglądamy o niej serial

Autor: Agata Magdalena Karasińska
23 lutego 2026
Doda – fenomen królowej. Jej muzyka nas wychowała, dziś oglądamy o niej serial

Chyba nikt nie wzbudza takich kontrowersji w polskim show-biznesie co ona. I to od początku swojej kariery. Każdy ma o niej jakieś zdanie - jedni ją kochają, inni nienawidzą. Obok niej po prostu nie da się przejść obojętnie. Nikt na polskiej scenie muzycznej nie jest aż takim fenomenem. Cztery litery: DODA. To nie tylko pseudonim, ale ikona, a teraz – również serial dokumentalny.

W czasach świetności zespołu Virgin nie chodziłam jeszcze nawet do przedszkola – pewnie jedyna muzyka, której wtedy słuchałam, to Arka Noego i występy w Od przedszkola do Opola. Jak przez mgłę kojarzę, że w telewizji mówiono coś o związku jakiejś piosenkarki z jakimś piłkarzem. 

Moje pierwsze świadome zetknięcie z Dodą miało miejsce w czerwcu 2008 roku, w wakacje przed moją pierwszą klasą podstawówki – to właśnie wtedy wyszedł utwór Nie daj się, a moje pokolenie popadło w dodomanię. Pokochałam tę i jej kolejne piosenki tak samo, jak pokochałam jej bezwzględność, różową kiczowatość, zmanierowany śmiech i sposób mówienia. Dość szybko zapoznałam się z jej wcześniejszą twórczością – teledyski Dody oglądałam na kanałach muzycznych, na dużym telewizorze wujka i na stronie z klipami, która dziś ledwo jeszcze żyje. Jej utwory przesyłałam sobie Bluetoothem z koleżankami, aż w końcu lądowały na moim odtwarzaczu MP3. Moimi ulubionymi lodami były oczywiście te Dody, w kształcie korony. 

fot. Kadr z teledysku Bad Girls

To nie był chwilowy bum – kilka lat później artystka wydała kolejny album, a jej fenomen nadal trwał. Sama miałam wtedy nawet zeszyt z jej zdjęciem, kupiony w jednym z dyskontów. A nie byłam w tym odosobniana – dla mojego rocznika Doda stała się ikoną. Kochaliśmy jej muzykę i postać sceniczną – i oczywiście chcieliśmy być jak ona. Kierowaliśmy się zdaniem: „królowa jest tylko jedna i jest nią Doda”. Stała się dla nas kimś, kim Madonna była w latach 80. dla ówczesnej młodzieży. My ją uwielbialiśmy, ale znał ją każdy. Do tej pory w Polsce nie ma drugiej takiej osoby. 

Choć Doda jest niezwykle utalentowana muzycznie, trzeba też zaznaczyć, że ta dziewczyna robiła wokół siebie szum, odkąd tylko weszła z kopa w show-biznes. Nigdy nie była grzeczną dziewczynką, nie gryzła się w język i miała na siebie konkretny bezpardonowy plan – niezaprzeczalnie to też przyczyniło się do jej wizerunkowego sukcesu. Nie można też zapomnieć, że Doda zapisała się jako autorka wielu kultowych cytatów, których moje pokolenie wciąż używa. Kochamy memy i kochamy sytuacje, których nawet nie trzeba przerabiać, bo same w sobie są iconic. To w końcu jej zawdzięczamy słynne „Maja, podaj torbę” czy „o Boże, masakra”. Nie wiem, jak wyglądałby świat, gdybyśmy nie znali tych tekstów, ale wolałabym tego nawet nie sprawdzać.

fot. kadr z teledysku XXX

Na jej ogromną popularność z pewnością wpływ miał także fakt, że rozkwit jej kariery przypadł również na początki i rozwój portali plotkarskich. Media się nią karmiły, a ona zawsze miała dla nich jakiś soczysty kąsek – seksualność, wybebeszoną prywatność i ciągłe afery. Była w ciągłym świetle reflektorów. Jej wszystkie związki śledził każdy, kto tylko chciał. Później doszły do tego jeszcze sprawy sądowe – nie tylko te dotyczące rozwodów, ale i kilka karnych, o których aktualnie jest dość głośno. 

