My Brother Rabbit – recenzja przepięknej, polskiej przygodówki

Gra, by zachwycić gracza, niekoniecznie potrzebuje gameplayu na kilkadziesiąt czy setki godzin. Czasem wystarcza zaledwie kilka, aby produkcja znalazła się na naszej ścisłej liście ulubionych tytułów. Doskonałym tego przykładem jest gra polskiego studia Artifex Mundi, która w takim Assassin’s Creed: Odyssey mogłaby stanowić zaledwie prolog. Nie zmienia to jednak faktu, że po jej skończeniu towarzyszy nam równie wspaniałe uczucie, co po ukończeniu kampanii w jej większym koledze po fachu. Co stoi za takim stanem rzeczy? Zapraszam do recenzji niepowtarzalnego My Brother Rabbit.

Zobacz również: Assassin’s Creed: Odyssey – recenzja najlepszej odsłony serii!

My Brother Rabbit, jak już wspomniałem we wstępie, to dzieło polskiego studia Artifex Mundi. Studio ma swoją siedzibę w Zabrzu i choć nie jest za bardzo znane, to stworzyło już kilkadziesiąt produkcji. Artifex Mundi nie może równać się z takimi gigantami, jak CD Projekt RED czy Techland,  słynie jednak z dobrze przyjmowanych w pewnych kręgach gier typu HOPA (Hidden Object Puzzle Adventure), czyli specyficznych, statycznych przygodówek. Gameplay w tego typu produkcjach skupia się przede wszystkim na szukaniu skrzętnie ukrytych przedmiotów oraz rozwiązywaniu łamigłówek, co stopniowo popycha fabułę do przodu. Cechą charakterystyczną w grach HOPA są przepięknie rysowane plansze, a w tym aspekcie szczególnie króluje Artifex Mundi.

Studio wraz z rozrostem firmy postanowiło odejść od schematycznych HOPA. Ich pierwszym dziełem, które miało wyłamać się ze znanych ram, jest właśnie My Brother Rabbit.  Nowa gra Artifex Mundi to połączenie HOPA oraz mechanik znanych z przygodówek point and click. Wszystko uzupełniają dodatkowo całkiem zmyślne zagadki logiczne. Nie ma jednak co ukrywać, że Królik to przede wszystkim HOPA dopakowana nowymi elementami rozgrywki.

My Brother Rabbit

Fot. Screen z gry My Brother Rabbit

My Brother Rabbit przedstawia historię rodzeństwa – brata oraz jego młodszej siostry. Wiodą oni szczęśliwe i sielankowe życie do czasu, gdy niespodziewanie dziewczyna zapada na tajemniczą chorobę. Jej brat nie mogąc pomóc swojej siostrzyczce, pociesza ją, zabawiając pluszowym królikiem. Potem przenosimy się do tajemniczego świata fantazji, gdzie spotykamy królika oraz jego chorą przyjaciółkę, która cierpi, gdyż jej świat jest stopniowo zatruwany przez tajemnicze chwasty. Królik przemierza więc tajemniczą krainę, by znaleźć dla niej lekarstwo. Ten fantastyczny świat jest odbiciem świata realnego widzianego oczyma dziecka, gdzie dziewczynka toczy bój o życie, a towarzyszy jej ukochany brat. Całą historię twórcy ukazali graczowi bez ani jednego dialogu, posługując się jedynie obrazami i muzyką.

Zobacz również: The Bard’s Tale IV: Barrows Deep – recenzja wskrzeszonego klasyka

Niezwykły zamysł twórców został przełożony na kreację plansz, które widzimy, przemierzając wyimaginowany świat. Lokacje są bardzo kolorowe oraz żywe. Twórcy wykazali się na tym polu niezwykłą pomysłowością. Jak mówi z jeden z designerów teł, swoje inspiracje czerpał, wypytując własne dzieci, jak postrzegają świat. Na jednych z pierwszych plansz widzimy między innymi domki stworzone w ogromnych grzybach; konewkę, która wypija wodę z jeziora i strzela tęczą, a wszędzie po świecie porozrzucane są przeróżne zabawki. Do tego w niektórych miejscach możemy zauważyć niepokojące przedmioty związane ze szpitalem – tajemnicze fiolki na drzewach, strzykawki wystające z dachów grzybowych domów i tak dalej. Wszystko to ukazuje zarówno fantazje dzieci, jak i przerażenie związane z chorobą oraz leczeniem dziewczynki. Jako że grę tworzy Artifex Mundi to rzecz oczywista, ale powiem to – rysowane ręcznie plansze wygląda przepięknie! Więcej nie napiszę, po prostu zerknijcie na screeny.

