Rebeka – książka a film

Niedawno na platformie Netflix pojawiła się Rebeka, produkcja bazująca na książce Daphne Du Maurier. I choć produkcja cieszy całkiem sporą popularnością, zdecydowanie daleko jej do perfekcji. Warto choć w krótkiej analizie pochylić się nieco nad literackim pierwowzorem, by przyjrzeć się, co poszło nie tak.

Zasadniczo Rebeka jest swojego rodzaju historią, której zawiązanie akcji ma miejsce wtedy, gdy większość bajkowych historii się kończy stwierdzeniem – lub jego ekwiwalentem – „i żyli długo i szczęśliwie”.  Pewna młoda i nieśmiała dziewczyna spotyka Maxima de Winter, przystojnego, majętnego wdowca, którego szybko poślubia. Idylla trwa aż do wspólnego zamieszkania w posiadłości mężczyzny, w którym zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Jeżeli chodzi o dokładną analizę, co nie wyszło w adaptacji, pokusiliśmy się o to w naszej recenzji. Skoncentrujmy się na aspektach z książki, które niezależnie od jakości filmu są niezwykle trudne do przeniesienia na ekran.

Jedną z największych zalet książkowej jest silny nacisk na aspekt psychologiczny, który nakreśla opowieść z tajemniczością i niepokojem godnym pełnokrwistej powieści grozy. Du Maurier powoli wprowadza czytelnika w świat głównej bohaterki poprzez narrację z perspektywy pierwszej osoby. Świetnie nakreślona rzeczywistość z wyższych sfer z początku XX wieku koresponduje z duszną atmosferą osamotnienia postaci w bezdennej posiadłości. Ogromna część emocji jest praktycznie niemożliwa do przekazania za pośrednictwem zewnętrznych środków. Film Bena Wheatleya został stworzony bez odpowiedniego zamiennika. Sprawia to, że pomimo naprawdę dobrze dobranej obsady (szczególnie Kristin Scott Thomas jako zimna pani Danvers), trudno się wczuć w ich sytuacje, a mnóstwo scen jest wykonanych zbyt powierzchownie.

Wydaje się, że Rebeka najlepiej wyszłaby na tym, gdyby na jej podstawie stworzono serial. Sporo istotnych elementów zostało pominiętych, bo ewidentnie zabrakło na to czasu. Pierwowzór pozwala nam powoli, spokojnie wczuć się w stan ducha głównej bohaterki, wkraczającej nagle w świat wcześniej dla niej niedostępny, oraz w ociekające mrokiem enigmatyczne mury Manderley. Niespełna dwugodzinna produkcja śmiga nam po kolejnych scenach, przez co nawet najciekawsze niuanse nie są wyeksponowane odpowiednio długo. Kolejne charaktery snują się po planie, wyblakłe i mdłe niczym stare zdjęcia. Nawet swojego rodzaju przemiana nowej pani de Winter odbywa się w sposób słabo zasygnalizowany, a ostatni akt zawodzi na całej linii, będąc niemal niedorzeczny.

Koniec końców materiał został w dużej mierze zmarnowany. Produkcja Netfliksa przeszła zaledwie po powierzchni tej głębokiej i złożonej historii. Zbyt pospieszna akcja i brak odpowiedniego nakreślenia postaci czy wątków w największym stopniu przyczyniły się do porażki obrazu. Dlatego po ewentualnym obejrzeniu filmu warto jednak zabrać się za znakomity tytuł Daphne Du Maurier.

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Więcej informacji o

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?