My, dzieciaki dorastające na płycie Diamond Bitch i 7 pokus głównych, w końcu dorośliśmy, ale i sama Doda nie jest już tą samą osobą co 15-20 lat temu. Trochę porzuciła tę skandaliczną wulgarność. Ewoluował cały jej styl, jej muzyka, teksty, a jej wokal nie ma już tylu ozdobników co kiedyś. Zmienił się również odbiór Dody – choć liczba jej hejterów od zawsze była porównywalna z liczbą fanów, dziś cancel culture ma się najlepiej, więc i ona jest nieustannie „cancelowana”. Chociaż sama wciąż bardzo lubię Dodę jako piosenkarkę, aktualnie ludzie nie patrzą na nią aż tak przez pryzmat muzyki czy działań charytatywnych (które – co jednak warto zaznaczyć – podejmuje praktycznie od początku kariery). 

Doda oceniana jest teraz w kontekście ciągłych afer czy sądowych spraw karnych – tych dotyczących finansów czy tych szantażu byłego narzeczonego. Jedno jest pewne – wciąż jest tak samo na językach, wciąż jest tak samo znana przez niemalże każdego Polaka i wciąż jest absolutnym fenomenem, którego nikt do tej pory nie przebił. Nikogo raczej nie powinien dziwić więc fakt, że o Dodzie powstał właśnie dokument. Mnie jedyne dziwi, że zrobiono to dopiero teraz. 

fot. kadr wywiadu Movies Room

Serial DODA (który oczywiście nie mógłby się nazywać inaczej) został wyprodukowany przez Prime Video, a na jej reżyserkę wybrano Elizę Kubarską. Jest to dość nieoczywisty wybór, ponieważ Kubarska, laureatka Orła za film dokumentalny Wanda Rutkiewicz. Ostatnia wyprawa, do tej pory nie interesowała się zbytnio show-biznesem. Rzuconej na głęboką wodę udało się w tym świecie odnaleźć, choć mam wrażenie, że jak na tak doświadczoną dokumentalistkę serial mógłby być szczerszy. Owszem, poznajemy Dodę od bardziej prywatnej i osobistej strony, jednak w produkcji nie brakuje też sporej ilości materiału o jej życiu miłosnym czy innych chodliwych aferach. Wygląda to dla mnie, jakby reżyserka dostała nieco narzuconych z góry tematów, aby całość była bardziej mainstreamowa i klikalna. A szkoda, bo sama kariera artystki schodziła momentami na drugi plan. 

Doda sama powiedziała w naszym wywiadzie dotyczącym serialu: "Faceci zabrali mi miejsce na moje najważniejsze rzeczy życiowe". Ciężko się z tym nie zgodzić. Choć serial stara się opowiedzieć o wszystkim po trochu, to jednak właśnie byli partnerzy artystki zajęli najwięcej czasu. Trochę szkoda, bo wszyscy zainteresowani o tych związkach mogą nawet szerzej poczytać na wielu portalach plotkarskich. W końcu życie miłosne Dody było komentowane publicznie od dawna. Zabrakło więcej kulis sławy i kariery muzycznej. 

