To zalążki Polski, jaka by mi się marzyła – rozmawiamy z Ziemowitem Szczerkiem o Chamie z kulą w głowie

Ziemowit Szczerek, jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych polskich pisarzy, ponownie trafia na półki księgarni. Tym razem zaskakuje, bo sięga bo fantastykę – historię alternatywną Polski, w której nasze wojska rozgromiły Niemców w 1939. Udało nam się porozmawiać z nim o nietypowym pomyśle na Chama z kulą w głowie, zmyślonej historii Polski i o pisaniu.

Dagmara Trembicka: W jaki sposób doszło do powstania Chama z kulą w głowie? Historia alternatywna nie jest czymś, z czym jesteś kojarzony jako pisarz, nawet mimo tego, że kilka lat temu wydałeś tego typu powieść, Rzeczpospolita zwycięska.

Ziemowit Szczerek: Tak to się zaczęło. Chciałem do świata Rzeczpospolitej zwycięskiej dorobić jakąś konkretniejszą opowieść. Tamta książka była esejem, który odpowiadał na pytanie, jakby się najprawdopodobniej potoczyła historia II Rzeczpospolitej, gdyby ta przetrwała. Bardzo często pojawia się w polskiej historycznej debacie żal za tym, że rozwijaliśmy projekty: karabiny przeciwpancerne UR, samochody, samoloty bojowe, tylko przerwała nam je wojna. Próbowałem sobie wyobrazić, co by było, gdyby nie przerwała, ale w szerszym spektrum. Wyszło mi na to, że byłoby to zmaganie się sił prodemokratycznych z siłami bardziej konserwatywno-narodowymi, a te są, historycznie patrząc na wszystkie europejskie peryferia, w gruncie rzeczy niespecjalnie demokratyczne.

Tak mniej więcej przedstawiłem realia Rzeczpospolitej zwycięskiej. Świat w moim nowym kryminale, Chamie z kulą w głowie, ma z nimi coś wspólnego, ale jest jednak bardziej książkowy, bardziej fantastyczny. Pojawiają się w nim nowe rzeczy, bardziej surrealistyczne klimaty, jak Stanisław Szukalski jako nadminister kultury i pół Warszawy zabudowane jego architekturą, a tworzył bardzo dziwną. I Polska ma kolonie – to był jeden z tych projektów, które, jak to się mówi, przerwała wojna.

DT: Jeśli spojrzeć pobieżnie, to generalnie Cham z kulą w głowie i Rzeczpospolita… dotykają tego samego tematu: zwycięstwa Polski w II wojnie światowej. Dlaczego nie sięgnąć po coś nowego, np. po wojnę z bolszewikami?

ZS: Tutaj tak naprawdę będzie o wiele więcej rzeczy – bo Cham… jest rozciągnięty planowo na trzy książki. Motywy z innymi punktami zwrotnymi historii będą się pojawiały – oczywiście niebezpośrednio.  Szczerze mówiąc mam ochotę na stworzenie dużo bardziej ambitnych rzeczy niż wojna z bolszewikami. Strasznie kręciłoby mnie napisanie powieści osadzonej w świecie, w którym nie dochodzi do rozbiorów czy o Polsce, w której udała się reformacja i przyjęcie bardziej sprzyjającego mieszczaństwu klimatu religijno-kulturowego. Takich motywów jest dużo.

