Space Sweepers – recenzja filmu Netflixa. Ale kosmos!

Spragnieni kosmicznych przygód? Takich nastawionych na humor i akcję, a nie kolejne rewelacje na temat biologicznych ojców, braci czy dziadków? Netflix wciąż stara się poszerzać swoją różnorodną ofertę, w lutym dostarczając nam coś, do czego na pewno nie jesteśmy przyzwyczajeni. Przed Wami Space Sweepers – świeżutka kosmiczna rozwałka prosto z Korei Południowej.

Rok 2092. Warunki do życia na naszej planecie znacznie się pogorszyły, w związku z czym ludzie zaczęli eksplorować przestrzeń kosmiczną. Stojący na czele korporacji UTS James Sullivan przygotowuje kolonię na Marsie dla wybrańców, gdzie będzie – według słów Marksa – każdemu według potrzeb. Tymczasem grupa wyrzutków (tytułowi Space Sweepers) na statku kosmicznym Victory zajmuje się zbieraniem złomu wokół orbity. Podczas jednej z akcji w przeszukiwanym promie kosmicznym odnajdują dziewczynkę. Początkowo nikt nie ma ochoty na zabawę w nianię, ale gdy okazuje się, że jest poszukiwana przez różnych ludzi, pojawia się szansa na dobry zarobek. Tylko najpierw trzeba będzie ujść z życiem i nie przywiązywać się zbytnio do pasażera na gapę.

Space Sweepers

fot: materiały prasowe/Netflix

Historia jest pozlepiana z różnych motywów funkcjonujących wcześniej w innych filmach. Ba, możemy nawet pomyśleć, że oglądamy połączenie Strażników galaktyki Jamesa Gunna z nagrodzonymi Złotą Palmą Złodziejaszkami Hirokazu Koreedy. Z jednej strony grupa przekomarzających się outsiderów i kosmiczna przygoda, a z drugiej odnalezione dziecko, którym wypada się zaopiekować, oraz rodzina formująca się przez współpracę, a nie więzy krwi. Do kotła wrzucono jeszcze trochę z Gwiezdnych wojen, Elizjum, Firefly, Blade Runnera 2049 i pewnie wielu innych. Czy to źle? Na początku tak, bo jeszcze niezbyt wiemy, co się wydarzy, a przed oczami lądują nam kolejne, wygenerowane komputerowo obrazy. Kiedy jednak, niczym świeże powietrze wpuszczone przez okno, wlatuje więcej humoru podkreślającego południowokoreański rodowód produkcji, możemy poczuć się podczas tej kosmicznej przejażdżki nieco lepiej. Do efektów specjalnych dochodzi całkiem przekonująca dynamika między postaciami. Na pewno każdy z widzów znajdzie swojego ulubieńca wśród grupy wyrzutków. Moją faworytką jest kapitan Jang, ponieważ występująca w tej roli Tae-ri Kim zaliczyła celująco warsztaty z serii: Czy można być bardziej cool niż Han Solo?

Zobacz również: Nowiny ze świata – recenzja filmu. Żywot człowieka poczciwego

W przeciwieństwie do amerykańskich blockbusterów produkcja jest osadzona w rzeczywistości pozostającej w związku z bolączkami współczesności. Kryzys klimatyczny, jeszcze bardziej niż kiedyś wybrzmiewające nierówności ekonomiczne, manipulacje medialne i korporacje nastawione na profit. Nawet w tak rozrywkowym filmie koreańscy twórcy nie rezygnują z sygnalizowania, jak bardzo różnice klas społecznych ograniczają lub zwiększają nasze możliwości. W dodatku znaleźli miejsce na metaforę transseksualności, wykorzystując do tego postać… robota. Jako widzowie identyfikujemy go od razu jako postać męską, ale wraz z rozwojem akcji okazuje się, że pozory mogą mylić. Co ciekawe, stojący na czele korporacji czarny charakter mówi po angielsku, a łączący swe siły w finale zbieracze złomu są przedstawicielami wielu różnych narodowości. Czyżby był to prztyczek wymierzony prosto w monopolizujący w ostatnich latach rynek filmowy koncern Disneya? Wracając jeszcze na chwilę do złego do szpiku kości Jamesa Sullivana, jest on anty – Mateuszem Grzesiakiem tego świata, uprawiającym złowrogi coaching, mający na celu odnalezienie przez słuchaczy swojego wewnętrznego potwora. Przez cały film głowiłem się, skąd znam aktora wcielającego się w tę przerysowaną do granic możliwości rolę. Może nie będę zdradzał nazwiska, ale jego kariera skręciła w przedziwnym kierunku.

Space Sweepers

fot: materiały prasowe/Netflix

Nie jest to najwyższa półka pod względem montażu czy przejrzystości scen akcji. Niewiele w tym również oryginalności, ale mamy do czynienia z kosmiczną rozrywką odrobinę inną od tego, do czego przyzwyczaili Amerykanie. Poza odtwarzaniem znanych już motywów udało się stworzyć wyraziste postaci, a nawet przekazać interesujące treści gdzieś między wierszami. Także nawet jeśli Space Sweepers jest złomem, to i tak warto się przejechać!

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe/Netflix

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?