• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Po uroczystej premierze i filmie otwarcia, drugi dzień LFFu to festiwalowa codzienność. Nadmiar tytułów, brak czasu, ważne wybory i jeszcze ważniejsze oceny tego, co się obejrzało. Dziś w Londynie nie zabrakło gwiazd, bo na czerwonym dywanie pojawiły się gwiazdy filmów Mudbound i Stronger. Obydwa ciekawe i warte uwagi.

MUDBOUND truckFot. materiały prasowe

Mudbound

reż. Dee Rees

Miło widzieć, że streamingowy gigant Netflix stawia na jakość, co potwierdzają coraz bardziej ambitne produkcje, prezentowane na festiwalach filmowych. Mudbound zadebiutowało w Toronto, a teraz mogli zobaczyć go widzowie LFF. Dee Rees, reżyserka znana głównie z produkcji telewizyjnych oraz świetnego debiutu Parias, stworzyła ważny film, opowiadający o wstydliwym momencie w historii Stanów Zjednoczonych. Mimo, iż akcja rozgrywa się w latach 40. ubiegłego wieku, współczesne wydarzenia pokazują, że nie rasowe podziały nie są tak odległe, a zmagać się z nimi muszą kolejne pokolenia.

MUDBOUND skyFot. materiały prasowe

Akcja filmu rozgrywa się w Missisipi, gdzie rodzina białych farmerów przenosi się z miasta na wieś, by być bliżej swojego majątku. Lara (Carey Mulligan) poślubiła Henry'ego McAllana (Jason Clarke, Terminator: Genisys) z rozsądku, choć to jego młodszy brat, Jamie (Garrett Hedlund, Tron: Dziedzictwo) wydawał się dla niej odpowiednią partią. Teraz para ma dwie córki, Jamie wyruszył na wojnę, a oni, razem z szorstkim w obyciu ojcem (Jonathan Banks, znany z Breaking Bad i Better Call Saul), zamieszkują w szczerym polu, z dala od cywilizacji. Ich najbliżsi sąsiedzi to Jacksonowie, czarnoskóra rodzina pracująca u nich na roli. Choć czasy niewolnictwa dawno się skończyły, czarni ciągle traktowani są jak obywatele gorszej kategorii, do sklepów wchodzić muszą tylnymi drzwiami, podróżować w wydzielonych częściach autobusów, a do białych zwracać się per pan. Kiedy syn Jacksonów, Ronsel (Jason Mitchell) wraca z frontu II wojny światowej jako bohater, atmosfera staje się coraz bardziej napięta. Pomiędzy Ronselem i Jamie'em, dwoma weteranami, nawiązuje się przyjaźń. Ten drugi, okaleczony psychicznie przez traumę pola walki, podobnie jak jego czarnoskóry kolega, nie może przywyknąć do starych, rasistowskich podziałów panujących na południu.

Rees używa błota, które oblepia wszystkich bohaterów, jako alegorii głęboko zakorzenionej nienawiści, płynącej w żyłach ludzi z delty Missisipi. Subtelnie pokazuje, że krzewiony przez najstarsze pokolenie rasizm maleje, a młodsi mieszkańcy oraz ci, którzy widzieli trochę więcej świata, są w stanie ją odrzucić. Jednak nie uchroni to nikogo przed wybuchem przemocy, sprowokowanym przez niby niewinną wymianę zdań. Reżyserka buduje swoją opowieść powoli, dając nam czas zapoznać się z bohaterami. Jako że jest to adaptacja powieści, Mudbound nie do końca wyzwolone jest z kieratu słowa, które ciąży nad obrazem, szczególnie gdy używane jest w formie narracji z offu, prowadzonej przez kilka postaci. Sprawia to, że film ogląda się momentami trudno, a atmosfera jest gęsta jak smoła. Szkoda, że Rees nie zaufała sile obrazu, który jest jednym z najmocniejszych punktów produkcji. Również aktorsko nie ma do czego się przyczepić. Uwagę zwraca piosenkarka Mary J. Blige, która bezbłędnie wypadła jako matka Ronsela, rozważna kobieta o wielu talentach. Gwiazda zmieniła swój wygląd nie do poznania.