W Chamie… chciałem wyeksploatować konkretny pomysł, nawiązując do Rzeczpospolitej zwycięskiej. Nie znaczy to, że nie powstanie kiedyś inny plan – rzeczywistość alternatywna bardzo mnie interesuje, prowadziłem kiedyś nawet bloga Ahistoria. Tam badałem różne wersje potencjalnego rozwoju historii, nie tylko Polski. Pole do manewru jest niesamowite. Są zresztą bardzo fajne historie alternatywne. Uważam pomysł Burzy Macieja Parowskiego za coś genialnego: Polska zwycięża Niemców za pomocą błota, czyli czegoś, co zawsze uchodziło za symbol naszego największego zacofania, „piątego żywiołu” w przekazach na temat Polski. A tu proszę, cała nasza megalomania narodowa zostaje usatysfakcjonowana tym, że się Niemcy potopili w błocie, bo mamy kiepskie drogi – to jest strasznie fajna rzecz. Pojawiła się też niedawno powieść Helen Dale o rewolucji przemysłowej w Imperium Rzymskim, w efekcie której w czasach Jezusa Rzymianie zamawiali pizzę na telefon i oglądali seriale na czymś na zasadzie Romflixa. Czy na przykład teraz zabieram się za oglądanie serialu, w którym to Afryka podbiła Europę, a nie odwrotnie. Bardzo ciekawe rzeczy można sobie uświadomić, poznając takie historie.

DT: No to co było takim najfajniejszym elementem pracy nad Chamem z kulą w głowie?

ZS: Jak chyba każdy Polak, a już na pewno mieszkający w Warszawie, lubię sobie wyobrażać, jakby to miasto wyglądało, gdyby nie było słynnego PRL-u, który rzekomo wszystko zniszczył. Mimo wszystko Warszawa, którą dostaliśmy po odbudowie, była w dużym stopniu tą, o której marzyli przedwojenni urbaniści. Wystarczy poczytać ówczesne czasopisma urbanistyczno-architektowniczne, żeby zobaczyć, że tak naprawdę spełniło się perwersyjne marzenie ludzi, którzy wtedy trzęśli polską architekturą. Pojawiały się tam słowa, że trzeba by rozpieprzyć połowę stolicy zabudowanej starymi, nieogrzewanymi kamienicami bez podstawowych sanitariatów, mających z Kartą Ateńską wspólnego tyle, co Rosja z demokracją.

Próba wyobrażenia sobie, w jaki sposób przebiegałaby modernizacja Warszawy bez tego kopa gospodarki centralnie sterowanej było ciekawą rzeczą. Wydawało mi się, że Polska szybko by się z peryferii Europy do centrum nie doczłapała bez rewolucji przemysłowej, bez XIX wieku i z mentalnością opartą na byciu dawną carską prowincją. Patrzyłem na to, w jaki sposób wyglądało to w innych peryferiach – od Irlandii, przez Hiszpanię, Włochy, po Turcję i Finlandię. Na bazie takich doświadczeń mogłem stworzyć ten warszawski świat – i to było chyba najciekawsze. Plus oczywiście bohater, Kary. Jakoś go polubiłem, bo wydaje mi się dość zabawnym cymbałem, który na dodatek radzi sobie ze swoją dziwną przypadłością w dość rozbrajający sposób. Ogólnie rzecz biorąc, to była całkiem fajna przygoda.

rzeczpospolita zwycięska szczerek

Poprzednia książka Ziemowita Szczerka, opowiadająca także o Polsce, która w 1939 odparła atak ze strony Niemiec

DT: Polska, którą przedstawiasz w Chamie…, jest trójnarodowa: polsko-ukraińsko-żydowska.

ZS: W międzywojniu Polacy trochę nie mogli się zdecydować, czy chcą budować państwo narodowe, czy coś w stylu federacji. Tak naprawdę Ukraińcy byli już gotowi, żeby stać się samorządni: mieli swoje elity, intelektualistów, bardzo silny nacjonalizm. Trzeba było się spodziewać, że ich aspiracje będą rosły, że ta Galicja, ta Hałyczyna będzie w granicach Polski czymś takim, jak kraj Basków w Hiszpanii czy Kurdowie w Turcji. Nie było żadnego powodu, dla którego tak by się nie stało. Ten wątek też będzie rozwijany w drugiej części Chama…, którego akcja będzie się dziać we Lwowie.

