Łukasz Orbitowski to bez wątpienia jedna z bardziej wyrazistych postaci współczesnej literatury polskiej - autor, który nie boi się zmian konwencji i literackich eksperymentów. Choć przez lata najmocniej kojarzony był z horrorem, jego twórczość wielokrotnie wykraczała poza ramy jednego gatunku. I choć sam również widzę go przede wszystkim przez pryzmat grozy - podobnie jak w przypadku fascynacji twórczością Kinga Diamonda - to jego najnowszy krok pokazuje, że wciąż szuka nowych środków wyrazu. Tym razem sięgnął po formę gry książkowej.
Pan Lasu nie jest więc klasyczną powieścią czytaną linearnie, lecz interaktywną opowieścią, w której czytelnik sam wybiera ścieżkę fabularną, przeskakując między paragrafami. To rozwiązanie znane, lecz wciąż stosunkowo rzadko eksploatowane na polskim rynku - tym bardziej cieszy, że sięga po nie autor tej klasy. Fabuła osadzona jest w realiach aż nadto swojskich. Krystian - życiowy rozbitek, niedoszły student, człowiek z bagażem problemów - trafia wraz z ojcem, Bogdanem, do zapomnianej przez świat wsi, gdzie mają zająć się remontem starego dworku pośród lasów. To Polska prowincjonalna w pełnej krasie: hierarchie społeczne wyznaczane przez plebanię, jeden sklep z zawyżonymi cenami i życie towarzyskie skupione wokół podupadłej knajpy „U Wieśka”. Na miejscu towarzyszą im Karina, osiłek Zdzich oraz Ilja - złota rączka zza wschodniej granicy. Sielankowy (pozornie) obraz szybko pęka, gdy Karina znika, a wokół zaczynają dziać się rzeczy trudne do racjonalnego wytłumaczenia.
I tu właśnie Orbitowski pokazuje, że horror to jego naturalne środowisko. Napięcie budowane jest konsekwentnie, atmosfera gęstnieje z każdą decyzją czytelnika, a poczucie niepokoju nie opuszcza nas ani na chwilę. To jedna z tych książek, od których trudno się oderwać - nie tylko dlatego, że chcemy czytać dalej, ale dlatego, że chcemy wiedzieć więcej: co się wydarzyło, kto przetrwa, co kryje się za kolejnym wyborem. Pod względem narracyjnym to poziom co najmniej bardzo wysoki.
Dobrze rozwiązana jest także mechanika, choć mógłbym tu troszkę pokręcić nosem. Podoba mi się zabieg, że autor skacze po naprawdę odległych od siebie paragrafach. System ten srogo kara za niedopatrzenia i trudno nam jest się cofnąć, bez opisywania sobie ścieżki jaką wybraliśmy. Otóż przykładowo: zaczynamy od paragrafu pierwszego, potem skaczemy do 21, następnie do 37, wtedy do 14, następnie do 88, potem 67 i tak dalej i tak dalej.
Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Największym z nich jest - przynajmniej w moim odczuciu - zbyt oczywisty charakter wyborów. Ścieżki fabularne, choć interesujące, nie sprawiają większych trudności. Decyzje często wydają się logicznie jednoznaczne, przez co przejście historii nie stanowi większego wyzwania. Doprowadzenie do „złej” ścieżki wymagało u mnie raczej celowego eksperymentowania niż realnego błędu. To sprawia, że napięcie wynikające z mechaniki nie zawsze dorównuje temu fabularnemu.
Z drugiej jednak strony — gra książkowa zachęca do ponownych przejść. Już po pierwszym zakończeniu widać, że nie odkryło się wszystkiego, a inne ścieżki mogą skrywać ciekawsze rozwiązania. Sam finał pozostawia lekki niedosyt, ale być może to tylko jedna z wielu wersji tej historii. Ostatecznie Pan Lasu to bardzo solidny debiut Orbitowskiego w tej formie. Niepozbawiony wad, momentami zbyt przystępny, lecz jednocześnie wciągający, klimatyczny i sprawnie napisany. Na tle skromnego rynku gier książkowych w Polsce — pozycja zdecydowanie godna uwagi.

Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawca: Muduko
Stron : 242
Ocena: 85/100
Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80.