Ocena: 70/100

STRONGER wheelchairFot. materiały prasowe

Stronger

reż. David Gordon Green

Jake Gyllenhaal wciela się w Jeffa Baumana, rannego podczas zamachu bombowego podczas bostońskiego maratonu kilka lat temu. Oparty na wspomnieniach mężczyzny, który stracił w tej tragedii obie nogi, film jest analizą tego, czym jest patriotyzm, heroizm oraz osobista walka z kalectwem.

Jeff jest osobą dość lekkomyślną, mało słowną, ale sympatyczną. Kiedy obiecuje swojej byłej dziewczynie Erin (Tatiana Maslany - Orphan Black, Złota dama), z którą zrywał i schodził się już kilka razy, że przyjdzie kibicować jej podczas jej biegu w maratonie, ona nie bierze go poważnie. Jeff ma pecha - staje kilka metrów od jednego z plecaków naładowanego materiałami wybuchowymi. Jego zdjęcie tuż po eksplozji obiega świat. Lekarze nie dają rady uratować jego nóg, ale on sam przeżył. Szybko staje się symbolem miasta - "Boston Strong". Podąża za nim prasa, z całego kraju sypią się gratulacje i słowa wsparcia, a miasto wykorzystuje go niczym maskotkę, zapraszając jako symbol na kolejne imprezy. W tym samym czasie on sam przeżywa wewnętrzny dramat, starając się samotnie oswoić z utratą kończyn.

Gyllenhaal daje popis gry aktorskiej i wyciąga ten w miarę przewidywalny film na wyżyny. Najbardziej emocjonalne sceny to te, w których oglądamy zagubioną, zrozpaczoną i samotną twarz bohatera, który postrzegany jest przez wszystkich jako silny i niezłomny. Ze Stronger bije odpowiednia nadzieja, którą w nosi w życie mężczyzny Erin. Tak wielkich, osobistych tragedii nikt nie powinien przeżywać w samotności. Wzruszająca, podnosząca na duchu produkcja.

Ocena: 65/100

INGRID GOES WEST peaceFot. materiały prasowe

Ingrid Goes West

reż. Matt Spicer

Pokolenie Instagramowców w końcu dorobiło się filmu, które przedstawia je w krzywym zwierciadle. Żywiołowa Aubrey Plaza (serial Parks and Recreation, komedia Co ty wiesz o swoim dziadku?) wciela się Ingrid Thorburn, niezrównoważoną umysłowo dziewczynę, która po śmierci matki i pobycie w zakładzie psychiatrycznym, wyrusza do Los Angeles. Bohaterka obsesyjnie śledzi kolejne osoby na profilach społecznościowych, a jej nową manią jest Taylor Sloane (Elizabeth Olsen, Scarlet Witch z serii filmów o Avengersach), rosnąca gwiazda Instagramu. Ingrid, wyposażona w sporą sumkę z ubezpieczenia po odejściu mamy, zaczyna najpierw chodzić w te same miejsca, gdzie jej idolka, potem podawać się za jej znajomą, a w końcu wkrada się do jej życia, porywając jej psa i udając, że przypadkiem go znalazła. Ziszcza się jej marzenie, by dzielić z Taylor czas, a nawet pojawiać się z nią na zdjęciach. Nie zauważa, że prawdziwi ludzie są tuż obok niej.

Satyryczne spojrzenie Ingrid Goes West nie jest może odkrywcze i film nie mówi niczego nowego, czego byśmy nie podejrzewali. Gwiazdy Instagramu są próżne, kreują fałszywą rzeczywistość, są tak naprawdę zagubione i niepewne, szukając poparcia dla swojego istnienia u swoich fanów. Przy całej swojej obsesji i niestabilności psychicznej Ingrid wydaje się osobą bardziej szczerą i rzeczywistą niż każda z ikon popularności. Końcówka filmu przynosi naprawdę gorzki komentarz do całego świata wirtualnych społeczności. Para Olsen - Plaza gra na ekranie fenomenalnie, zachowują się jak stare koleżanki, a jednocześnie jest w tym układzie coś zamierzenie sztucznego. Przy ogólnej banalności ogląda się naprawdę dobrze, a wiele motywów i obserwacji było tak udanych, że publiczność co chwila parskała śmiechem. Hasz tag: polecamgorąco! Ikonka kciuk w górę.

Ocena: 60/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe 

 

 

Wiesz, co z tym zrobić


Radek Folta

Radek Folta

Redaktor

O mnie:

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.