Erica – recenzja. Gra to już, czy nadal film?

Inicjatywa PlayLink to pomysł Sony na zabawę z PS4 bez użycia pada, wykorzystując przy tym urządzenia mobilne. Gry te mają przede wszystkim służyć jako rozrywka imprezowa i tam sprawdzają się najlepiej. Tym razem jednak dostaliśmy produkcję skierowaną do singlowej rozgrywki, lecz również korzystającą z dobrodziejstw smartfonów/tabletów. Do tego mamy tu do czynienia z grą (albo filmem) live action, czyli stworzoną przy udziale prawdziwych aktorów.

Już na początku rodzi się problem z zakwalifikowaniem Erici do konkretnego koszyka. Gdy na platformie Netflix pojawił się Black Mirror: Bandersnatch, nie było dużego problemu z uznaniem go za film interaktywny, gdyż trafił na serwis zajmujący się streamingiem filmów i seriali. Produkcja ta bazował na tych samych podstawach, co omawiana przeze mnie Erica, czyli skupiała się na wyborach, które w efekcie doprowadzić mogły do kilku, całkowicie różnych zakończeń. Mimo tych podobieństw trudno jest mi powiedzieć, że Erica to film interaktywny, gdyż ta trafiła na platformę PlayStation, ma nawet swoje trofea do zdobycia, a dodatkowo dostajemy trochę więcej ingerencji z przedstawionym światem niż przy autorskiej produkcji Netflixa. Ale nadal to w główniej mierze film zagrany przez aktorów… Naprawdę trudno znaleźć dobre wyjście z tego impasu.

Zobacz również: Black Mirror: Bandersnatch – recenzja pierwszego interaktywnego filmu Netflixa!

No nic, zostawmy to na boku, będę po prostu stosował oba terminy. Tak więc Erica to nowa produkcja od Sony stworzona z inicjatywy PlayLink. W grze możemy sterować poczynaniami głównej bohaterki przy pomocy panelu dotykowego DualShocka albo, co jest zdecydowanie bardziej polecane, przy pomocy naszego smartfona czy tabletu. Pobieramy odpowiednią aplikację i stosując proste ruchu na ekranie urządzenia, możemy dokonywać wyborów lub wykonywać inne interaktywne czynności. Możemy tu na przykład zapalić zapalniczkę, wyciągnąć pudło spod łóżka, przesuwając palcem w dół albo wytrzeć zakurzoną tablicę, przeciągając kilkukrotnie palcem po ekranie. Tego typu aktywności jest tu całkiem dużo i dają one pewne złudzenie, że to jednak gra. Najważniejsze pozostaję jednak wybory, których dokonujemy, przesuwając wskaźnik wyświetlany na ekranie na odpowiednią opcję, dalej oczywiście używając smartfona.

Fot. Erica

Co więc takiego twórcy przedstawili w tej produkcji, która przede wszystkim powinna błyszczeć fabułą? Główną bohaterką jest tu tytułowa Erica, która nie miała łatwego dzieciństwa. Po latach nadal dręczą ją koszmary powiązane ze strasznymi wydarzeniami z przeszłości. Pewnego dnia Erica dostaje przesyłkę, w której jest… ręka, odcięta ręka. Jak się później okazuje, ta należała do pracownika kliniki psychiatrycznej, której współzałożycielem był jej ojciec. Tak zaczyna się śledztwo prowadzące do mrocznej przeszłości rodziny dziewczyny. Muszę przyznać, że taki opis bardzo mnie z początku zachęcił do sięgnięcia po Ericę – morderstwa, tajemnicze znaki, dziwna intryga, klinika psychiatryczna. Niestety okazało się, że działało to tylko na start. Szybko robi się przewidywanie i wychodzą schematy widziane w dziesiątkach tegopodobnych produkcjach. Tak więc po pół godziny czas zupełnie prysł.

Zobacz również: Ty kontra dzicz – recenzja interaktywnej podróży w głąb natury

Nadal w odwodzie pozostają wybory, które wpływają na finał Erici. W grze będziemy mieli do czynienia z kilkoma momentami, które w rezultacie definiują to, co zobaczymy na końcu. Nie jest ich jednak za dużo i umiejscowione zostały głównie w końcowym fragmencie gry.  Wcześniejsze decyzje są często iluzorycznej – prowadzą tylko do dodatkowych scen, których nie zobaczymy przy innym wyborze – i nie mają większego znaczenia (inaczej niż w takim Bandersnatchu, gdzie nawet wybór płatków na samym początku miał swoje skutki w dalszym etapie). Decydujące wybory w Erice są dość ważne, jednak mają wpływ na jakieś 10 końcowych minut zabawy. Dzieje się to więc, gdy główna intryga została rozwikłana i tylko decydujemy o losach naszej bohaterki. Na uwagę zasługuje tu rozmowa z dyrektorem kliniki, gdzie ten miesza nam głowach i zaczynamy wątpić w swoje wcześniejsze osądy. Słabo wygląda jednak spójność wątków przy konkretnych wyborach gracza. Czasami po prostu nie mają sensu.

W grze dostajemy kilka głównych zakończeń, więc jednorazowy czas przejścia Erici – jakieś 1,5h – może się znacząco wydłużyć. Tu jednak należy się twórcom ogromna bura. Po pierwszym przejściu fabuły bardzo kusi poznanie innych zakończeń i co by było gdyby. Jednak twórcy kompletnie tego nie przemyśleli i żeby poznać alternatywne zakończenia, trzeba… zacząć zabawę od nowa. Tak, nie ma tu żadnych save’ów, więc musimy grać od początku, choć każde podejście będzie się różnić dopiero w późniejszych etapach. Jesteśmy skazani na ponowne oglądanie tego samego prze dobrą godzinę, by zobaczyć kilka minut czegoś nowego. No super. Problem ten natomiast świetnie został rozwiązany w Netflixowym Bandersnatchu, gdzie po prostu mogliśmy wrócić do kluczowych momentów. Ja po dwóch przejściach Erici powiedziałem pas, gdyż nie miałem na to cierpliwości.

Zobacz również: Wiedza to Potęga: Dekady i Szymparty – recenzja nowych gier imprezowych od PlayLink!

Erica to w głównej mierze film z udziałem prawdziwych aktorów, warto więc wspomnieć o ich grze. No tu niestety też nie jest za kolorowo. Główna bohaterka grana przez Holly Earl to postać o jednym wyrazie twarzy. Postacie drugoplanowe też raczej nominacji do Oscara nie dostaną. Pan detektyw to sztywniak jakich mało, a w miarę pozytywnie pokazał się chyba tylko wspomniany już przeze mnie dyrektor kliniki. Duży plus produkcja dostaje za to za muzykę stworzoną przez Austina Wintory’ego (Podróż, The Banner Saga, The Order: 1886). Klika kawałków zdecydowanie ratuje tutaj klimat.

Fot. Erica

Erica, czyli nowy twór od Sony stworzony z inicjatywy PlayLink, to ciekawy eksperyment, któremu jednak dużo brakuje do perfekcji. Rozczarowuje głównie fabuła i dość skromna ilość kluczowych decyzji. Przydałoby się też zainwestować w lepszą obsadę aktorską i lepiej przemyśleć rozwiązania techniczne – brak możliwości wrócenia do ważnych momentów czy choćby wczytania save’a to kpina. Grę/film można za to pochwalić za dobrze rozwiązane sterowanie smartfonem oraz dużo interaktywnych aktywności, gdzie rzeczywiście możemy się tym pobawić. Niestety, to zdecydowanie za mało na choćby satysfakcjonującą zabawę.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?