Żydzi to druga sprawa. Na swój własny użytek uważam za straszną tragedię, że nie udało nam się razem z Żydami stworzyć jednego narodu państwowego – a to oni obejmowali bardzo często rolę, którą w innych krajach pełniło mieszczaństwo. Kiedy Hitler ich wymordował, a resztki zostały skłonione w często bardzo brutalny sposób do wyjazdu, pozbawiliśmy się bardzo ważnego elementu państwa, ekonomicznego i kulturowego. Połączmy to ze zlikwidowaniem polskiego ziemiaństwo, które z jednej strony dla własnego narodu było katem, z drugiej strony wykształciło najbardziej wyrafinowaną wersję polskości, jeśli chodzi o cywilizacyjne figury czy intelektualne prądy, obrzędy, zwyczaje. W naszej części historii zostali sami chłopi i niedobitki pozostałych klas, którzy stworzyli Polskę jaką znamy teraz. Podjęli te leżące na ziemi żupany, porzucone karabele, przebrali się w nie i teraz dalej aspirują, wypełniają sobą obraz polski ziemiańskiej, szlacheckiej.

W świecie Chama… wszystkie klasy nadal w Polsce są: ziemiaństwo, żydowskie mieszczaństwo i wsie. Zostali częściowo zmuszeni do wyjazdu, bo jednak nacjonalizm nie dopuszczał często nawet asymilacji Żydów i nie widziałem powodu, dla którego nie miałoby dojść do przesilenia antyżydowskiego, jeśli doszło do niego nawet w Polsce komunistycznej.

W sumie bardzo brakuje mi też przymiotnika „rzeczpospolity”, który odnosiłby się nie tylko do etnicznej polskości, ale też do państwa jako takiego. Taka Polska by mi się marzyła. No niestety nie zaistniała, ale próbowałem jakieś jej zalążki opisać, przy czym też dość perwersyjnie, bo w Chamie… między innymi nacjonaliści wyrażają takie idee, ku zaskoczeniu wszystkich włącznie z Żydami.

DT: W trakcie lektury wiemy, że akcja toczy się w czasach współczesnych, ale i narracja, i język wprowadzają nieco w błąd. Czuć ducha lat 20. i 60.

ZS: Akcja toczy się w świecie, w którym tkanka mieszczańska nie została zniszczona. Przetrwała stara Warszawa, jej uliczny folklor, nie było wymiany mieszkańców. Regionalizmy, gwara nie zniknęły, tylko ulegały transformacji. Brak II wojny światowej sprawił, że globalizacja była wolniejsza, w tym rozwój technologiczny, o wiele mniejszy był wpływ Amerykanów na to, co się dzieje, nie było baby boomu, który doprowadził do roku 1968 – te wszystkie rzeczy dzieją się trochę wolniej. W Chamie…  hipisi, czy ich odpowiednicy związani z prowolnościową, antynacjonalistyczną rewolucją, pojawiają się później, ale się jednak pojawiają. To samo odnosi się do technologii. Dopiero zaczyna się coś dziać z siecią, z komputeryzacją. Telefony komórkowe są, ale inaczej się nazywają – bo w innej wersji historii niekoniecznie musielibyśmy wpaść na taką samą nazwę.

Ziemowit Szczerek

Warszawa. Pisarz Ziemowit Szczerek. Fot. Albert Zawada / materiały prasowe

DT: A propos języka. O Chamie z kulą w głowie było kilka dyskusji na grupach literackich i trafiły się porównania Ciebie do Dukaja oraz teorie, że próbujesz być jak mniej fantastyczny Dukaj.

ZS: Nie, to by mi nawet do głowy nie przyszło. Bardzo lubię Dukaja i przykładowo Inne pieśni uważam za bardzo pięknie utkany świat, ale to coś zupełnie innego. Jednak u mnie jest więcej akcji. Chociaż jeżeli mamy coś wspólnego, to takie ciągłe przepisywanie Jądra ciemności. Każda książka Dukaja to Jądro ciemności na nowo, i ja też mam tę skłonność do docierania w najgłębsze odmęty.  W Chamie… jest to powiedziane nawet wprost, jedna z postaci jest z dystansem nazwana „Kurtzem dla ubogich”. Ale Dukaj, którego uważam za jednego z obecnie największych polskich pisarzy, to inne klimaty.

