Advertisement
Advertisement

Outriders – wrażenia z wersji demo nowej gry od polskiego People Can Fly!

Ostatnio gdzie byśmy się nie obejrzeli, to widzimy kolejne wzmianki o polskich grach. Był Cyberpunk 2077, był zaskakujący Ghostrunner i niedawno piękne artystycznie Medium. Oczekujemy jeszcze na Dying Light 2 czy Kangurka Kao, a teraz wielu graczy wygląda też premiery Outriders.

Demo Outriders możemy ogrywać od kilku dni, a już na Steamie widać duże zainteresowanie preorderami gry od People Can Fly. Może to świadczyć, że te kilka godzin rozgrywki zachęciło graczy do zakupu pełnej wersji gry. Oczywiście ja również nie mogłem przepuści okazji ogrania fragmentu nowej produkcji od twórców między innymi Bulletstorma i  podzielenia się moją opinią o tym całkiem dobrze rokującym tytule.

Zobacz również: Little Nightmares II – recenzja gry. Koszmar trwa w najlepsze

Outriders to trzecioosobowy shooter w realiach science fiction. Śledzimy tu losy bohaterów w odległej przyszłości, gdzie Ziemia w pewnych okolicznościach stała się niezdatna do życia czy nawet  zniszczona. Wcześniej jednak wysłano ekspedycję dwóch ogromnych statków kosmicznych, które miały skolonizować nową planetę, Enoch. Ostatecznie na wymarzoną planetę dotarł jeden. W pierwszej kolejności na powierzchnię zeszli Outridersi, którzy byli wyszkolonymi żołnierzami i mieli poradzić sobie z ewentualnymi niebezpieczeństwami. Niestety tego, co ich tam spotkało, nie spodziewał się nikt. Pozornie piękna i zielona planeta okazała się skrywać śmiertelne niebezpieczeństwo – nawiedzać zaczęły ją tajemnicze burze, które unicestwiały praktycznie wszystko, od ludzi po całą przywiezioną z Ziemi technologię.

Tutaj pojawia się nasz bohater, który jest jednym z Outridersów. Po przybyciu na Enoch i w wyniku dziwnej burzy zostaje ranny i aby przeżył, towarzysze poddają go hibernacji. Tuż po tym odbyło się lądowanie reszty przybyszy z Ziemi, czyli ludności cywilnej. Jako że sytuacja nie była ciekawa, a nowy dom ludzkości okazał się nieprzyjaznym miejscem do życia, sytuacja potoczyła się dramatycznie. O naszym bohaterze niestety zapomniano i ten budzi się dopiero po 31 latach. Enoch nie przypomina już tego pięknego miejsca z wcześniej, lecz świat po wielkiej katastrofie. Do tego bohater szybko odkrywa, że również się zmienił i może teraz używać tajemniczych, nadprzyrodzonych mocy. O tym, co konkretnie będzie potrafił, decydujemy my, wybierając jedną z czterech klas. Piromanta, którym grałem, to moc płomieni czy rozsadzania wrogów; Manipulant – zatrzymywanie czasu i teleportacja; Technomanta – gadżety, a Niszczyciel to siła fizyczna. Ścieżki znacząco zmieniają gameplay, co zachęca do ponownego przechodzenia.

Fot, Screen z gry Outriders

Zobacz również: The Medium – recenzja. Polska szkoła robienia pieniądza.

Poza wspomnianymi mocami, dużo czasu w Outriders spędzamy oczywiście także na strzelaniu. Tutaj zastosowano formułę lootshooterową, gdzie wraz z postępem znajdujemy coraz to lepsze pukawki. Klasycznie postrzelamy z karabinów, pistoletów, shotgunów czy snajperek – nawet podczas dema było z czego wybierać, bo skrzynki znajdowało się bardzo często. Ponarzekać można jednak na samą formułą rozgrywki, która mocno przypomina Gearsy. Nasze zadanie polega więc przede wszystkim na przyklejaniu się do bardzo wyraźnie przygotowanych osłon i pokonywania kolejnych fal wrogów. Serio, te osłony strasznie rażą po oczach. Od razu widać, gdzie przyjdzie nam wybić kolejnych przeciwników, co psuje immersje ze światem i przyczynia się do powtarzalności gameplayu – na pewno można było to bardziej zgrać z otoczeniem.

Budowanie samych poziomów też nie grzeszy oryginalnością. Głównie poruszamy się po ciasnych korytarzach, zabijamy po drodze maruderów, aż w końcu trafiamy na przygotowaną arenę, gdzie musimy wybić wrogów co do nogi, aby móc ruszyć dalej. Później schemat się powtarza. Potrafi to mocno znudzić, a sytuację ratują tylko nasze specjalne umiejętności pozwalające na agresywną i efektowną walkę. Dzięki temu bardzo dobrze bawiłem się też podczas walki z bossem – wymagało to trochę wysiłku i przyniosło sporo satysfakcji. Trudno też zaprzeczyć, że inni użytkownicy mocy to o wiele ciekawsi przeciwnicy.

Zobacz również: Rustler – recenzja średniowiecznego GTA. Ah zaraza, here we go again!

Trzy godziny z Outriders naświetliło mi nieco obraz nowej produkcji od People Can Fly. Polubiłem przede wszystkim świat, który można określić terminem kosmicznego postapo. Zwyczajnie przyjemnie się go poznaje. Pochwalić można też system umiejętności specjalnych, bo daje dużo frajdy z eliminowania przeciwników. Zdecydowane nie jestem jednak fanem nudnej i powtarzalnej formuły gameplayowej skupiającej się na osłonach i eliminowaniu hord wrogów. Nadal jednak mam chęć na więcej Outriders, bo chcę zobaczyć ciąg dalszy historii – może z początku przewidywalnej, ale z potencjałem – i poznać więcej szczegółów na temat nietypowego świata.

Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Gra więcej, niż powinien. Od czasu do czasu obejrzy jakiś film, ale częściej sięgnie po serial w domowym zaciszu. Niepoprawny fanatyk wszystkiego, co pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

mihash pisze:

W tej grze nie gra się z użyciem osłon 😉

Autorzy samo podkreślali to na materiałach promocyjnych. Jedna klasa może coś wycisnąć z systemu osłon, a tak to generalnie korzystają z nich przeciwnicy. Lubię takie „profesjonalne” przygotowanie do artykułu. Wystarczyło obejrzeć 2 minutowy materiał promocyjny „Mantry Przetrwania”…

Mateusz Chrzczonowski pisze:

Niestety to może fajnie wyglądało w materiałach. Podczas gry postać praktycznie sama przykleja się do osłon, więc rozgrywka jest mocno pod nie nastawiona. Oczywiście nikt nie każe ich używać, ale jednak widać, że twórcy po coś je tu dali, i nie tylko dla wrogów. Polecam samemu zagrać 😊

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?