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – Divinity: Original Sin – Enhanced Edition

Kolejny aspekt, który zachwyca od pierwszego kontaktu z grą, jest bez wątpienia muzyka. Tutaj twórcy postanowili zaczarować nas już w menu głównym – o tak, to się zdecydowanie udało. Motyw przewodni gry, który tam słyszymy, jest tak przepiękny, że za każdym razem odpalając grę na konsoli, musiałem kilka minut przystanąć i wysłuchać utwór do końca, choć raz –  często nie kończyło się jednak na jednym odsłuchu. Piosenkę o tytule Dream skomponował Arkadiusza Reikowskiego, a swojego głosu użyczyła do niej Emi Evans, którą możecie kojarzyć z wykonów do gier Nier: Automata oraz Dark Souls. Potem w samej grze mamy kilka przepięknie pogrywających utworów, które umilają szukanie przedmiotów i rozwiązywanie pokrętnych łamigłówek. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o większą ich ilość, gdyż przy dłuższych przestojach na jakiejś planszy, utwory zaczynają się po prostu obsłuchiwać.

My Brother Rabbit

Fot. Screen z gry My Brother Rabbit

Przejdźmy teraz do gameplayu. Jak wspominałem, My Brother Rabbit to w głównej mierze HOPA, więc przez większość czasu gry przeszukujemy kolejne plansze w poszukiwaniu dobrze ukrytych przedmiotów. Są one potrzebne do skompletowania mechanizmów kolejnych łamigłówek, które następnie musimy rozwiązać. Przy zbieraniu przedmiotów twórcy na szczęście ułatwili nam zadanie, podając przy każdym z nich, ile musimy ich zebrać. Dodatkowo w każdej z plansz w górnym prawym rogu ekranu podświetlane są tylko te przedmioty, które możemy tutaj znaleźć. Dzięki temu nie musimy przeszukiwać każdego piksela, co znacznie umila przechodzenie gry.

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – The LEGO Ninjago Movie: Gra wideo (2017)

Schemat ze zbieraniem potrzebnych przedmiotów oraz rozwiązywaniem odblokowanych zagadek powiela się przy każdej z lokacji. Czasem dostajemy utrudnienie typu – chcesz ten przedmiot, skompletuj inne i rozwiąż łamigłówkę, dopiero dostaniesz ten. Nieraz musimy też użyć jednego przedmiotu na drugim, by zdobyć potrzebnym fragment, co jest typowe dla przygodówek point and click. Same zagadki logiczne w jednym miejscu bywają banalne, a w innym zmuszają do niemałego wysiłku nasze szare komórki. Rozgrywka nie jest tutaj może zbyt zróżnicowana, ale dość krótki czas przejścia gry sprawia, że nie zdążyła mi się przejeść. Tak więc nie zawsze krótki czas gry musi być minusem. Dla tego typu gameplaya i historii długość potrzebna do przejścia My Brother Rabbit (około 4-5 godzin) jest dla mnie idealna – na jeden-dwa wieczory jak znalazł.

My Brother Rabbit

Fot. Screen z gry My Brother Rabbit

Zobacz również: Będzie grane! – czyli growe premiery października

Najnowsza gra studia Artifex Mundi My Brother Rabbit to pod wieloma względami gra niezwykła. Na pierwsze miejsce wybija się zwłaszcza przepiękna oprawa graficzna, która zachwyca nas wraz z kolejnymi lokacjami. Szczególnie urzekła mnie kreacja wyimaginowanego świata, który jest odbiciem tego widzianego oczami dziecka, ze wszystkimi fantazjami i obawami towarzyszącymi mu podczas choroby. Przepiękna jest tu również muzyka z fenomenalnym utworem wykonywanym przez Emi Evans na czele. Sama rozgrywka nie jest może odkrywcza, ale rozszerzenie formuły HOPA o dodatkowe elementy nie pozwala nam się nudzić. Zresztą, jak tu się nudzić, gdy przed oczami mamy pięknie rysowane plansze, z głośników pogrywa nam baśniowa muzyka, a na ratunek czeka kwiatuszka? Bardzo polecam zagrać w Mojego Brata Królika, na pewno się nie zawiedziecie, a przy tak niskiej cenie, jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Odnajdźcie w sobie ponownie dziecko, choć na te kilka godzin.

Gra była recenzowana na PS4 dzięki uprzejmości Kinguin.net

Kinguin

Fot. Kinguin.net

 

 

 

 

 

 

Ilustracja wprowadzenia: Artifex Mundi

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

przygodozona pisze:

Urokliwa gierka, równie uroczo mi się ją recenzowało i tak samo przyjemnie grało, bowiem łatwa, lekka i przyjemna, z emocjonalnym przesłaniem i śliczną grafiką. Dobrze, że Artifex Mundi robi krok w kierunku klasycznych przygodówek i choć My Brother Rabbit jeszcze takową produkcją nazwać nie można, to pewne zmiany już widać. Swoją drogą gierka bardzo, mechaniką, stylem rozgrywki, wyglądem przypomina The Tiny Bang Story, też przyjemną gierkę. Ostatnio była rozdawana darmo 😉 Co do tego czy Artifex Mundi jest znane czy też nie, to w swoim gatunku HOPA deweloper jest dość dobrze znany 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?