O płycie Dorota nie ma ani słowa. O erze Aquarii również przydałoby się powiedzieć więcej – był to przecież głośny powrót. Zabrakło też więcej o relacji Dody z jej fanami. Ten fandom to ogromna armia, która staje za nią murem, a jak sama artystka mówi –wszystkie nagrody zawdzięcza właśnie im. Uważam, że to wątek, który zasługuje na osobny odcinek, a nie jedynie niewielki fragment jednego z nich. Chociaż co tu dużo mówić – żeby opowiedzieć pełną historię Dody, potrzeba minimum 5 odcinków. Nie będę też ukrywać – dla mnie serial o idolce z dzieciństwa mógłby mieć nawet i siedem odcinków, a ja bym na to nie narzekała...

fot. materiały prasowe Prime Video

Z kolei ogromnym plusem serialu DODA jest duża ilość archiwalnym nagrań z dzieciństwa piosenkarki oraz obecność w dokumencie jej rodziców – szczególnie wypowiedzi mamy. Dodawało to wiarygodności, ale także rzucało na artystkę nieco inne światło.     Pozwalało to spojrzeć na Dodę nie jak na gwiazdkę, a w końcu jak na zwykłą osobę – córkę państwa Rabczewskich, która od zawsze miała ogromny talent, charyzmę i marzenie, żeby zostać kimś. Dodatkowo uroku dodawał krótki fragment z panią Cecylią Głosek, pierwszą nauczycielką śpiewu – wtedy jeszcze – małej Dorotki.

Od strony technicznej serialu bardzo podobały mi się animowane wstawki, które były odwzorowaniem różnych sytuacji z życia Dody – chociażby podpisania pierwszego kontraktu muzycznego. Nie jest to zbyt oczywisty wybór w produkcjach dokumentalnych, ale tutaj faktycznie pasowało. Wprowadziło to trochę luźniejszą formę i klimat młodzieżowych produkcji, co dobrze łączyło się z czytaniem przez artystkę swojego pamiętnika z młodzieńczych lat. Doda powiedziała, że pierwotnie chciała, aby te scenki odgrywane były przez aktorów, ale cieszę się, że jednak się na to nie zdecydowano, bo mogła wyjść niezamierzona parodia… 

fot. materiały prasowe Prime Video

Komu jak komu, ale Dodzie dokument – choć moim zdaniem wyszedł zbyt krótki – naprawdę się należał. Wiele osób twierdzi, że to kolejna produkcja z kategorii „laurki” czy „pomnika” dla danego artysty. Poniekąd oczywiście tak, w końcu jest to niezaprzeczalne jeden z powodów, dla których takie tytuły w kinematografii w ogóle powstają. Nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że stawia ona Dodę na piedestale, a jej historia opowiedziana jest jednostronnie. W serialu jest mowa również o tych „niewygodnych” tematach, a możliwość wypowiedzenia się na temat artystki otrzymało wiele osób – także te, które nie pozostają z nią w ciepłych stosunkach. Poza jej pierwszym chłopakiem wszyscy wypowiadający się związani są z show-biznesem. Dzięki temu serial nabiera też drugiego wymiaru – ukazuje brutalną prawdę o branży rozrywkowej.

Serial o Dodzie, nie licząc prywatnych nagrań z dzieciństwa, nie mówi nam niczego odkrywczego na temat artystki i nie wykłada nowych faktów. Pomimo to muszę przyznać – obejrzałam wszystkie 3 odcinki dwa razy i za każdym razem oglądało się to dobrze. Nie mam zamiaru mówić, że to wybitny dokument albo arcydzieło kinematografii, bo tak nie jest. Ale jest to coś, na co warto poświęcić te prawie trzy godziny – zwłaszcza jeśli ktoś, tak jak ja, śledzi karierę Dody od dzieciaka. Serial DODA oglądałam, czując sentyment i z wieloma myślami, które brzmiały: „tak, pamiętam to!”. Dla mnie to nie tylko serial o karierze wielkiej gwiazdy, ale też powrót do dzieciństwa. Dzięki za to!

Zobacz również nasz wywiad z Dodą:


Zdjęcie do ilustracji wprowadzającej: materiały prasowe Prime Video, kadr ze zwiastuna serialu DODA

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Zakochana w filmach i muzyce, a także ich połączeniu w postaci musicali. Pierwszą część Harry'ego Pottera oglądała prawdopodobnie, zanim nauczyła się mówić. Typowy geek, którego mieszkanie pełne jest figurek, plakatów kinowych i płyt CD.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.