DT: Wydaje się, że Cham z kulą w głowie wymagał sporo pracy, jeśli chodzi o grzebanie w archiwach, mapach. Ale jeśli zerknąć na Twoją listę publikacji, wydajesz średnio jedną książkę rocznie. Jak pogodziłeś to tempo z ilością pracy?

ZS: Żyję z pisania, jestem dziennikarzem i pisarzem i nie mam innej pracy. Jeśli poświęca się pisaniu osiem godzin dziennie, jak w innych zawodach, to takie są efekty. Szczerze mówiąc, mógłbym wydawać nawet więcej książek. W sytuacji, w której praca jest przyjemnością – a ja zawsze chciałem sobie dłubać w źródłach, czytać różne dziwne rzeczy związane z tematem, o którym piszę – to jest to sama frajda. Po prawdzie dziwię się, dlaczego ludzie się dziwią, że tyle można pisać.

W tym momencie dla Wydawnictwa Czarnego piszę książkę, o której zdradzę tyle, że nosi tytuł Squatting Slavs i jest między innymi o tym właśnie stereotypie „kucającego Słowianina”, z którym zamierzam się pobawić. A kolejny Cham… oczywiście będzie, ale nie w tym roku.

Zobacz również: Tworzyłam historie od dziecka, a teraz trudno mi uwierzyć, że opowiadanie historii to moja praca- wywiad z Lucindą Riley

DT: Doszły też do mnie informacje, że czytujesz komiksy.

ZS: Tak, bardzo lubię komiksy. Nie jestem typowym czytelnikiem „Marvel kontra DC”, nie ma w tym systemu, raczej kaprysy. Jedne rzeczy lubię, inne nie, np. z Funkyego Kovala jestem w stanie cytować każdy właściwie fragment czy opisać każdy kadr, ale mogę nie znać rzeczy, które gdzie indziej uznawane są za podstawy.

DT: Nie chciałbyś kiedyś przygotować komiksu? Na przykład na podstawie Chama z kulą w głowie?

ZS: Czemu nie? Totalnie! Estetyka noir bardzo fajnie sprawdza się w komiksie, jestem otwarty na tego typu propozycje. Nawet bym się ucieszył.

* * *

Cham z kulą w głowie jest w sprzedaży na Znak.com od 15 kwietnia. Premiera ogólnopolska – 6 maja.

POSŁUCHAJ, DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ NIE BYŁO

Warszawa nigdy nie została zniszczona, dzisiaj pod łukami triumfalnymi spacerują Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Warszawa – Buenos Aires Słowiańszczyzny – swego tanga nikomu nie szczędzi.

Ale teraz, teraz to miasto, które nie przegrało, spływa krwią. Ulica szepcze o Kubie Hieroglifie i spisku tajnych stowarzyszeń. Kolejne trupy bez głów walają się po ulicach,  a świat pogrąża się w chaosie.

Kary, słuchaj, to sprawa dla ciebie. Ten ktoś zabija równie dobrze jak ty. I chce z tobą wyrównać rachunki. Kary, ty jesteś bękart, zdrajca i dezerter. Ale jesteś też detektyw, więc rusz tyłek i zajmij się tym. Przestań chlać i wstawaj. Trupy nie będą czekać. Zbrodnia, namiętność i wojna na wszystkich szczeblach.

Kryminał i epicka powieść w jednym. A w tle ulubiony temat pisarza – wielka historia.

Zdjęcie główne: pisarz Ziemowit Szczerek. Fot. Albert Zawada / materiały prasowe

Stały współpracownik

Interesuję się literaturą, z dużym naciskiem na fantastykę. Robiłam konwenty, dłubię na portalach. I dużo piszę o dinozaurach. Możecie mnie poczytać w różnych miejscach, ostatnio na blogu MatkaPrzełożona.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?